To płyta samobójcza jak klucz uniwersalny. Taki klucz pojawia się w pięknej powieści dla młodzieży Klub Włóczykijów (z daleka od ekranizacji!!!) autorstwa Edmunda Niziurskiego. Wywód jest prosty: skoro istnieje klucz uniwersalny, otwierający absolutnie każdy zamek, to po co zamki? A skoro niepotrzebne zamki, to po co uniwersalny klucz?
Skoro taką płytę można nagrać tylko raz, to po co ją nagrywać, skoro potem już nie da się zrobić nic lepszego?
Zespół The Velvet Underground podjął ryzyko. Nagrał więcej płyt, ale każdą już w innym składzie osobowym, a ostatnią w ogóle stworzył jeden człowiek, którego przy nagrywaniu pierwszej płyty w ogóle nie było. Lecz historia i tak pamięta tę jedną. Nawet jeżeli ktokolwiek, gdziekolwiek przez pomyłkę w jakimś zamieszaniu włączy coś z drugiego albo trzeciego albumu, to i tak słuchaczom ukaże się ten rozbierany banan z okładki. I wszystko wraca na swoje miejsce.
O tej płycie powstało tyle tekstów, rozmów, wywiadów, esejów i książek, że nie da się napisać już niczego nowego. Z przytaczanych anegdot najbardziej lubię wypowiedź przypisywaną Brianowi Eno: niewiele osób kupiło wtedy tę płytę, ale każdy, kto ją kupił, założył zespół.
Podobno w ciągu pierwszych pięciu lat sprzedało się około 30 tysięcy egzemplarzy, co daje średnio sześć tysięcy rocznie na całym świecie. Mizerny wynik. Trudno się dziwić. Muzyka i teksty były tak brudne, obrazoburcze i wtedy niespotykane, że recenzenci odmawiali pisania recenzji, a jak już się któryś odważył, to gazety odmawiały druku. Sklepy odmawiały dystrybucji, a stacje radiowe emisji. Na dodatek, wskutek bałaganu, niedopatrzenia czy też celowego działania, zabrakło płyt do sprzedaży podczas koncertów.
Mówi się, że ten album o dekadę wyprzedził swoją epokę. Zdecydowanie tak, ale też był bardzo mocno w swojej epoce osadzony. Przecież pierwszy utwór Sunday Morning jest złudnie beztroską pioseneczką zakorzenioną gdzieś w środkowych Beach Boysach i Shadowsach z Cliffem Richardem. Bo ta płyta jest jak otwarcie drzwi nie tyle na nową rzeczywistość, co na rzeczywistość prawdziwą, na to wszystko, co naprawdę działo się za parawanem flower power. Lou Reed dopiero zaczynał istnieć w przestrzeni publicznej, więc jeszcze nie przyzwyczaił danej przestrzeni do swoich śpiewanych reportaży dnia codziennego. Podobnie jak do zrzędliwych, brudnych gitar, tutaj dodatkowo ubabranych jeszcze gęstym błotem elektrycznych skrzypiec Johna Cale'a.
To nie jest płyta ładna. To nie jest płyta łatwa, chociaż dzisiaj już tak nie szokuje, jak kiedyś. I nie ma w tym niczego dziwnego. Za rok album kończy 60 lat, emerytura za progiem. Ale dzieje się tak, bo przez ten próg, z tych otwartych drzwi skorzystały tysiące młodych ludzi. Każda z kompozycji została rozwinięta przez następców w całkowicie różnych kierunkach i stylach muzycznych. Jak w Matriksie, gdzie te naciśnięcie tej samej klamki otwiera kompletnie inną rzeczywistość.
Ojcem chrzestnym albumu był Andy Warhol. Do tego stopnia, że na okładce płyty nie pojawiła się nazwa zespołu, tylko ten legendarny banan sygnowany nazwiskiem Warhola. On też, Warhol a nie banan, figuruje jako producent, chociaż nie miał o tym bladego pojęcia. Wiele osób robi mu z tego zarzut, ale mnie przekonał Lou Reed, wyjaśniając: on po prostu przychodził do studia, słuchał, mówił podoba mi się i nikt nie miał odwagi niczego zmienić. Wszak producent zaklepał.
Czasem najważniejsza definicja ingerencji brzmi: nie ingerować.
ps. Więcej o okładce i samej płycie napisałem tutaj.
1. Sunday Morning 2:53
(Lou Reed)
2. I'm Waiting for the Man 4:37
(Lou Reed)
3. Femme Fatale 2:35
(Lou Reed)
4. Venus in Furs 5:07
(Lou Reed)
5. Run Run Run 4:18
(Lou Reed)
6. All Tomorrow's Parties 5:55
(Lou Reed)
7. Heroin 7:05
(Lou Reed)
8. There She Goes Again 2:30
(Lou Reed)
9. I'll Be Your Mirror 2:16
(Lou Reed)
10. The Black Angel's Death Song 3:10
(Lou Reed, John Cale)
11. European Son 7:40
(Lou Reed, John Cale, Sterling Morrison, Maureen Tucker)
Skład:
John Cale – electric viola, bass guitar, piano, celesta on Sunday Morning;
Sterling Morrison – rhythm guitar, bass guitar, backing vocals on Femme Fatale;
Lou Reed – lead and backing vocals, lead guitar, ostrich guitar;
Maureen Tucker – percussion, drums;
Nico – lead and backing vocals.
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.