ABBA jest zespołem ważnym.
Miałem siedem lat, gdy szwedzki kwartet zdobywał coraz większą popularność. Ja, oczywiście, nic o tym nie wiedziałem, ale wiedziała moja siostra. Znalazłem dla niej płytę w pobliskim sklepie. Cieszyłem się. Nie dlatego, że była to ABBA, co mi nic nie mówiło, ale dlatego, że po raz pierwszy coś mi się udało. Po raz pierwszy sam kupiłem muzykę. Po raz pierwszy świadomie słuchałem muzyki. I już po kilku dniach potrafiłem bezbłędnie rozpoznać Abbę w radio.
To było coś więcej niż satysfakcja.
Był też chleb z masłem i miodem.
Włączyłem gramofon, który umiałem obsługiwać chyba od zawsze i właśnie w chwili, gdy zaczynały się pierwsze takty Waterloo, babcia wniosła talerz z kanapkami: chleb z masłem i miodem...
Do końca życie gdziekolwiek, kiedykolwiek usłyszę tę piosenkę zawsze będę czuł smak miodu. Skojarzenia pozostają z nami na zawsze.
A sama muzyka? Cóż, wtedy wydawała mi się cudowna. Teraz jest przede wszystkim wspomnieniem. Została tylko jedna piosenka, która towarzyszy mi do dzisiaj: My Mama Said.
Do dzisiaj nie wiem, o czym śpiewają, ale jest to muzyka rozstajnych dróg, na których stanął nagle młody człowiek. Jeżeli mu się dobrze przyjrzysz, okaże się, że trzyma w dłoniach kromkę chleba z miodem.
Tak opowiada muzyka.
Nie myślałem, że ABBA do mnie wróci. Przecież słuchanie takiej muzyki było – jak to się mówiło w moich młodych latach – obciachem. Nie po to rock and roll zawojował świat, żeby oddać pole kiczowatemu plastikowi spod znaku srebrzystej kuli wirującej w niemal każdej dyskotece.
A jednak wróciła. Najpierw jako niezobowiązujące tło do samochodowych podróży, sprawdzające się podczas rozmów, deszczowej pogody, prac domowych. Pojedyncze piosenki zaczęły wykluwać się z pamięci i nagle okazało się, że – gdy je obedrzeć z tego całego niepotrzebnego błyskotania – są one całkiem miłe dla ucha i przyzwoicie zaaranżowane.
Więcej niż przyzwoicie.
Mit Abby zbyt często jest utożsamiany z dyskoteką. Nie od tego się przecież zaczęło. Dopiero później wpadła w pułapkę, z której Bee Gees po latach wyszli obronną ręką, a Abba nie zdążyła, nim doszło do rozpadu zespołu.
Ale wróciła pod przykrywką musicalu Mamma Mia, w którym nigdy nie powinien śpiewać Pierce Brosnan (a bez którego ten film straciłby połowę uroku), musicalu, w którym wreszcie przekonała mnie do siebie Meryl Streep (chociaż wątpię, żeby jej specjalnie na tym zależało); musicalu, który zawsze i o każdej porze poprawi mi humor.
Wniosek jest prosty: ABBA rozpadła się zbyt szybko i zbyt nieodwracalnie.
Czas pokazał, że to też nie do końca prawda, ale 2017 rok miał dopiero nadejść. A potem 2021...
Dyskografia
Albumy studyjne:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.