Rocznik 1951.
I nie wiem, co napisać. Może kiedyś, gdy znów wrócę do jego płyt. Bo po okresie euforii i zasłuchania w Stingu, od lat już go nie słucham. Owszem, jeżeli pojawia się coś nowego, bardzo chętnie włączam, wręcz ręce mi drżą z ekscytacji. A potem zaczyna grać muzyka. I wszystko jest jasne. I wciąż jest to Sting.
Może to ja już nie ten sam?
Każda kolejna płyta mniej lub bardziej mi się podoba, każdej chcę bronić jak rycerz spraw błahych. I nagle, po wielu dniach orientuję się, że płyta leży zakurzona w kącie. Hm, teraz właściwie pliki się nie kurzą. Po prostu zalegają gdzieś na dysku.
Chyba że padnie dysk.
Jakiś czas temu włączyłem pierwsze solowe płyty Stinga, te same, przy których kiedyś cały świat wstrzymał oddech. I one po prostu zagrały, a świat oddychał dalej.
Kiedyś niemal na pewno rozbuduję ten tekst, ale jeszcze nie dzisiaj. Kiedyś znowu usiądę i posłucham każdej kolejnej piosenki. A potem, zobaczymy...
Dyskografia (poza The Police)
Albumy studyjne:
Live:
Kompilacje:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.