Cholernie nietrafiona nazwa w dobie internetu, ale kto z nas przewidział internet w 1980 roku? Tym bardziej, że podwaliny Perfectu sięgają bodaj roku 1977.
To nieprawda, że to Zbigniew Hołdys powołał Perfect do życia. Ale prawda, że dał mu życie drugie. Z zespołu grającego do kotleta i akompaniującemu różnym wokalistkom (w tym Barbarze Trzetrzelewskiej w okresie, kiedy jeszcze nie była Basią), wykreował zbuntowaną kapelę rockową, kapelę będącą zdecydowanie głosem pokolenia. Nawet jeżeli ten głos wynikał z zimnej kalkulacji.
W żadną zimną kalkulację wierzyć nie chciałem. Kiedy usłyszałem pierwsze potrącenia strun gitary w Nie płacz Ewka, zakochałem się niemal bezkrytycznie. I pomyśleć, że Hołdys wstydził się tej Ewki i wcale nie chciał jej nagrywać...
Tak, zdecydowanie Perfect na długo stał się moim ulubionym zespołem z nurtu Muzyki Młodej Generacji. Jego energia, teksty, całe brzmienie było czymś całkowicie dla mnie nowym i porywającym. Stawiałem wtedy Perfect wyżej niż Maanam. Muzyka Exodusu jeszcze mnie nie przekonywała. Do SBB zdecydowanie nie dorosłem. Budka Suflera z Romualdem Czystawem zamiast Krzysztofa Cugowskiego na wokalu była wspaniała, ale trochę straciła zęby. W Kombi czegoś mi brakowało (i brakuje do dzisiaj).
A Perfect miał to coś, co musiało prędzej czy później doprowadzić do Autobiografii.
Rozwiązanie zespołu przez – wtedy już niekwestionowanego lidera – Zbigniewa Hołdysa dokładnie u szczytu sławy, zszokowało nie tylko mnie. Do dzisiaj zresztą, moim skromnym zdaniem, nie wyjaśnił tego w sposób przekonujący. Nigdy zresztą później nie był już takim Hołdysem, tym Hołdysem z Perfectu.
Obiektywnie, dla obiorców, motywy nie są ważne. Ważny był brak muzyki. A kiedy już Perfect się odrodził bez Hołdysa, czasy się zmieniły, ciut dorosłem, mniej miałem czasu na słuchanie, jeszcze mniej na przeżywanie. Tym bardziej, że o młodzieńczych fascynacjach w pewnym wieku zaczyna się zapominać. Pozostaje nostalgia.
Więc oczywiście kupiłem wszystkie kolejne płyty. Ale żadna już nie była tak ważna, jak te pierwsze trzy, a zwłaszcza debiut zwany, ze względu na kolor okładki, Białym albumem.
Jest rok 2026. Perfect gra nadal. A właściwie to grają dwa Perfecty (jeden z dopiskiem Gold). W żadnym nie ma Hołdysa. W żadnym nie ma już wokalisty Grzegorza Markowskiego będącego przez całe lata twarzą grupy. W obu są miedzy innymi różni dawni muzycy kolejnych składów zespołu, chociaż z tego pierwszego okresu już dużej części nie ma wśród nas. Perfect trwa. Nawet na festiwalu w Opolu w 2026 roku był koncert zatytułowany Autobiografia, nawiązując w ten sposób do najsłynniejszego przeboju. Obejrzałem tylko fragment. Poczułem się jak własna babcia oglądająca kolejne festiwale eksploatujące idoli sprzed lat. I zrobiło mi się jakoś tak... autobiograficznie.
Jak to było... ze sceny zejść niepokonanym...?
Dyskografia
Albumy studyjne:
Live:
Kompilacje:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.