Rocznik 1952
Oto żywy dowód na względność wskaźnika popularności i sukcesu. Bo że odniósł sukces, to fakt. I tylko tych faktów jest tak wiele, że brakuje tego jednego, który stałby się jego wizytówką na drzwiach wejściowych.
Bo w sumie Glenn Hughes to mistrz epizodów. W wielu zespołach był, zaistniał przez chwilę, i już go nie było. Nagrał kilka solowych płyt, ale i one gdzieś się rozmyły w jego rozlicznych projektach.
Poznałem go jako byłego już wtedy członka Deep Purple. Był to ten okres w dziejach zespołu, za którym nie przepadałem, więc odnosiłem się do niego z rezerwą. Dużą. To znaczy obarczałem faceta winą za to, że zespół przestał być tamtym zespołem. Młody człowiek widzi świat w kolorach czerni i bieli, a jednocześnie postrzega zbyt często – jak był w moim przypadku – zespół muzyczny jako monolit.
Czasem zbyt późno wyrasta się z młodzieńczych ideałów.
A Glenn Hughes nie wyrósł.
Udzielał się i udziela w zespołach zaliczanych do pierwszej ligi, czyli chociażby w Deep Purple i Black Sabbath. Wspomniałem o kilku cudownych płytach solowych, ale gdy w 2024 roku miał przyjechać do Polski, to jego koncerty się nie sprzedały.
Dla mnie jest współautorem piosenki Burn z albumu Deep Purple pod tym samym tytułem. To jedna z najwspanialszych kompozycji hard rocka wszech czasów, ale tylko i wyłącznie w oryginalnym wykonaniu.
Dyskografia solowa:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.