Podobno ulica Morgue, czyli rue Morgue nie istnieje. Stworzyła ją mroczna wyobraźnia ojca horroru i powieści detektywistycznej Alana Edgara Poe'ego na potrzeby opowiadania Zabójstwo przy rue Morgue opublikowanego w 1841 roku w czasopiśmie Graham's Magazine. To było tak dawno temu, że sam autor, tworząc archetyp detektywa ochrzczonego C. Auguste Dupin, nie znał jeszcze słowa detektyw, gdyż ono zwyczajnie jeszcze nie istniało. Zrodziło się z łacińskiego określenia detego tłumaczonego jako odkryć lub wyjawić.
Tak, czy inaczej, Poe ustanowił wzorzec, który na lata zadomowił się w literaturze kryminalnej. Najbardziej skory do korzystania z tego patentu był sir Arthur Conan Doyle powołując do życia Sherlocka Holmesa. Zapożyczył zresztą od swojego wielkiego poprzednika nie tylko postać, ale także sposób narracji, duszny klimat opowieści, a nawet słynną metodę dedukcji. Nie czas i miejsce na zgłębianie tego tematu (a szkoda), w każdym razie Conan Doyle twórczo udoskonalił postać Sherlocka prześcigając pierwowzór. I chwała mu za to.
Ale, wracając do muzyki (która w kryminałach ważna jest niepomiernie), zastanawiam się, kto w dzisiejszej opowieści jest Alanem Edgarem Poe, a kto Arthurem Conan Doylem. Bo, chociaż bohaterem jest Hugo Race, to nie ma takiej możliwości, żeby nie pojawiło się przy tej płycie nazwisko Nicka Cave'a. Nie da się uciec od analogii, od porównań i licznych odniesień. Tym bardziej, że Hugo Race nigdy nie ukrywał swojej atencji dla Cave'a, co skończyło się dołączeniem do zespołu The Bad Seeds, z którym Nick Cave nagrał lwią część swoich albumów.
Swoich?
Jak powiedziałem rue Morgue nie istnieje, ale dzięki literaturze i kinematografii stała się symbolem ulicy występku. Ulicy skrytej za upiorną mgłą tajemnicy. Umieszczając jej nazwę w tytule pierwszej płyty nagranej z True Spirit, kolega Hugo Race obwieszcza wszem i wobec: będzie mrocznie, będzie duszno, będzie tajemniczo, będzie niebezpiecznie. Tym tytułem sam sobie pisze recenzję. A gdyby komuś brakowało jeszcze jakiejś wskazówki, to podsunąłbym mu wizytówkę Toma Waitsa i będziemy w domu.
Bo właśnie taka jest ta płyta.
I tylko wciąż nie wiem, kto tu Doyle, a kto Poe.
Dziwne?
A przecież ten nowy wizerunek Nicka Cave'a, po rozwiązaniu bandu The Birthday Party, zrodził się, gdy do kapeli dołączył Hugo Race...
Na nieistniejącej rue Morgue wydarzyć się może wszystko.
Sztuczna inteligencja podpowiedziała mi, że muzyka z tej płyty to „mroczny, industrialny blues gotycki”.
Być może. Z inteligencją kłócił się nie będę.
Większość kompozycji: Hugo Race
1. Blonde Hustling 5:14
2. Turkyneck Piana 4:23
3. Long Time Ago 6:20
4. Cyprus Grove Blues 3:23
(Nehemiah "Skip" James)
5. John The Revelator 4:01
(Son House)
6. Rue Morgue Blues 5:15
7. Please Don't Go 4:01
(Big Joe Williams)
8. Certified Fool 3:20
9. Slugger Brass 4:51
10. Mojo Hand 7:04
(Sam "Lightnin" Hopkins)
Hugo Race – vocals, acoustic guitar (1, 5), bass (3, 4), guitar (1, 3, 4, 6, 7, 8, 9), organ (5), piano & double bass (5), sequencer (1, 2, 4, 6, 7, 8, 9), slide guitar (4, 5, 6);
Robin Casinader – backing vocals (8, 9);
Brian Colechin – bass (2, 6, 7, 9);
Nicholas Barker – bass (8), twelve-string guitar (1, 8);
John Murphy – cymbal (9), metallophone (6), percussion (3, 5, 10);
John Phillips – guitar (5);
Chris Wilson – harmonica (3, 5, 7, 10);
Robin Casinader – piano, cello (1), strings (3, 6, 8, 9, 10), violin (2, 4, 5).
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.