„Jaka jest reguła nirwany? Bardzo prosta. Cichy, najlepiej elektroniczny wstęp, przeradzający się w pełne ekspresji i patosu fanfary. Potem pojawia się główny temat: na tle rytmicznie pulsujących syntezatorów rozbrzmiewa orkiestra (czasami także chór). Wszystko to przeradza się w piękny, nastrojowy utwór wokalny, którego zwieńczeniem jest solo gitarowe. Znacie? No to posłuchajcie.”
Tak swoją recenzję tej płyty, opublikowaną swego czasu w Magazynie Muzycznym, zaczął Tomasz Beksiński. I jest to najlepszy początek, jaki można napisać do tej muzyki. Muzyki cudownej, muzyki ambitnie popowej i progresywnie tradycyjnej. Muzyki, która stała się początkiem jednorazowego projektu Freudiana, a zakończyła projekt The Alan Parsons Project. Muzyki, która udowadnia, dlaczego solowe płyty Alana Parsonsa chodzą w innej klasie niż płyty The Alan Parsons Project. Muzyki zmarnowanych szans poprzez trwające latami procesy sądowe, dowodzącymi, że Temida jest nie tylko ślepa, ale i głucha.
W 1990 roku, w moim rodzinnym mieście, u zbiegu ulic Traugutta i Żeromskiego, w sąsiedztwie liceum imienia Kopernika oraz klasztoru ojców bernardynów był niewielki sklepik. Właściwie butik, chociaż wtedy chyba jeszcze pisało się boutique. Ale żeby pogodzić polskie i obce pisownie sklepik nazywał się Shopa. I oprócz butikowego asortymentu oferował również kaset magnetofonowe. Ówczesny sprzedawca, bodaj pan Marek, zaproponował mi kupno kompletu dwóch kaset. Enigmatyczny napis – ni to tytuł, ni to logo wykonawcy – nie mówił nic. Pan Marek więc dopowiedział: – To The Alan Parsons Project.
Kupiłem.
I chociaż pan Marek nadużył mocno skrótu myślowego, nigdy tego nie żałowałem. Utonąłem w tej muzyce, jak tonie się w rzece dzieciństwa, by wynurzyć się w ostatniej chwili i zaczerpnąć tchu na nowo odkrywając stare życie.
To utwór spod numeru 3, I Am a Mirror, zaśpiewany przez wspaniałego Leo Sayera (znanego chociażby z cudownej ballady When I Need You), stał się inspiracją do stworzenia jednej z najlepszych piosenek, jakie pojawiły się w portfolio mojego kabaretu. Miała tytuł Jestem odbiciem, a refren leciał jakoś tak:
Jestem odbiciem, jestem odbiciem,
spójrz na mą twarz, a rozpoznasz się;
jestem odbiciem, jestem odbiciem,
choć raz z siebie sam się śmiej;
prześlisz mi uśmiech – znajdziesz strach
co w twojej duszy ciągle trwa,
prześlij mi strach – zobaczysz łzy,
o których nawet nie chcesz śnić.
W studiu , gdzieś koło godziny 1 w nocy, za pierwszym podejściem zaśpiewał ją rewelacyjnie Robert Łuchniak, wtedy jeszcze dobrze zapowiadający się aktor, a obecnie flagowy dziennikarza Radia Dla Ciebie.
Ciekawe, czy to nagranie jeszcze gdzieś istnieje...
Ta płyta jest blisko mnie już 36 lat. I nigdy mi się nie znudziła. Mogłaby być krótsza, to prawda, ale została specjalnie rozciągnięta, by spełnić wymogi spektaklu scenicznego o dorobku Zygmunta Freuda. Spektaklu, o który rozbiło się wszystko.
Zespół The Alan Parsons Project funkcjonował już od jakiegoś czasu, nagrywając zresztą kilka ważnych płyt, gdy panowie zapragnęli opowiedzieć swoją wizję freudowskich analiz. Ci panowie, czyli Alan Parsons i ten drugi, bezimienny, czyli Eric Woolfson. To właśnie ten bezimienny wyśpiewywał na wcześniejszych płytach najpiękniejsze piosenki. I wciąż pozostawał w cieniu. Ale kiedy pojawił się producent chcący sfinansować projekt Freudiany nie tylko jako album muzyczny, ale także jako spektakl, Woolfson nie wahał się ani chwili. To miało być jego pierwsze prawdziwe pięć minut.
I było.
W konsekwencji pokłócił się z Parsonsem, który wprawdzie album wyprodukował, ale skomponował tylko jeden instrumentalny temat. Cała reszta to zasługa Woolfsona. To właśnie ten dowód, że wspólnie panowie mogli wszystko. Ale owo wszystko właśnie się skończyło.
W konsekwencji Eric Woolfson pokłócił się z owym sponsorem spektaklu i... po długiej rozprawie sądowej przegrał proces o prawa do własnej muzyki.
W konsekwencji został finansowym bankrutem. Parsons został sam. Freudiana została wystawiona, tylko że nikt już o tym nie pamięta.
A tak naprawdę, w konsekwencji, została wspaniała, bezimienna, płyta jako dowód niszczycielskiej siły ludzkiego egoizmu. Jednoczesny dowód, co może stworzyć człowieczy umysł, gdy pozwoli mu się opowiadać swoją historię.
To płyta niczyja, porzucona przez wszystkich, którzy ją stworzyli (a na liście wykonawców pojawiają się wspaniałe nazwiska). Płyta bezdomna. Płyta bez imienia. Tylko z wariacją nazwiska w tytule.
Przepiękny, niezapomniany grobowiec chorych ambicji.
Eric Woolfson zmarł w 2009 roku.
Prawie wszystkie kompozycje: Eric Woolfson; tylko Beyond the Pleasure Principle: Alan Parsons.
1. The Nirvana Principle (Instrumental) 3:44
2. Freudiana 6:20
(voc. Eric Woolfson)
3. I Am a Mirror 4:06
(voc. Leo Sayer)
4. Little Hans 3:15
(voc. Graham Dye, Chris Rainbow)
5. Dora 3:51
(voc. Eric Woolfson)
6. Funny You Should Say That 4:36
(voc. The Flying Pickets)
7. You're on Your Own 3:54
(voc. Kiki Dee)
8. Far Away from Home 3:11
(voc. The Flying Pickets)
9. Let Yourself Go 5:26
(voc. Eric Woolfson)
10. Beyond the Pleasure Principle (Instrumental) 3:13
11. The Ring 4:22
(voc. Eric Stewart)
12. Sects Therapy 3:40
(voc. Frankie Howerd)
13. No One Can Love You Better Than Me 5:40
(voc. Kiki Dee, Eric Woolfson, Marti Webb, Gary Howard)
14. Don't Let the Moment Pass 3:40
(voc. Marti Webb)
15. Upper Me 5:16
(voc. Eric Stewart)
16. Freudiana (Instrumental) 3:43
17. Destiny 0:51
(voc. Chris Rainbow)
18. There But for the Grace of God 5:56
(voc. Marti Webb, John Miles)
Instrumentaliści:
Eric Woolfson – Keyboards;
Alan Parsons – Additional keyboards;
Ian Bairnson – Guitar;
Laurie Cottle – Bass;
Richard Cottle – Synthesizer, saxophone;
Stuart Elliott – Drums, percussion.
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.