A z tymi Purplami to jest tak, że ich muzyka zawsze wydawała mi się smutna i nostalgiczna. Niezależnie jak szybko przebierał palcami po strunach Ritchie Blackmore, lub inny gitarzysta, bez względu na pasaże wyczarowywane przez Jona Lorda, lub innego klawiszowca – i tak dalej, i tak dalej – wciąż był w tym wszystkim jakiś ledwo widoczny cień tęsknoty, a może niespełnienia. Wiele okładek płyt jedynie potwierdza mój subiektywny stosunek do muzyki.
Bo ja tak w ogóle to bardzo lubię nastrój smutku i nostalgii. Gorzej z niespełnieniem.
Wydaje się, że na początku artystycznej drogi panowie, wtedy jeszcze bardzo młodzi chłopcy, wcale nie zamierzali odkrywać heavy metalu ani hard rocka. Prawdopodobnie, jak chyba każdy w młodości, poza zostaniem śmieciarzem, marzyli też o przejściu do historii, ale chyba wiązali swoje nadzieje z rokiem progresywnym, czy wręcz symfonicznym. Dobitnie świadczą o tym pierwsze cztery płyty zwieńczone Koncertem na zespół i orkiestrę. Sukcesy były średnie, a apetyty rosły.
Zmian stylu Deep Purple zwykło się upatrywać w przyjściu do zespołu wokalisty Iana Gillana (na miejsce Roda Evansa) i basisty Rogera Glovera (na miejsce Nicka Simpera). A jednak na moment zwrotny trzeba było jeszcze chwilę poczekać. Przecież obaj panowie już uczestniczyli w nagraniu Concerto for Group and Orchestra i nic ważnego się nie wydarzyło. Zresztą, wystarczy posłuchać – skądinąd przeuroczych – piosenek ich macierzystej grupy Episode Six, aby zrozumieć, że rewolucje na razie nie były im w głowie.
Moim zdaniem, właściwie wszystko, co wydarzyło się później, zawdzięczamy wręcz chorobliwej ambicji Ritchiego Blackmore'a. Nie mógł podogzić się z faktem, że liderem kapeli stał się Jon Lord, bo to jego umiłowanie dla muzyki symfonicznej i klasycznej ukształtowało wczesny repertuar grupy. Grupy, która pod jego dowództwem wydała w ciągu jednego roku trzy bardzo dobre albumy.
Brakowało tylko sukcesu.
Podobno, gdy wspomniany już dwukrotnie, Concerto for Group and Orchestra kompletnie nie sprostał oczekiwaniom Blackmore'a, ten miał Lordowi wprost zaproponować całkowitą zmianę stylu. Ponoć powiedział coś w tym rodzaju: jeżeli nam nie wyjdzie, to możemy do końca życia grać z orkiestrą symfoniczną!
Stworzyli płytę Deep Purple in Rock. I wyszło.
Moim zdaniem wyszło także nieco wbrew artystycznym oczekiwaniom Blackmore'a (jego dokonania z zespołem Blackmore's Night świadczą o tym chyba najlepiej).
Pierwszą płytą, na której słychać radość ze wspólnego grania jest, według mnie. dopiero Perfect Strangers, ale minęło jeszcze wiele lat, zanim się ukazała. Panowie musieli dojrzeć do osiągniętego sukcesu. A i tak, jak pokazała historia, dorośli nie wszyscy. I nie ma w tych słowach krytyki, Każdy żyje na własny rachunek. Nawet jeśli żyje w zespole rockowym.
Dyskografia (wybór)
Albumy studyjne:
Live:
Kompilacje:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.