Peter Green  płyty

Peter Green - The End of the Game

1970

Jest na YouTubie taki czarno-biały filmik z niemieckiej telewizji nakręcony w 1969 roku. Trwa prawie kwadrans, bez kilku sekund. Na scenie John Mayall i jego Bluesbreakres grają niesamowicie rozimprowizowaną wersję utworu California. Ten film warto zobaczyć z kilku powodów. Chociażby, żeby popatrzeć na reakcję niemieckiej publiczności, której jedyną reakcją jest brak jakiejkolwiek reakcji. Albo żeby posłuchać genialnego saksofonu. Albo, żeby popatrzeć na basistę.

No właśnie, basista.


Nazywał się Alex Zygmunt Stanisław Dmochowski, albo Erroneous – jak podpisywał się później na płytach Franka Zappy. Dwukrotnie odmówił Mayallowi dołączenia do Bluesbreakres ze względu na inne zobowiązania. Ale wtedy, w 1969 roku, zadzwonił z Niemiec menadżer Mayalla i wybłagał natychmiastowy przylot Dmochowskiego, bo basista Mayalla złamał palec. Dmochowski poleciał i zagrał. Bez próby, bez przygotowania, bez znajomości materiału. Po prostu wszedł i grał. Jak potem stwierdził: – Pozowolili mi nawet zagrać solówkę!


Bardzo możliwe, że gdzieś tam wtedy spotkał Petera Greena, który z pierwotnym składem Fleetwood Mac włóczył się po Niemczech. To mniej więcej wtedy Peter Green zaraził się wczesnym wcieleniem Karutrocka.


Dmochowski był synem polskiego żołnierza, który, wywieziony w 1939 roku z rodziną do łagru na Syberię, wreszcie trafił do armii generała Andersa na bliskim wschodzie. Stąd wzięła się plotka, jakoby Dmochowski podawał się za syna generała Andersa. Inna sprawa, że ojca praktycznie nie pamiętał. Urodził się w 1945 roku w Jerozolimie, która była wtedy częścią Palestyny pod zarządem brytyjskim. Niedługo potem jego rodzice się rozwiedli. Matka wyjechała do Australii, a małego Aleksa wychowywała mieszkająca w Londynie ciotka. 


Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych był numerem jeden wśród poszukiwanych basistów sesyjnych i koncertowych. Frank Zappa zaprosił go do zagrania jednego numeru na nowy album. Zagrał na kolejnych czterech płytach. Grywał w przeróżnych, nawet najbardziej niezwykłych składach, prowadząc życie w ciągłej, mocno zakrapianej, trasie koncertowej. Wspominał, że gdzieś kiedyś, jednorazowo do jego zespołu dołączył Peter Green.
Nawet nie pamiętał, że nagrali wtedy tę dość niesamowitą płytę.


I nigdy się nie dowiemy, czym ta płyta jest w rzeczywistości.
Peter Green musiał odejść ze swojego własnego zespołu Fleetwood Mac po nagraniu czterech płyt i wypracowaniu solidnej marki oraz kilku ponadczasowych przebojów (pamiętacie Albatrossa albo Black Magic Woman?). Musiał odejść, chociaż to o nim mówiło się, że jest pierwszą gitarą bluesa. Musiał, bo trochę tę presję wywarły narkotyki, ale jeszcze większą postępująca schizofrenia. Nieuleczalny koszmar człowieczeństwa.


Kilka miesięcy po stracie zespołu powstała ta płyta. To była raptem jedna noc w studio. Za konsoletą późniejszy realizator chociażby płyt Iron Maiden. A z drugiej strony od trzech do pięciu instrumentalistów i muzyczny strumień świadomości niczym w Ulissesie Jamesa Joyce'a, ale bez zbędnych słów. 
Jedno długie jam session pocięte na sześć kawałków ułożonych na płycie. 


Niektórzy twierdzą, że jest to muzyczny zapis tragedii, jaka rozgrywała się w głowie Petera Greena. Że to nieuświadomione drugie ja, które kazało całkowicie zerwać z dotychczasowym bluesem i popłynąć z prądem psychodelii, jazzu, awangardy i dźwiękowego eksperymentu. Inni dowodzą, że płyta jest całkowicie świadomym wyborem nowej drogi po doświadczeniach przywiezionych z Niemiec, po wniknięciu w brzmienia eksperymentalnego krautrocka, ze wskazaniem chociażby na wczesne dokonania Amon Düül.

 

Dowodem na potwierdzenie obu tych teorii ma być tytuł płyty.


Nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę. I chociażby dlatego to płyta fascynująca. Nie będę oszukiwał, że jest to muzyka lekka, łatwa i przyjemna, ale tak cholernie zmusza do myślenia, że po jakimś czasie trudno się od niej oderwać. A kiedy wydaje ci się, że właśnie nadchodzi koniec świata i nic cię przed nim nie uratuje, Peter Green nagle odnajduje te dźwięki, którymi już uwiódł publiczność i serwuje liryczną kolację przy świecach.

To najbardziej rozwalające nuty na tej płycie, bo właśnie wtedy uświadamiasz sobie, z jakimi demonami mierzy się artysta potrafiący wyczarowywać magię...
I za chwilę znów wylewa się galopada soczystych nut wyrywanych wprost z trzewi. To boli.


Gdy płyta trafiła na rynek, krytycy albo oceniali ją fatalnie, albo wcale. Znalazła się jedynie nieliczna grupa obrońców. Ale z biegiem czasu ta grupa rośnie. Jakby ludzkość potrzebowała czasu, żeby zrozumieć.


Peter Green zmarł w 2020 roku.
Alex Dmochowski zmarł w 2025 roku. Nigdy nie przyjechał do Polski, chociaż uznawała się za Polaka.


The End of the Game.



   Side one
1. Bottoms Up 9:05

   (Peter Green)

2. Timeless Time 2:37

   (Peter Green)

3. Descending Scale 8:17

   (Peter Green)

   Side two
1. Burnt Foot 5:16

   (Peter Green)

2. Hidden Depth 4:54

   (Peter Green)

3. The End of the Game 5:08

   (Peter Green)

 

2020 CD reissue:
1. Bottoms Up 9:05

   (Peter Green)

2. Timeless Time 2:37

   (Peter Green)

3. Descending Scale 8:17

   (Peter Green)

4. Burnt Foot 5:16

   (Peter Green)

5. Hidden Depth 4:54

   (Peter Green)

6. The End of the Game 5:08

   (Peter Green)

   bonus tracks:
7. Heavy Heart 3:21

   (Peter Green)

8. No Way Out 3:14

   (Peter Green)

9. Beasts Of Burden 4:05

   (Nigel Watson & Peter Green)

10. Uganda Woman 2:51

   (Nigel Watson & Peter Green)


Muzycy:
Peter Green – guitar;
Zoot Money – piano;
Nick Buck – keyboards;
Alex Dmochowski – bass guitar;
Godfrey McLean – drums, percussion.

09 maja 2026

Peter Green - The End of the Game

Domyślna treść artykułu.


W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.