Rocznik 1948.
Naprawdę wciąż nazywa się Christopher John Davison, zaś de Burgh to szlachcekie, panieńskie nazwisko jego matki, które on przyjął jako pseudoinm sceniczny.
Podobno trudny z niego człowiek. Podobno jest nieco przeczulony na swoim punkcie i po niepochlebnych recenzjach wytacza procesy o zniesławienie. Piszę "podobno", bo nigdy tego nie sprawdziłem. A piszę, bo gdybym kiedyś otrzymał pozew od prawników Chrisa de Burgha, to żeby nie było, że się nie ostrzegałem.
Bo chociaż bardzo lubię piosenki Chrisa de Burgha, to nie mogę tego powiedzieć o wszystkich jego płytach.
Moja przygoda z muzyką Chrisa de Burgha zaczęła się jeszcze przed Lady in Red, czyli piosenką rozpoznawalną pod każdą szerokością geograficzną, typową landrynką, której słodycz nigdy się nie kończy, a tytułowa czerwień nie ma szans wyblaknąć w letnim słońcu.
Takie piosenki przytrafiają się jednemu na 10 tysięcy wykonawców i są niczym narkotyk zjadający od środka. Nielicznym uda się z tego wyjść obronną ręką. Ale trudno posłać na odwyk całą ludzkość.
Chociaż pewnie ludzkości dobrze by to zrobiło.
A właśnie, ponoć Chris de Burgh ma dar uzdrawiania... Tak twierdzi.
O reszcie ważnych spraw pogadamy przy muzyce z kolejnych płyt. A z Wikipediowych ciekawostek (nie miałem bowiem o tym pojęcia, nie moja branża), to w 2003 roku córka Chrisa de Burgha Rosanna Davison została Miss Świata. Wszystkiego najlepszego.
Dyskografia
Albumy studyjne:
Live:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.