Rocznik 1954
Dla kariery wyrzekł się samego siebie. Wystarczyło mu odwagi, by do siebie wrócić. Od lat go podziwiam, chociaż nie zawsze było to łatwe.
Współpracujący z nim w latach osiemdziesiątych Paul McCartney powiedział, że przypomina mu Johna Lennona. Być może pod względem determinacji, ale chyba nie pracowitości.
Lennon przepracowywać się nie bardzo lubił. Costello, nawet gdy już podpisał kontrakt na pierwszą płytę, nadal pracował w banku i nagrywał ją po godzinach. Nie, nie dlatego, że nie wierzył w sukces. Od lat wiedział, że chce tworzyć muzykę. Zrozumiał to, gdy zginął w wypadku jego nastoletni przyjaciel. Już wiedział, że każda chwila niepoświęcona muzyce, jest dla niego stracona.
Był w Radomiu sklep z płytami. Ta ulica kiedyś nazywała się 1-go Maja (na tabliczkach panowała kompletna dowolność tego zapisu, ale taka forma królowała za mojej pamięci). Po dekomunizacji ulica zmieniła nazwę na 25 Czerwca. W podwórku, niedaleko skrzyżowania z Żeromskiego, stała drewniana buda, a w niej Jasio sprzedawał płyty. Do dzisiaj nie wiem, jak i kiedy się poznaliśmy. To znaczy, wiem kiedy wszedłem do tego sklepu, wiem, że bywałem tam coraz częściej, bo Jan miał doskonały gust i sprowadzał genialne płyty. No i kiedyś mi się przyznał, że my poznaliśmy się już dużo wcześniej. Bo jest ojcem mojego kumpla z klasy, jeszcze ze szkoły podstawowej.
Nie pamiętałem.
Niejedną wódkę wypiliśmy na jego sklepowej ladzie. I właśnie u niego zobaczyłem kiedyś stojącą na podłodze, czarną płytę Elvisa Costello z zespołem The Attractions. To była Goodbye Cruel World. Kupiłem i nie polubiliśmy się. Chociaż chciałem, próbowałem. Nie szło. Po kilku latach nabyłem kompaktową reedycję (czarnej nie miałem na czym odtwarzać, bo w macierzystym radiu ktoś rąbnął mi mój prywatny gramofon, który przynosiłem na wieczorne audycje) i przeczytałem na okładce: Gratulacje, właśnie kupiłeś naszą najgorszą płytę.
Nawet Costello jej nie lubił.
A potem Jasio zmarł. Płytę mam do dzisiaj.
Wcale nie był to mój pierwszy kontakt z Elvisem Costello, który naprawdę nazywa się Declan Patrick MacManus. Costello to rodowe nazwisko babki jego ojca, skądinąd dość popularnego swego czasu muzyka. Matka pracowała w sklepie płytowym, więc późniejszy Elvis dorastał w domu pełnym muzyki. I to bardzo różnej, różnorodnej i na pewno nie nudnej. Imię do pseudonimu Elvis wybrali mu pierwsi menadżerowie. Wcześniej Costello posługiwał się tyloma pseudonimami, że było mu to kompletnie obojętne. Za muzyką Presleya nie przepadał... Wolał Beatlesów. E tam, wolał. Kochał ich po prostu.
W ogóle lubił w muzyce swoisty eklektyzm, elegancję, przekaz. Ale, kiedy próbował zacząć karierę, akurat punk walczył o prymat z new wave, czy jak to tam nazwać. Pomieszał więc te dwa gatunki, mocno bazując na energii punka, schował w buty ambicje i udało. Nie za pierwszym razem, ale potem już jakoś poszło. Z tym, że ambicja dawała się we znaki.
Trochę te jego ambicje zbiegły się z moimi. Akurat przeżywałem okres fascynacji sonetami Szekspira, gdy gruchnęła wieść, że Costello nagrywa Szekspira ze skrzypcowym Brodsky Quartet.
Boże, jak ja uwielbiałem tę płytę! Nazywa się The Juliet Letters i z Szekspirem ma tyle wspólnego, że teksty piosenek układają się w niewysłane listy do szekspirowskiej Julii.
A potem kupiłem Goodbye Cruel World i zaliczyłem zjazd. Długo odbudowywało się moje zaufanie do Costello jako artysty. Nawet do wspólnych nagrań z Paulem McCartneyem odniosłem się z ogromną rezerwą i na wszelki wypadek od razu znielubiłem płytę Flowers In The Dirt.
Nie było łatwo. I do dzisiaj sięgam po płyty Elvisa Costello jedynie okazjonalnie. Ma to swoje plusy, bo kiedy już włączam, to dlatego, że naprawdę chcę ich posłuchać. I wtedy sprawiają mi wręcz namacalną przyjemność.
A właśnie po to istnieje muzyka. Nawet ta trudna. Nawet ta drażniąca, drapiąca po nerwach.
Costello to potrafi.
Dyskografia
Albumy studyjne:
Live:
Kompilacje:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.