The Smiths  płyty

The Smits - The Smiths

1984

Musiałem być upiornym młodym człowiekiem. Sądząc po skromnej liczbie przyjaciół, to chyba nawet byłem. Ale czego można się spodziewać po niedorostku, który – mając 8 lat – zamiast bajek, słucha z płyty Władysława Broniewskiego czytającego wiersz Ulica Miła. Słuchałem tyle razy, aż nauczyłem się na pamięć. A potem i tak słuchałem znowu. Do dzisiaj go uwielbiam. I wiersz, i Broniewskiego.
Jako mało sympatyczny chłystek nie przepadałem za rówieśnikami. Ale wśród całej tej rzeszy zdarzali się tacy, za którymi przepadałem jeszcze mniej. Były to jednostki zazwyczaj głośne, nachalne, przekonane o własnej wyjątkowości i rozbuchanej miłości własnej. Przynajmniej ja te osoby tak postrzegałem. Na długie lata znielubiłem kilka świetnych zespołów, bowiem jednostki obrzydziły mi je do cna. Trochę trwało, aż udało mi się oddzielić to wspomnienie od rzeczywistej muzyki.


To trudne, bo podstawową rolą muzyki jest przywoływanie wspomnień.

 

The Smiths był takim obrzydzonym zespołem.
Łatwo mi przyszło to znielubienie, bowiem polskie radio serwowało The Smiths z powściągliwością, więc repertuar znałem głównie z wokalnych popisów dwóch rówieśników, którzy uważali, że muzyka sprowadza się do darcia ryja na stadionie. Niekoniecznie podczas meczu. Darcie dla darcia nadawało darciu sens.
W tej wersji The Smiths byli dla mnie nie do przyjęcia.


Pierwszą ich piosenką usłyszaną naprawdę była, otwierająca debiutancką płytę Reel Around the Fountain. I poszło. W życiu nie słyszałem, aby gdziekolwiek indziej tak bardzo linia wokalu nie pasowała do partii instrumentów. A potem okazało się, że to taka cecha charakterystyczna. Po prostu Morrisey pisał teksty i nucił je po swojemu. Johnny Marr komponował muzykę i odgrywał ją po swojemu. Jakim cudem to wszystko do siebie pasowało nie wiem. Wiem, że pasowało cudownie.

I pasuje do dzisiaj. A ja wciąż najczęściej wracam właśnie do tej płyty, chociaż...


Chociaż ten debiut jest już naznaczony wirusem rozkładu zespołu. W sumie wytrzymali ze sobą raptem 5 lat nagrywając kilka bardzo ważnych dla historii muzyki płyt. Nie dlatego, że byli wyjątkowi, ale dokładnie wręcz przeciwnie.
Ta płyta, która po ponad 40 latach wciąż brzmi świeżo i nigdy się nie zestarzeje, bo takie granie będzie wracać do kolejnych pokoleń, nie jest doskonała. Nagrywali ją dwa razy, bo pierwszy miks pierwszego producenta nie wszystkim się podobał. Drugi producent zażądał powtórzenia sesji i z kolei drugi miks znów nie wszystkim się podobał. Pęknięcie w zespole pojawiło się nim jeszcze pierwszy album trafił na półki.
To się nie mogło udać na dłuższą metę. Ale na krótszą wyszło cudnie.


The Smiths chyba zawdzięczają więcej Joy Division niż sami chcieliby kiedykolwiek przyznać. Ale wygląda to mniej więcej tak, jakby zaczęli tam, gdzie Joy Division skończyli. Nie jest to do końca metafora, skoro debiutancki singiel The Smiths powstał w studio, w którym Joy Division nagrali swój singiel ostatni. No i na szczęście, moim skromnym zdaniem, perkusista The Smiths nie dał się sprowadzić do roli perkusyjnego automatu.
Tam, gdzie Joy Division byli oryginalni, tam The Smiths postawili na brak oryginalności. Tam gdzie Joy Division wsypywali kostki lodu, The Smiths budowali liryzm. Ale był to liryzm szary, codzienny, brudny. Jak liryczny jest każdy prozaiczny dzień prozaicznego człowieka.


Ta płyta jest jak wiersz Broniewskiego o ulicy Miłej:
Domy, domy, domy surowe,
trzypiętrowe, czteropiętrowe,
idą, suną, ciągną się prosto,
napęczniałe bólem i troską.
W każdym domu cuchnie podwórko,
w każdym domu jazgot i turkot,
błoto, wilgoć, zaduch, gruźlica.
Miła ulica.

 

To bardzo piękna opowieść o bardzo niepięknych zaułkach naszego życia. Obraz degeneracji otulony w poezję. Kompletny dysonans. Jak u The Smiths.
To płyta o niespełnionej miłości. To płyta o złym dotyku. To płyta o zabijaniu dzieci. 


W suterenie pogrzeb.
Niedobrze.
Na parterze płacze wdowa po fryzjerze.
Na pierwszym piętrze - plajta, komornik. A na drugiem
służąca otruła się ługiem. (...)
Na poddaszu dziewczyna dziecko dwudniowe zabiła.
Miła ulica.
Ulica Miła.


Ta płyta to poezja szarej codzienności. Tak szarej, że trudno w niej znaleźć promień słońca, a jeżeli już to jego krzywe odbicie w brudnej szybie. To bardzo piękna płyta, której liryzm jest przewrotną małpą nijakości. To płyta sięgająca do najskrytszych zakamarków duszy, bo podobno każdy przeciętny człowiek ma duszę. A w niej echo spełnionych i niespełnionych wspomnień. I nie ma w tym niczego niezwykłego.
Cholernie dobra płyta.


Moja miła, ty nie wiesz, jak źle
ulicą Miłą błąkać się we mgle,
niosąc bezdomne marzenie i nie napisany wiersz.


Wszystkie teksty Morrissey; cała muzyka Johnny Marr.


Wydanie winylowe
Side one
1. Reel Around the Fountain 5:58
2. You've Got Everything Now 3:59
3. Miserable Lie 4:29
4. Pretty Girls Make Graves 3:44
5. The Hand That Rocks the Cradle 4:38
Side two
1. Still Ill 3:23
2. Hand in Glove 3:25
3. What Difference Does It Make? 3:51
4. I Don't Owe You Anything 4:05
5. Suffer Little Children 5:28

 

CD oraz kaseta:
1. Reel Around the Fountain 5:58
2. You've Got Everything Now 3:59
3. Miserable Lie 4:29
4. Pretty Girls Make Graves 3:44
5. The Hand That Rocks the Cradle 4:38
6. This Charming Man 2:41
7. Still Ill 3:23
8. Hand in Glove 3:25
9. What Difference Does It Make? 3:51
10. I Don't Owe You Anything 4:05
11. Suffer Little Children 5:28


Skład:
Morrissey – vocals;
Johnny Marr – guitars, harmonica;
Andy Rourke – bass guitar;
Mike Joyce – drums, tambourine (Hand in Glove);


oraz
Paul Carrack – piano, organ (Reel Around the Fountain, You've Got Everything Now and I Don't Owe You Anything);
Annalisa Jablonska – female voice (Pretty Girls Make Graves and Suffer Little Children).


15 kwietnia 2026

The Smits - The Smiths

Domyślna treść artykułu.


W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.