Jeden z najbardziej hermetycznych wśród długowiecznych zespołów rockowych (poza Rolling Stonesami oczywiście, ale oni wymykają się wszelkim klasyfikacjom). Przez niemal cały okres kariery, a była to kariera wielka, zmiany w składzie ograniczały się do redukcji liczby oryginalnych członków. Proszę nie protestować, przecież napisałem „przez niemal cały okres”.
Na dodatek niemal wszyscy, którzy przewinęli się przez zespół, zrobili duże lub większe kariery solowe, co już było ewenementem. Tym większym, że na tym właśnie odcinku poległ akurat mój ulubiony klawiszowiec, Tony Banks.
Wcale nie paliłem się do poznawania muzyki i dziejów Genesis. Pierwszy wielki przebój, a zarazem chyba pierwsza piosenka świadomie przeze mnie zarejestrowana, czyli słynna Follow You Follow Me, wcale mi się nie podobała. Kolejne przeboje z lat osiemdziesiątych zresztą też niespecjalnie. Sytuację, z mojego punktu widzenia, ratowała Home By The Sea, której mroczny klimat miał w sobie coś niepokojącego, nostalgicznego. Dopiero później przekonałem się jeszcze do utworu Mama, głównie za sprawą klimatycznego motywu klawiszy, ale to wciąż jeszcze nie uzasadniało mi całego tego szumu wokół zespołu.
A potem gdzieś w środku nocy zagrał mi w radiu album Selling England By the Pound i tamy puściły. I zrozumiałem. A kiedy jeszcze usłyszałem album The Lamb Lies Down On Broadway z przecudowną Carpet Crawlers, zrozumienie przeszło w zachwyt. I pozostało.
No, może nie bezkrytycznie, bo jednak wciąż nie wszystko mnie przekonuje. Na przykład nadal nie przepadam za ostatnim studyjnym albumem z Philem Collinsem, czyli We Can't Dance. No... nie. Za to bardzo żałuję, że zespół nie poszedł za ciosem, kiedy w składzie pojawił się Ray Wilson by nagrać cholernie niedocenianą Calling All Stations. Nie wiem, o co poszło, ale drogi panów się rozeszły ponoć niezbyt sympatycznie.
Bywa i tak.
A jako że Fortuna jest boginią kapryśną, to na ironię zakrawa fakt, że największe triumfy święcił Genesis wtedy, gdy już radykalnie odszedł od rocka progresywnego (symfonicznego, czy jak go zwać), a obecnie jest pamiętany głównie za sprawą właśnie tych wczesnych płyt.
I trochę się nie dziwię.
Zazwyczaj postrzega się zmianę stylu Genesis jako konsekwencję odejścia pierwszego wokalisty, Petera Gabriela. Kompletnie się nie zgadzam. Zmiana stylu nastąpiła wraz z odejściem genialnego gitarzysty i kompozytora Steve'a Hacketta, o czym, być może zdążymy jeszcze porozmawiać.
Jest rok 2026, jutro zaczyna się październik. W tej chwili wydaje się, że historia Genesis definitywnie dobiegła końca. Panowie wprawdzie znów chętnie pozują do fotografii w składzie sprzed lat, ale wiadomości o fatalnym stanie zdrowia Phila Collinsa raczej studzą apetyty na jeszcze jeden spektakularny powrót. Na szczęście zostały nagrania. Dużo nagrań. Nagrań w tak różnych stylach, gatunkach i klimatach, że niemal każdy wielbiciel muzyki znajdzie coś dla siebie.
Proszę nie protestować. Przecież napisałem „wielbiciel muzyki” a nie „wielbiciel disco polo”.
Dyskografia
Albumy studyjne:
Live:
Kompilacje (nie wszystkie):
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.