Rocznik 1957.
Wysoki, chudy, o niskim głosie. Facet jest mi bliski jeszcze z kilku innych powodów. To introwertyk do bólu. Koncerty bywały jego żywiołem, ale ile go kosztowało wyjście na scenę, wie tylko on sam. Z wiekiem coraz trudniej go zresztą namówić do występów. Tę niechęć i niepewność podsyca jeszcze drobna wada wymowy. To przez nią odrzucił kilka ważnych ról filmowych, nie przyjął też propozycji własnego programu w radiu.
No i nie umie właściwie grać na żadnym instrumencie. Coś tam brzdąka na gitarze, ale nie warto o tym wspominać. Jedną wprawkę to i ja umiem zagrać na pianinie.
Mówi się o nim, jako o liderze zespołu Bauhaus. Z jednej strony to spore nadużycie. Dołączył do grupy po wielu namowach swojego przyjaciela. Jego wkład w komponowanie materiału ograniczał się do pisania tekstów i ich interpretowania w rytm muzyki. Po prostu był z przodu, jak każdy wokalista.
A charyzmy nie można mu odmówić.
Z drugiej strony... miał zapędy autorytarne, co doprowadziło do rozpadu zespołu, gdy ten był u szczytu możliwości twórczych.
Peter Murphy został sam. Trochę na własne życzenie. Ale w kontynuowaniu muzycznej drogi życiowej przeszkadzał mu brak umiejętności kompozytorskich. Potrzebował zespołu i nie chciał go jednocześnie. Wiedział, mniej więcej, jak powinny brzmieć wykonywane przez niego przyszłe piosenki, ale sam nie potrafił nic z tą wiedzą zrobić.
Chwila dla autora. Gdy prowadzony kiedyś przeze mnie kabaret wyewoluował z formacji scenicznej w radiową, napisałem kilka piosenek. I też wiedziałem, jak powinny brzmieć. Na szczęście trafiłem na genialnego muzyka. Milan ze swoim syntezatorem potrafił urzeczywistnić i podrasować to, co siedziało w mojej głowie.
Przez chwilę wydawało się, że Peter Murphy trafił na kogoś takiego. Pojawił się na jego drodze Mick Karn, wirtuoz gitary basowej. Obu panów fascynował rytm i wszystko, co można z nim zrobić. W ten sposób zawiązał się zespół Dali's Car. Na krótko. Nie dogadali się. A szkoda, bo króciutka płytka, jaką wtedy nagrali, to absolutna perełka w dorobku każdego z nich. Porozmawiamy o tym kiedy indziej.
Peter Murphy nagrał kilka solowych płyt, ale właściwie żadna nie może konkurować popularnością z krążkami Bauhaus. Gdyby nie jego głos, nigdy bym do nich nie wracał. Czekałem na każdą kolejną licząc, że wreszcie pojawi się magia. Zadowalałem się zbiorem kuglarskich sztuczek.
W życiu magia to tylko iluzja. Gdzieś głęboko solowe płyty Petera Murphy'ego skrywają magię piękna.
Dyskografia (solo)
Albumy:
Live:
Kompilacje:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.