Alan Parsons  płyty

Alan Parsons Symphonic Project Live in Columbia

2016

To już nie jest Alan Parsons Project. Nie może być. Bez Erica Woolfsona, który zmarł w 2009 roku, to już nie to samo. Pewnie trochę z tego powodu ta płyta sygnowana jest Alan Parsons Symphonic Project. Chociaż orkiestra symfoniczna i chór w pełni uzasadniają tę niby kosmetyczną zmianę nazwy.
Aż mnie ciarki przeszły.


Alan Parsons Project nigdy nie był zespołem koncertowym. Dlatego na pierwszy koncert przyszło nam czekać blisko 40 lat. Niektóre rekordy Guinnessa są nie do pobicia. Chyba.


Kim jest Alan Parsons wielbiciele muzyki doskonale wiedzą. Bez niego nigdy Dark Side of the Moon zespołu Pink Floyd nie byłaby tą ciemną stroną, którą znamy od lat. Inżynier dźwięku. Geniusz, który zaczął pracować w 1967 roku.
Czy jakieś wspominałem, że najlepsze płyty powstały właśnie w 1967?


Alan Parsons Project nigdy nie był moim zespołem numer jeden. Są płyty, które stawiam bardzo wysoko, ale i są takie, do których nie wracam bo irytuje mnie przeładowanie elektroniką, próba upchnięcia w dźwiękach syntezatorów całego życia. Tego się nie da. Sztuczny miód, jak śpiewała Elżbieta Wojnowska.


I dlatego właśnie Live in Columbia jest dla mnie tak ważna. Bo ja nie lubię płyt koncertowych. Poza wybranymi. A tutaj jest wszystko to, co zawsze chciałem usłyszeć na płytach Alan Parsons Project.
Jest żywa muzyka. 


Nie wiem, co pchnęło Alana Parsonsa w trasę. Może pogodził się z tym, że płyty sygnowane tylko jego nazwiskiem, bez magicznego słówka Project, nigdy nie zyskają takiej popularności? A może chciał, aby te stare piosenki wreszcie zabrzmiały tak, jak brzmieć powinny od początku?


To nie jest koncert idealny. Ale ideały bywają nudne. O dziwno, umieszczony na samym początku (dokładnie jako trzeci) największy komercyjny hit zespołu Don't Answer Me wypada płasko i blado na tle całej reszty. Ale już następujący po nim Breakdown, z nielubianej przeze mnie płyty I Robot, tutaj olśniewa rozmachem, chór w refrenie wywołuje skurcz w okolicy serca i tak już zostaje aż do końca. A kiedy w Eye In The Sky śpiewa sam Parsons, zaskakuje jego wciąż młodzieńczy głos. 


Zdecydowanie jest to płyta dla każdego, kto polubił chociaż jedną piosenkę Alan Parsons Project. Teraz polubi ich o wiele więcej.



Wszystkie utwory: Alan Parsons i Eric Woolfson. Koncert odbył się 31 sierpnia 2013 roku Parque Pies Descalzos w Medellín w Kolumbii.

 

CD 1 
1. I Robot 6:25
2. Damned If I Do 4:34
3. Don't Answer Me 4:37
4. Breakdown 4:05
5. The Raven 2:52
6. Time 5:30
7. I Wouldn't Want to Be Like You 5:00
8. La Sagrada Familia 6:05
9. The Turn of a Friendly Card (Part One) 2:54
10. Snake Eyes 3:01
11. The Ace of Swords 2:48
12. Nothing Left to Lose 4:35
13. The Turn of a Friendly Card (Part Two) 4:23

 

CD 2
1. What Goes Up 4:38
2. Luciferama 5:22
3. Silence And I 7:47
4. Prime Time 8:13
5. Sirius 2:13
6. Eye In The Sky 5:12
7. Old And Wise 5:40
8. Games People Play 4:55


Skład:
Alan Parsons – guitar, keyboards, vocals;
Guy Erez – bass guitar, vocals;
Danny Thompson – drums, vocals (3);
Alastair Greene – guitar, vocals; 
Tom Brooks – keyboards, vocals;
P.J. Olsson – lead guitar;
Todd Cooper – saxophone, guitar, percussion, vocals;

 

oraz:
The Philharmonic Orchestra Of Medellín – orchestra;
Estudio Polifónico De Medellínchorus – chorus.


 

10 czerwca 2024

The Alan Parsons Symphonic Project - Live in Columbia

Domyślna treść artykułu.


W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.