To jedna z tych pogmatwanych bardzo krótkich historii trwających bez końca. Bo podobno śmierć jest dopiero początkiem. W tej krótkiej historii nic nie jest jasne. Poza światłem.
I początkiem w 1976 roku, kiedy to kilku chłopaków zobaczyło na scenie Sex Pistols i postanowiło zawojować świat. Ponoć ten koncert uzmysłowił im, że nawet największe muzyczne gwiazdy, to po prostu ludzie. Oni też byli ludźmi.
Nazwali się Warsaw. Chcielibyśmy wierzyć, że Warszawa miała dla chłopaków ze Salford jakieś znaczenie. Nie miała. Podobał im się tytuł kompozycji Davida Bowie, który umieścił ją na płycie Low. Dużo legend powstało przez lata wokół tej piosenki, a właściwie niemal instrumentalnego utworu, który ponoć miał oddawać szarzyznę Warszawy. David Bowie zatrzymał się tu na krótko z powodu przesiadki na dworcu Warszawa Gdańska. Podobno kupił wtedy kilka płyt. Podobno kupił płytę zespołu Śląsk. Podobno...
To był tak zwany okres berliński Davida Bowie. Chłopaków z Salford w jakiś dziwny sposób pociągał mit nazistowskich Niemiec. Warsaw brzmiało z niemiecka...
Pokręcona historia.
Odcinali się potem od tego nazizmu. I nie ma w tym niczego dziwnego. Chociaż sama nazwa zespołu, którą przyjęli niedługo później Joy Division, została zaczerpnięta z książki Dom lalek o żydowskich kobietach zmuszanych do seksu w obozach koncentracyjnych.
Trzeba przyznać, że ta nazwa przynajmniej dość adekwatnie oddawała mrok muzyki proponowanej przez kwartet, gdy porzucili punk-rocka na rzecz czegoś kompletnie nowego.
Otworzyli kolejne drzwi.
W tej historii nic nie jest proste.
Ktoś powiedział, że Joy Division byli doskonali od samego początku. Nie. Po prostu byli nieco inni. Zaważyła na tym dość poważnie choroba wokalisty Iana Curtisa, epilepsja. Ten niepokojący rytm, te dźwięki wyłaniające się znikąd, wreszcie monochromatyczna oprawa koncertów z białym światłem, by nie wywoływać ataków, budowały klimat i wizerunek zespołu.
Jak na warunki show biznesu bardzo szybko udało im się podpisać kontrakt i nagrać pierwszą, a zaraz potem drugą płytę. Obie należą do żelaznego kanonu rocka. Obie wyznaczyły nowy kierunek, Obie uruchomiły nową wyobraźnię.
I tylko zespołowi się nie podobały. Bo producent złagodził brzmienie, wprowadził echo, pogłosy i wstawki klawiszy.
Oni tego nie chcieli.
On stworzył klasyczny Joy Division.
Nigdy nie widziałem i chyba nie obejrzę filmu Control o życiu i samobójstwie wokalisty Joy Division. Czytalem wspomnienia basisty Petera Hooka. To bardzo gorzka lektura.
Ale w tej historii nic nie jest wesołe.
Dyskografia
Albumy studeyjne:
Live:
Kompilacje:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.