Rocznik 1941
Uwielbiałem jego piosenki, nie wiedząc, że to jego piosenki.
W Polsce nigdy status artystyczny Neila Diamonda nawet nie zbliżył się do jego pozycji w rodzimych Stanach Zjednoczonych. A szkoda, bo – po pierwsze – skomponował i nagrał wiele wspaniałych płyt, a – po drugie – jest naszym krajanem, a dokładnie polsko-ukraińskim Żydem przez całe życie pielęgnującym rodzinne tradycje. No, może kilka rozwodów niekoniecznie wpisuje się w tradycję religijną, ale to już nie moja sprawa. Tak czy inaczej ma miejscowe korzenie i nigdy się ich nie wyparł.
Jego fenomen jest dość trudny do wytłumaczenia poza USA, bo przecież Ameryka wydała tysiące wspaniałych artystów, ale to on jest – jeżeli nie jedynym, to na pewno wchodzi w skład bardzo nielicznej grupy – tym, który od samego początku do końca kariery w każdym dziesięcioleciu umieszczał swoje piosenki na pierwszym miejscu przebojowych zestawień. Sztuka dostępna nielicznym.
Karierę koncertową zakończył oficjalnie w 2018 roku przerywając wyprzedaną światową trasę zorganizowaną z okazji 50-lecia działalności artystycznej. Powodem była diagnoza lekarska i postępująca choroba Parkinsona. Od tamtej pory pojawiał się publicznie jedynie incydentalnie, czasem z zaskoczenia, jak wtedy, gdy nagle wyszedł na scenę by dołączyć do występującego akurat tribute bandu wykonującego jego repertuar, czym zaskoczył nawet członków zespołu.
W 2021 roku miał na Brodwayu premierę rewelacyjnie przyjęty musical oparty na jego życiu i twórczości z tytułem zaczerpniętym od jednego z jego przebojów A Beautiful Noise.
A życie miał niezwykłe, co nie znaczy, że łatwe. Chodził do jednej klasy z Barbrą Streiand. Podobno przyjaciółmi nie byli, ale wymykali się w wolnych chwilach pod most, by palić papierosy. Ich innym klasowym kolegą był Robert James Fischer, bardziej znany jako Bobby Fischer, a najbardziej znany ze słynnego pojedynku szachowego czasu zimnej wojny z Rosjaninem Borisem Spasskim.
W kolejnej szkole Diamond stał się dobrze zapowiadającym florecistą wygrywając nawet jakieś mistrzostwa, ale szybko zrozumiał, że dziewczęta chętniej wybierają piosenkarzy niż szablistów. Porzucił więc sport, a potem porzucił też szkołę, żeby już tylko pisać i śpiewać. Właśnie w takiej kolejności, bo najpierw został tekściarzem dla innych. Zarabiał średnio, ale był uparty. Zaczął nagrywać swoje piosenki. Te pierwsze nie zdobyły popularności, ale to właśnie jedną z tych pierwszych nagrali później Deep Purple lansując Kentucky Woman na swój pierwszy wielki przebój z płyty The Book of Taliesyn. Wtedy też nie wiedziałem jeszcze, że to jego piosenka.
A w tym czasie Neil Diamond powoli szedł swoją drogą. Zawiodła go daleko. Stał się muzycznym symbolem Ameryki na wiele lat przed Brucem Sprinsteenem. A potem wyśpiewali z Barbrą Streisand platynowy duet piosenką You Don't Bring Me Flowers.
W Polsce znamy go z kilku cudownych ballad z zaledwie kilku starych płyt. Każde radiowe lato kończy się cudowną piosenką Summerlove. Każdą jesień stacje radiowe zaczynają nieśmiertelnym hitem September Morn. A kto jeszcze pamięta, że przepiękna Girl, You'll Be a Woman Soon, unieśmiertelniona na potrzeby filmu Pulp Fiction przez zespół Urge Overkill została napisana i nagrana przez Diamonda w 1967 roku? Może kiedyś przyjdzie czas na odkrycie całej jego drogi. A może nie. Czas pokaże.
Dla mnie jego czas trwa od bardzo wielu lat.
Jest rok 2026. W maju ukazała się całkiem nowa płyta Diamonda. Wiem, że złożona ze starych piosenek, które nie zmieściły się na wcześniejszych albumach. Ale w nowych, cudownie intymnych aranżacjach. Amerykański mit trwa. Oby jak najdłużej. Mity mają to do siebie, że się nie starzeją. One obrastają w lata stając się prawdą.
Dla każdego inną.
Dyskografia (z pewnością niepełna)
Albumy studyjne:
Live:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.