Roger Daltrey  płyty

Wiem, że to dziwne, ale jeszcze do niedawna nie znałem ani jednej piosenki z tej płyty. W tym wykonaniu, bo oczywiście słyszałem i lubiłem otwierającą One Man Band, ale w autorskim wykonaniu Leo Sayera z 1974 roku. Nawet nie wiedziałem, że wcześniej nagrał ją na swoim debiutanckim solowym albumie wokalista The Who czyli Roger Daltrey. Cóż, może to prawo pierwszej nocy, ale wolę jednak wersję autorską. Moim zdaniem nie pomogła tej piosence wspinaczka Daltreya na dach wytwórni (gdzie Beatlesi zagrali swój słynny pożegnalny koncert) aby nagrać wokal. Niezależnie od dachu, utwór pozostaje dość płaską piosenką popową bez wyrazu. Zdaje się zresztą, że nie tylko ja mam takie odczucie, skoro stał się przebojem dopiero wtedy, gdy na singlu wydał go Leo Sayer.
 

Co nie znaczy, że w innych utworach z tej płyty nie pobrzmiewają beatlesowskie naleciałości. Tylko takie późne, z okresu dwóch ostatnich płyt. Słychać je nieco w Thinking, ciut bardziej w Giving It All Away i jeszcze śmielej w When The Music Stops, która zaczyna się tak, jakby za chwilę maiły zabrzmieć kolejne takty The Long and Winding Road, ballady Paula McCartneya z płyty Let It Be.


Do dzisiaj nie bardzo wiadomo, dlaczego ta płyta powstała. Mówię oczywiście o debiucie Daltreya. Z drugiej strony, wiadomo aż za dobrze. Roger Daltrey tyle razy „otwarcie” opowiadał o powodach nagrania solowego albumu, że zagmatwał sprawę doszczętnie. Raz bowiem twierdził, że zawsze chciał stworzyć coś poza macierzystym zespołem. No i trafiła się okazja, bo spotkał nieznanego twórcę piosenek Leo Sayera i tak mu się spodobały jego kompozycje, że postanowił ułatwić Sayerowi start w show-biznesie. Nagrał więc jego piosenki i poszło. Kiedy indziej opowiadał, że jego przyjaciel, David Courteny przyprowadził zdolnego autora i zaproponował wspólne zrobienie czegoś odmiennego od The Who. Jeszcze kiedy indziej zarzekał się, że nigdy nie chciał robić niczego  poza The Who, ale kiedyś spotkał nikomu wtedy nieznanego autora Leo Sayera. Dla żartu miał mu rzucić, żeby napisał coś dla niego, a Leo zasypał go tyloma piosenkami, że Daltreyowi niezręcznie było się potem wycofać.


Pewnie prawda, jak zwykle leży gdzieś po środku, tylko czasem trudno ten środek znaleźć. Faktem jest natomiast, że koledzy z zespołu mieli już na koncie solowe płyty (poza perkusistą, ale ten udzielał się i nagrywał wielu innych projektach poza grupą). Daltrey zawsze czuł się niedoceniany w zespole. Chociaż cieszył się ogromną popularnością jako frontman, to kompozytorsko wypadał dość blado, co doprowadzało do poważnych napięć. Zresztą, The Who to chyba jedyna grupa, której członkowie zwyczajnie się nie lubili. Po prostu wykonywali swoją pracę. Legendarny perkusista Keith Moon, zapytany kiedyś przez Ringo Starra, jak trafił do zespołu miał odpowiedzieć, że przez ostatnie 15 lat po prostu kogoś zastępował. Nigdy, aż do śmierci nie dostał propozycji dołączenia do grupy. Po prostu w niej grał.
Chory układ.


Nie ma więc chyba w tym nic dziwnego, że każdy próbował sił na własną rękę. Roger Daltrey był tym ostatnim. Zdecydował się na krok odważny, bowiem nagrał płytę stylistycznie całkowicie odmienną od tego, co prezentował z formacją The Who. Wszystko na tej płycie jest inne. Nawet jego wokal. I, jak na ironię, ta właśnie płyta cieszyła się większą popularnością niż sygnowane nazwą The Who.

Nawet potrafię zrozumieć, dlaczego.
 

Ale czas nie był dla tego debiutu łaskawy. Brzmi dzisiaj ciut anachronicznie. Mimo pozornej różnorodności, staje się chwilami monotonny. To dla płyty wada dość poważna. nie zmienia ona jednak faktu, że większość piosenek to po prostu... bardzo ładne piosenki.


Wszystkie utwory (poza opisanymi inaczej): David Courtney oraz Leo Sayer


1. One Man Band 3:54
2. The Way of the World 3:16

   (Adam Faith, David Courtney)

3. You Are Yourself 4:13
4. Thinking 4:27
5. You and Me 2:32

   (Adam Faith, David Courtney)

6. It's a Hard Life 3:39
7. Giving It All Away 3:26
8. The Story So Far 4:08
9. When the Music Stops 3:12
10. Reasons 3:50
11. One Man Band (Reprise) 1:18

 

Bonus track on the 2005 remaster
12. There Is Love 4:39


Skład:
Roger Daltrey – lead vocals, acoustic guitar;
Dave Courtney – piano;
Russ Ballard – guitar, piano on The Story So Far;
Bob Henrit – drums;
Dave Wintour – bass guitar;

 

oraz
Brian Cole – steel guitar;
Roy Young Band – brass;
Dave Arbus – violin on The Way of the World;
Jimmy Page – guitar on  There Is Love.


 

16 stycznia 2026

Roger Daltrey - Daltrey

Domyślna treść artykułu.


W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.