Pamiętam spadający motocykl, pamiętam tańczącego w klubie Stinga i tego samego Stinga w uniformie boya hotelowego. Pamiętam wszystko. Poza muzyką.
To najdziwniejsze wspomnienie.
Z tego pierwszego razu oglądania filmowej wersji Quadrophenii, nie zapamiętałem muzyki. Musiałem następnego dnia włączyć sobie taśmę. Następnego, bo za czasów słusznie minionych takie filmy telewizja nadawała w godzinach mocno przechodzonych. Zresztą telewizor był stary, czarno-biały, monofoniczny i w żaden sposób niedostosowany do odbioru muzyki The Who nagranej ponoć w technice kwadrofonicznej.
Magnetofon przynajmniej miał dwa głośniki. Jak się podłączyło takie plastikowe coś od gramofonu Artur.
The Who to dziwny zespół. Czterech facetów, którzy przez te wszystkie lata wspólnego grania nawet nie zostali dobrymi kumplami. The Who to po prostu miejsce pracy. Koncerty, trasy, hotelowe demolki, narkotyczne ekscesy i przygodny seks traktowali wręcz jak konieczność i nieodłączny atrybut codziennych obowiązków zawodowych. To smutne, ale nawet kiedy zmarł ich genialny perkusista, Keith Moon, po prostu zatrudnili następnego i pojechali w trasę.
Nie musieli. Nie mieli jej w planach.
Ja wiem, że zespoły trwają po zmianach personalnych, po śmierci muzyków, bo taki jest show biznes. Ale gdy się czyta wspomnienia Pete'a Townshenda, robi się człowiekowi smutno.
Smutne też są opowieści, które Pete Townshend snuł muzycznie. Bo każda płyta The Who z założenia opowiadała fabułę. Często założenia się zmieniały i z fabuły zostawały skrawki materiału, ale zarówno Tommy, jak i Quadrophenia to rockowe opery. Zresztą, dopiero po latach Quadrophenia doczekała się uznania i obecnie stawiana jest w szeregu najważniejszych dokonań muzyki rockowej.
A nie od razu było to takie oczywiste.
Od płytowej premiery Quadrophenii w 1973 roku minęło wiele dni. Zmienił się wiek, zmienili się ludzie, zmieniła się technika, ale problem zagubienia został w ludziach. Może nawet bardziej intensywnie niż kiedyś. Może. W każdym razie 70 letni Pete Townshend postanowił jeszcze raz wystawić Quadrophenię. Tym razem w wersji symfonicznej.
Na scenie orkiestra, dyrygent, wspaniały tenor Alfie Boe, Billy Idol, Pete Townshend, chór i muzyka, która nie zestarzała się ani o nutę.
Za to dojrzała.
Ta płyta już ma i zawsze będzie miała zagorzałych przeciwników. To oczywiste. Chwilami trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z dziełem jednego z czołowych buntowników rocka. Lecz gdy minie pierwszy szok, gdy po pokoju rozleją się dźwięki skrzypiec, wiolonczeli, fletów, klarnetów, dzwonków, bębnów, kiedy wszystko dookoła wypełni swoiste misterium, na wątpliwości nie zostanie miejsca.
Muzyka jest pompatyczna, może nawet za bardzo, ale to tylko chwilowe złudzenie. Nieodłączny pierwiastek codzienności.
Pete Townshend's Classic Quadrophenia jest niezbitym dowodem, że rock stał się już muzyką klasyczną. W tej szlachetnej postaci. A Pete Townshend...
Jeden z brytyjskich krytyków obecny na premierze scenicznej nowej Quadrophenii, swoją recenzję zakończył słowami: A Pete Townshend jest pieprzonym geniuszem.
Wszystkie kompozycje: Pete Townshend.
1. I Am The Sea 3:56
(Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler)
2. The Real Me 3:22
(Alfie Boe, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler)
3. Quadrophenia 6:08
(Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler)
4. Cut My Hair 3:50
(Alfie Boe, Billy Idol, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler)
5. The Punk And The Godfather 5:06
(Pete Townshend, Alfie Boe, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler, London Oriana Choir)
6. I'm One 2:47
(Pete Townshend, Alfie Boe, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler)
7. The Dirty Jobs 4:28
(Alfie Boe, Phil Daniels, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler, London Oriana Choir)
8. Helpless Dancer 2:38
(Alfie Boe, Phil Daniels, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler)
9. Is It In My Head? 3:50
(Alfie Boe, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler)
10. I've Had Enough 6:14
(Alfie Boe, Billy Idol, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler, London Oriana Choir)
11. 5:15 4:20
(Alfie Boe, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler, London Oriana Choir)
12. Sea And Sand 4:04
(Alfie Boe, Billy Idol, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler)
13. Drowned 3:59
(Pete Townshend, Alfie Boe, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler, London Oriana Choir)
14. Bell Boy 4:54
(Alfie Boe, Billy Idol, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler, London Oriana Choir)
15. Doctor Jimmy 8:24
(Alfie Boe, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler, London Oriana Choir)
16. The Rock 6:51
(Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler)
17. Love Reign O'er Me 5:41
(Alfie Boe, Royal Philharmonic Orchestra, Robert Ziegler, London Oriana Choir)
Wykonawcy:
Alfie Boe – as Jimmy (vocals on tracks 2, 4-15, 17);
Pete Townshend – as Godfather (vocals on track 5, guitar on tracks 6, 13);
Billy Idol – as Ace Face/Bell Boy (vocals on tracks 4, 10, 12, 14);
Phil Daniels – as Dad (vocals on tracks 7, 8);
oraz:
London Oriana Choir;
Dominic Peckham – Choirmaster;
Royal Philharmonic Orchestra, conducted by Robert Ziegler;
Orchestrated by Rachel Fuller, except tracks 7, 9 and 12 – orchestrated by Martin Batchelar.
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.