Rocznik 1935.
Był w moim życiu zawsze. Nawet wtedy, gdy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Mieszał się przez przypadek, wśród zbiegów okoliczności, a potem coraz bardziej świadomie, by w końcu stać się tym najważniejszym artystą. Kompletnie niezamierzenie.
I żeby było jasne: jestem wierny Beatlesom, King Crimson to wciąż zespół numer 1, ale to Elvis miał największy wpływ na życie.
Bo on wielkim artystą... jest.
Nie uda mi się opowiedzieć wszystkiego. Musiałbym napisać autobiograficzną książkę, a te podobno pisze się podobno po śmierci.
Elvisowi się udało.
Kiedy byliśmy mali, to znaczy Siostra była nieco większa, ale bez przesady, rodzice na wakacje wywozili nas na letnisko. Tak się to wtedy nazywało: letnisko. Nam pasowało, bo nasza wieś (dzisiaj już miasto) nazywała się Jedlnia-Letnisko. 15 kilometrów od Radomia. 15 minut pociągiem, cztery przystanki. 40 minut autobusem podmiejskim J nazywanym popularnie jotką. Wtedy nie było tam jeszcze zalewu z kąpieliskami, tylko bite drogi, drewniana remiza pamiętająca chyba czasy carskie, zabytkowy, drewniany kościół, jedna lodziarnia, piekarnia, źródełko z krystaliczną wodą bijącą spod korzeniu wielkiego dębu, nieduża rzeczka, dwie kładki i las. Właściwie Puszcza Kozienicka, ale dla nas to był po prostu las z borówkami, poziomkami, jagodami i grzybami.
Właśnie w skrócie opisałem nasze dzieciństwo.
Do dzisiaj twierdzimy, że rok bez wizyty w Jedlni, to rok stracony, chociaż z dzieciństwa nie zostały już nawet cienie.
Rodzice w tym czasie poznali małżeństwo z dwoma synami w naszym mniej więcej wieku. To znaczy Jacek był ciut starszy ode mnie, a Robert ciut od mojej siostry. Na wiele lat Jacek został moim letnim przyjacielem. Poza wakacjami nasze drogi bezboleśnie się rozchodziły, zbiegały ponownie latem. W naszej percepcji znaliśmy się od zawsze.
Skok w czasie.
Dom handlowy w Radomiu nazywał się Sezam. i chyba nadal się tak nazywa, ale czas obszedł się z nim mało łagodnie. W jakimś okresie, naprawdę nie pamiętam, jakie to były lata, w Sezamie pojawiły się czarne płyty sprowadzane z Bułgarii. Dziwne płyty, bo polskie firmy takich nie wydawały: Ray Charles, Paul Anka, Elvis Presley... No właśnie, Elvis, jakaś składanka, chyba bez tytułu. Na okładce zbliżenie twarzy Króla.
Jacek wyglądał dokładnie tak, jak Elvis na tej obwolucie (patrz zdjęcie obok). I, podobnie jak Elvis, był blondynem. Przynajmniej jako dziecko. Niestety, podobnie jak Elvis, już nie żyje.
A latem zawsze było Lato z radiem. Woziłem na rowerze niewielkie radyjko tranzystorowe marki Selga, które wśród trzasków wielokrotnie nadawało piosenki Elvisa.
Tylko że ja wtedy nie miałem pojęcia o jego istnieniu.
Potem był szał na Beatlesów. Jak wspominałem przy innej okazji, zaraził mnie nimi kumpel z podstawówki. Nawet odkrył, że na jedynej szpuli do magnetofonu mojej siostry mamy już nagrane kilka ich piosenek. Tylko o tym nie wiedzieliśmy. To znaczy piosenki znaliśmy. Ze słuchu. I nic więcej. Chyba od tamtej pory maniakalnie próbowałem zawsze dopasować wykonawców do utworów (piosenek) i odwrotnie. Tak mi zostało. Jak widać.
Miało być o Elvisie, ale to się łączy. Bo akurat weszliśmy w czas mody na wisiorki z muzycznymi idolami. Nie wiem, dlaczego wzbudzały one agresję nauczycieli, ale to tylko dodawało im wartości mentalnej.
Kupienie wisiorka z Beatlesami graniczyło z cudem. Kumplowi cud się przytrafił. Mój wisior z jednej strony miał braci Gibb z Bee Gees, a z drugiej... Elvisa.
Skok w czasie i przestrzeni.
Książki kochałem nie mniej niż muzykę. Ktoś kiedyś opowiadał o Asfaltowym saloonie, książce Waldemara Łysiaka. Dziwnym trafem niedługo później ukazało się wznowienie. Kupiłem.
Dzisiaj właściwie nie czytam już książek Łysiaka. Facet odleciał na planetę inną niż moja. Szkoda, bo to było jedno z najlepszych piór dwudziestowiecznej Polski. Asfaltowy saloon brawurowo opowiada o podróży autora i jego przyjaciela przez Stany Zjednoczone. Jechali zdezelowanym samochodem, kiedy radio podało informację o śmierci Elvisa Presleya.
Łysiak nie lubił Elvisa. Rozdział, który o nim napisał, jest jednym z najpiękniejszych hołdów dla Króla. Przeczytajcie. Warto. Tam uchylają się drzwi do zrozumienia geniuszu Presleya.
Od teraz piosenki Elvisa towarzyszyły mi już świadomie.
Bogactwo stylu, różnorodność, emocjonalność, aranżacje ewoluujące na przestrzeni lat - to wszystko sprawia, że te piosenki wciąż brzmią. Są aktualne. I kompletnie się nie starzeją. Jak pierwsze pocałunki.
Skok w czasie.
Ożeniłem się późno. W jednej chwili stałem się mężem, ojcem, wujem i szwagrem. Przy szwagrze się zatrzymamy. Bo szwagier ponad wszystko kocha muzykę Elvisa. Koniec przystanku.
I koniec historii. Jest rok 2024. Wciąż na całym świecie ukazują się płyty z muzyką Króla. Nie ma takiej możliwości, żeby zebrać je w jednym, krótkim spisie. To, co jest poniżej, to po prostu jeden podstawowy wycinek. Resztę będziemy dodawać na bieżąco, póki sił starczy.
Dyskografia mocno okrojona i zawsze niepełna
Albumy studyjne:
Live:
Soundtracki:
oraz wiele, wiele innych...
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.