Rocznik 1943
Przyznaję, że Jack Bruce nigdy nie był ważną postacią w moim muzycznym świecie. Jakoś tak zawsze istniał gdzieś obok. Kiedyś nawet trafiłem na którąś z jego solowych płyt, ale zachwytu nie było. Nawet nie pamiętam jej tytułu, co zdarza się rzadko.
A potem usłyszałem, jak lider zespołu Manfred Mann opowiada o ich pierwszym wspólnym koncercie. Jack dołączył do zespołu, wyszedł na scenę bez próby i całą set-listę odegrał bezbłędnie. A ja jestem wrażliwy na takie historie.
Po czym okazało się, że chociaż Jack Bruce nie był dla mnie ważną postacią, to zagrał na wielu, naprawdę bardzo, bardzo wielu płytach dla mnie ważnych. Na przykład z genialną, moją ukochaną Carlą Bley. Z Frankiem Zappą. Z Lou Reedem...
I wtedy zaczęły się moje poszukiwania.
Kompletnie nie znam życiorysu Jacka Bruce'a. Nie będę się więc rozpisywał bez sensu. Pod testem po prostu pojawią się kolejne płyty, nie tylko te solowe, nie tylko te legendarne z zespołem Cream, ale też dziesiątki innych.
Jack Bruce był bowiem wielkim artystą basu. Odczarował go już w okresie współpracy z Claptonem i Gingerem Bakerem, gdy trio Cream udowodniło, że każdy instrument w muzyce rozrywkowej jest ważny. Tylko musi trafić w odpowiednie ręce.
A ręce basisty potrafią zdziałać cuda.
Są takie płyty, na których Jack Bruce zagrał w jednym, w dwóch utworach. I to słychać.
Dyskografia solowa
Albumy studyjne:
Live:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.