Kusi mnie, żeby napisać o tej płycie jedyna. Może to nieprawda, może już za kilka minut pamięć to zweryfikuje, ale w tej chwili, nie przychodzi mi do głowy żadna inna, która tak genialnie przetrwała próbę czasu. Kwintesensja plastikowej stylistyki lat osiemdziesiątych, twór zlinczowany w momencie wydania, zmieszany z błotem, obsobaczony i równocześnie uhonorowany nagrodami Grammy.
O płycie Tutu można opowiadać cały wieczór i słuchać jej aż do znudzenia. Ale to potrwa. Mnie nie znudziła się blisko 40 lat.
Była połowa lat osiemdziesiątych XX wieku. W muzyce na dobre zadomowiły się syntezatory. Smutny czas dla wielbicieli żywej muzyki, bowiem ta nowa elektronika przez krótką chwilę, zamiast stać się błogosławieństwem, stała się przekleństwem. Trafnie to zdefiniował Marcus Miller twierdząc, że w latach osiemdziesiątych to syntezatory tworzyły muzykę, a dzisiaj muzykę znów tworzą ludzie z wykorzystaniem syntezatorów.
Stwierdzenie nieco na wyrost, szczególnie w kraju, gdzie disco polo rozwija się jak sromotniki po deszczu. Niektórzy nie zauważyli, że syntezatory miały ułatwiać, a nie upraszczać.
Trudno powiedzieć, gdzie leży początek, gdzie szukać zalążka Tutu. Nie jest do końca prawdą to, co mówi Michał Urbaniak, swego czasu nasz czołowy skrzypek eksportowy zaproszony do udziału w tej sesji nagraniowej, że Miles Davis od pięciu lat nie robił nic, tylko siedział w pokoju hotelowym i oglądał telewizję. Bo jednak w 1985 roku ukazała się płyta You're Under Arrest, gdzie Davis mocno poflirtował sobie z popem i rockiem (tam również zresztą znajdziecie polski akcent, ale o tym poopowiadamy kiedy indziej). W jakimś sensie można ją więc traktować jako zapowiedź.
A może zaczęło się od przyjaźni Milesa Davisa z Princem? Panowie prywatnie bardzo się lubili, cenili się jako artyści, właściwie wydawało się, że kwestią czasu będzie jakieś wspólne dzieło. Plany nawet zaczęły przechodzić w etap realizacji, gdy nagle wszystko utknęło. Panowie pozostali przyjaciółmi, muzyki nie było.
A może wreszcie inicjatorem stał się pianista George Duke przysyłając Davisowi swoje taśmy z zalążkami nowych kompozycji? Przez jakiś czas ponoć Davis rozważał dogranie do nich swoich partii na trąbce, ale i ten pomysł zarzucił. Zaprosił natomiast do posłuchania innego ze swoich bliskich przyjaciół, młodszego o pokolenie basistę, wspomnianego już Marcusa Millera. Propozycje Duke'a nie do końca im obu odpowiadały, ale uznali, że kierunek jest słuszny. Miller zapłodniony wrócił do swojego studia. Niebawem przesłał Davisowi kilka swoich propozycji, które ten z miejsca wyrzucił do kosza.
Marcus Miller dniami i nocami szlifował swoje kolejne pomysły, a kiedy uzyskał akcept Milesa, sam nagrał ścieżki niemal wszystkich instrumentów. Miles Davis: sam go o to poprosiłem, jest pieprzonym geniuszem, potrafi zagrać na wszystkim.
Pieprzony geniusz zaprosił do pracy znanego i cenionego producenta Tommy'ego LiPumę (produkował chociażby najważniejsze płyty Diany Krall). Wspólnie miksowali ścieżki, nakładali sample, mordowali się z tą całą elektroniką jak potępieńcy. Na koniec Miles Davis przyszedł kilka razy do studia, prawie z marszu dograł swoje partie na trąbce, zażądał jeszcze udziału Michała Urbaniaka, którego przypadkiem usłyszał w telewizji i płyta Tutu, jako produkt, właściwie była gotowa. Urbaniak zagrał swoje improwizowane sola do trzech utworów, z czego panowie wybrali jedno.
Ale to nie koniec tej historii. Bo też ona pewnie nigdy się nie skończy.
Gdy płyta trafiła na rynek, z miejsca została okrzyknięta płytą Milesa Davisa, na której on jest sidemanem. Bo przecież za całość odpowiadał Miller. On sam, nawet po latach, twardo odpiera ten zarzut. Uparcie twierdzi, że bez Davisa, bez jego inspiracji, wizji, ta muzyka brzmiałaby zupełnie inaczej. I pewnie coś w tym jest.
Tutu to absolutne dziecko swojej epoki. Ale też dziecko, które wciąż dojrzewa, a się nie starzeje. Jakiś czas temu Miller został zaproszony do odegrania na żywo Tutu z okazji jubileuszu. Z jednorazowego projektu zrodziła się kilkuletnia trasa koncertowa. Tym razem to Marcus zaprosił o wiele młodszych muzyków, aby na scenie nie korzystać z komputerów. Odnieśli olbrzymi sukces. Ta muzyka ze sceny wciąż jest świeża, porywająca. I w jeszcze jednym kontekście oddająca wielkość Milesa Davisa. Otóż Marcus Miller opowiadał, że gdy ci młodzi muzycy przychodzili na próby zasypywali go pytaniami w stylu: a to chciałbyś żeby brzmiało tak, czy tak? A jak zagram tak, to będzie dobrze?
Miles Davis nigdy nie zadał żadnego z tych pytań. I dlatego Tutu to jego płyta.
PS 1 – Z przesłanych przez George'a Duke'a propozycji ocalała jedna Backyard Ritual.
PS 2 – Do jubileuszowej reedycji Tutu została dołączona płyta z zapisem koncertu z Nicei z czerwca 1986 roku, kiedy Miles Davis z zespołem na żywo przedpremierowo wykonał część materiału z Tutu.
PS 3 – Tutu to swoisty hołd dla teologa, arcybiskupa Desmonda Tutu, walczącego z apartheidem RPA. Na tej podstawie utarło się, że zamykający płytę utwór Full Nelson jest poświęcony Nelsonowi Mandeli. I pewnie tak w konsekwencji wyszło, ale warto pamiętać początki pracy nad płytą, kiedy to jeszcze był w nią zaangażowany Prince, a którego prawdziwe nazwisko brzmi... Nelson. W końcu kompozycja Tomaas jest ponoć dedykowana Tommy'emu LiPumie...
PS 4 – 20 grudnia 2025 roku zmarł Michał Urbaniak.
Niemal wszystkie kompozycje: Marcus Miller
1. Tutu 5:15
2. Tomaas 5:38
(Davis, Marcus Miller)
3. Portia 6:18
4. Splatch 4:46
5. Backyard Ritual 4:49
(George Duke)
6. Perfect Way 4:35
(David Gamson, Green Gartside)
7. Don't Lose Your Mind 5:49
8. Full Nelson 5:06
Deluxe Edition CD 2 – Live from Nice Festival, France, July 1986)
1. Opening Medley: 'Theme from Jack Johnson', 'Speak', 'That's What Happened' 15:14
2. New Blues 5:20
3. The Maze 10:15
4. Human Nature 9:04
5. Portia 7:54
6. Splatch 17:10
7. Time After Time 7:22
(Cyndi Lauper, Rob Hyman)
8. Carnival 4:20
Wykonawcy:
Miles Davis – trumpet
Marcus Miller – all other instruments (1–4, 6, 7, 8), additional synthesizer programming, bass guitar (5)
Jason Miles – synthesizer programming
Adam Holzman – additional synthesizer programming, synthesizer solo (4)
Bernard Wright – additional synthesizers (2, 7)
George Duke – all other instruments (5)
Omar Hakim – drums (2), percussion (2)
Paulinho da Costa – percussion (1, 3, 4, 5)
Steve Reid – additional percussion (4)
Michał Urbaniak – electric violin (7)
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.