Emocje opisać trudno. Szczególnie, gdy jest ich tak wiele, że na słowa nie ma miejsca. A tu nie da się już wcisnąć szpilki, żeby nie wiem, ile diabłów siedziało na jej łepku. Nazwa Klan była jak tajemnica, jak zaklęcie dostępne wtajemniczonym. Miałem kilkanaście lat, wiedziałem, że Klan kiedyś istniał i ponoć nagrał płytę. Była poza zasięgiem, była nie do zdobycia.
A jednak Syci ją zdobył. Nie wiem skąd, nie wiem jak, ale któregoś dnia trzymałem w dłoniach oryginalne wydanie i chłonąłem każdy dźwięk z tandetnego gramofonu Artur.
Czasem marzenia się spełniają.
Każdą nową płytę przesłuchiwałem wielokrotnie, cały czas w jakimś nabożnym skupieniu trzymając przed oczami okładkę. Jak się okazuje, słuchałem także oczami. Teraz gapiłem się na barwne plamy, próbując rozszyfrować znaczenie każdej z nich. Znam je na pamięć, złączone nierozerwanie z muzyką niczym oscarowy film ze ścieżką dźwiękową. Wpatrywałem się w surrealistyczne mazaje próbując zrozumieć, jakim cudem tak genialna kompozycja zrodziła się w wyobraźni muzyków i została nagrana w latach, gdy wokół panowała wszechobecna szarość będąca znakiem rozpoznawczym czasów komuny.
Na dodatek ta płyta opisywała właśnie ową szarość używając całej palety barw. Mistrzostwo świata w tworzeniu niemożliwego.
Gdzieś przeczytałem, że inspiracją muzyczną do Mrowiska była płyta zespołu Vanilla Fudge. Świetnie. Nawet nie wiedziałem, jak to się wymawia. Chciałem wierzyć, że kiedyś gdzieś coś usłyszę. Wtedy nie było to wcale takie pewne.
Nie umiem opisać tej płyty. Nie potrafię. Wiem, że dzisiaj u nikogo nie wzbudza ona już takich emocji. Oswoiliśmy ją. Jest dostępna, jest obecna i odzyskała swoje stałe miejsce w historii. Dla młodego pokolenia ani muzyka, ani teksty nie pachną już zakazanym powietrzem wolnego świata.
Została tylko płyta, chociaż muzyka powstawała nierozerwalnie ze scenicznym spektaklem, który miał jednak niewiele odsłon. Koszty realizacji, komplikacje realizacyjne i niechęć władz skutecznie podcięła skrzydła i zastopowały coś, co mogło być startem międzynarodowej kariery. Komunistyczne miernoty nie lubiły, gdy ktoś zbyt wysoko podnosił głowę i zakładał kolorowe skarpetki.
Spotkanie, które opisałem w krótkiej notce o zespole Klan wydarzyło się naprawdę. Byłem już mocno dorosłym człowiekiem, gdy poznałem pewnego człowieka, przyjaciela Marka Skolarskiego. To właśnie Skolarski był mózgiem Klanu, to on stworzył wszystkie teksty do suity Mrowisko, to on miał wizję.
Ale tamte czasy nie lubiły indywidualnych wizji. Miała być jedna, zbiorowa. Jak w mrowisku. O tym jest ta płyta. Kto jej nie zrozumie, niech sięgnie po książkę Macieja Siembiedy zatytułowaną Katharsis. To wstrząsający zapis tamtych lat. Świetnie napisana książka fabularna, sensacyjna, kryminalna. Boli, że tak bardzo prawdziwa. Właśnie ją kończę. I słucham Mrowiska. Jest ostatni dzień lutego 2026 roku. Płyta ma 56 lat.
Mrowisko jedynie zmieniło swoich bogów.
Słowa: Marek Skolarski
Muzyka: Marek Ałaszewski
1. Sen 3:17
2. Kuszenie 3:29
3. Nerwy miast 3:31
4. Senne wędrówki 3:52
5. Taniec wariatki 2:02
6. Taniec czterech 1:37
7. Na przekór 2:16
8. Nasze myśli 5:10
9. Mrowisko 4:15
10. Pejzaż z pustych ram 4:31
11. Taniec głodnego 2:24
12. Epidemia euforii 3:46
13. Sen 1:49
Muzycy:
Marek Ałaszewski – śpiew, gitara;
Roman Pawelski – gitara basowa;
Maciej Głuszkiewicz – instrumenty klawiszowe;
Andrzej Poniatowski – perkusja.
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.