Moim zdaniem, po latach, jedyne przesłanie tej płyty brzmi mniej więcej tak: chcesz być wielki – przełam schematy; chcesz zarabiać pieniądze – pozostań w schemacie. I jedno, i drugie to ryzyko. Ani jedno, ani drugie nie daje gwarancji.
Napisałem w swoim życiu kilka książek. Jakoś tak się złożyło, że już pierwsza zebrała bardzo dobre recenzje, a potem było tylko lepiej. Ale gdy chciałem związać się na stałe z jakimś wydawnictwem, nic z tego nie wyszło. Bo każda moja książka była inna i skierowana do innego odbiorcy. Kryminał, bajka, przygoda z elementami science fiction, reportaż literacki, biografia... Nie dało się mnie sprofilować i ustawić tych książek na jednej półce w księgarni.
Trudno.
Carl Palmer grywał zespołach, które stylistycznie doprowadziły go do supergrupy Emerson, Lake & Palmer i ogromnego sukcesu artystycznego połączonego z komercyjnym. Trio ELP wspięło się na wyżyny rocka progresywnego, a kiedy skład poszedł w rozsypkę Carl miał 29 lat i zabezpieczoną przyszłość finansową. Mieszkał sobie na jednej z wysp Morza Śródziemnego, trenował karate i leniuchował. Okazało się jednak, że zbyt wcześnie pomyślał o emeryturze. Postanowił wrócić na scenę, ale na swoich własnych warunkach. Dlatego nowy projekt sfinansował całkowicie z własnych pieniędzy. Przesłuchał taśmy ponad 400 muzyków, pooglądał koncerty, pojamował (czyt. podżemował) z tym i owym by wykrystalizować skład nowej, całkowicie komercyjnej kapeli zorientowanej na sukces. Ale sukces finansowy. Aspekt artystyczny potraktował nieco po macoszemu, co niestety negatywnie odbiło się na całej projekcie.
Carl Palmer wybrał muzyków rodem z Ameryki, starych wyjadaczy, których skusiło nazwisko wielkiego perkusisty. Płacił im pensje, finansował nagrania, zostawił im pole do popisu podczas komponowania nowego materiału (sam ograniczył się do roli akompaniatora, nie dostarczył ani jednego kawałka). Ale twardo wyznaczył kierunek. A był to kierunek z prądem raczkujących lat osiemdziesiątych. Proste, rytmiczne piosenki, niekoniecznie skomplikowane, za to z chwytliwymi liniami i harmoniami wokalnymi.
Ale nie wyszło.
Dziesięć zarejestrowanych piosenek nie przyciągnęło żadnej poważnej wytwórni. Nie takiego materiału spodziewali się wydawcy po facecie jeszcze nie tak dawno przełamującym rockowe schematy, tworzącego podwaliny progresywnego kanonu. Ta nowa muzyka nie pasowała do wizerunku.
Nie mieściła się na półce.
No i teraz cała reszta pozostaje w sferze być może. Być może, gdyby ktoś chciał popracować na tym materiałem, chciał go wyprodukować, wypromować to...
Nie lubię pisać o płytach pozostawiających po sobie jedynie ciszę. Po prostu kończą się i... nic. Nie lubię i nie umiem. Brakuje słów, bo muzyki opowiedzieć się nie da. Można opowiedzieć o związanych z nią emocjach. A tu ich brakuje. Może zostaje tylko trochę żalu, bo gdzieś te piosenki skrywają jakiś potencjał. Taką głęboko ukrytą warunkowość, bo – gdy się mocno wsłuchać – to gdzieś tam zawieruszyły się ciekawe nuty, interesujące zwolnienia i przyspieszenia, intrygujący wokal. Pewnie dałoby się zrobić z tym materiałem coś więcej.
Takich płyt wtedy powstały tysiące. O większości mało kto pamięta. Ale ta czasem wraca wyłuskana z niebytu, bo to w końcu Carl Palmer i kilku doskonałych instrumentalistów. Ale wraca i znów znika.
Czy w takim razie warto o niej pisać? Czy w takim razie warto jej słuchać? Czy w takim razie warto ją znać?
Oczywiście! Bo w końcu to Carl Palmer i kilku doskonałych instrumentalistów...
ps 1. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że ta płyta dała początek zespołowi Asia. Bo to nie był pomysł Carla Palmera. On go tylko uzupełnił. Zgadzam się natomiast, że z zespołem Asia osiągnął to, co nie udało mu się z zespołem PM (co podobno tłumaczy się jako Post Mortem, ale może to tylko legenda).
ps 2. Początkowo płyta była sygnowana jedynie nazwą PM, dopiero kolejne wznowienia, w poszukiwaniu zwrotu nakładów finansowych, zyskały nieco zmienioną okładkę i rozbudowaną sygnaturę Carl Palmer's PM. Niewiele to pomogło.
1. Dynamite 3:03
(John Nitzinger)
2. You've Got Me Rockin 3:26
(Todd Cochran)
3. Green Velvet Splendour 3:46
(Todd Cochran)
4. Dreamers 3:11
(John Nitzinger)
5. Go On Carry On 3:47
(John Nitzinger)
6. Do You Go All The Way 4:09
(Barry Finnerty)
7. Go For It 2:56
(Barry Finnerty)
8. Madeline 3:46
(Todd Cochran)
9. You're Too Much 3:37
(Todd Cochran)
10. Children Of The Air Age 3:38
(Todd Cochran)
Skład:
Barry Finnerty – lead guitar, vocals (1,6,7);
John Nitzinger – guitar, vocals (1,4,5);
Todd Cochran – keyboards, vocals (2,3,8-10);
Erik Scott – bass, vocals;
Carl Palmer – drums.
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.