"Zdecydowanie ze wszystkich odłamów grupy Deep Purple najbardziej lubię Rainbow, powiedział w 1983 roku Marek Niedźwiecki, gdy piosenka Street Of Dreams pięła się po szczeblach Listy Przebojów Programu Trzeciego. Zgodziłem się z nim bez problemów. Po pierwsze, nie miałem pojęcia, jakie istnieją inne odłamy zespołu Deep Purple, po drugie znałem tylko jedną piosenkę Rainbow, po trzecie... nigdy jeszcze nie słyszałem Deep Purple (a jeżeli słyszałem, to nie miałem o tym pojęcia).
Piszę o tym, bo Street Of Dreams na długo ukształtowała moją wiedzę o spuściźnie Deep Purple i o repertuarze samego Rainbow. Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że Street Of Dreams to po prostu śliczna piosenka, ale zdecydowanie warto pospacerować po tej Tęczy z jednego końca na drugi. Tym bardziej, że niedługo po ukazaniu się płyty Bent Out of Shape, z której pochodził ten przebojowy singiel, Ritchie Blackmore rozwiązał Rainbow, by wrócić do odradzającego się Deep Purple.
Już niedługo miało się okazać, że z odłamów, to ja jednak najbardziej lubię Deep Purple.
Wracajmy do brzegu Tęczy. Niepotrzebnie (chyba) Blackmore już od drugiego albumu skrócił nazwę zespołu. To, od początku do końca, był jego prywatny folwark, którym zarządzał twardą ręką, a deklaracje, jakoby chciał mieć skonsolidowany zespół, mają się nijak do jego dyktatorskiej polityki personalnej. A ta, w konsekwencji powodując nagrywanie każdej kolejnej płyty w innym stanie osobowym, zmierzała ku stałemu łagodzenia brzmienia, odchodzenia od hard rocka na rzecz muzyki określanej przez Amerykanów jako AOR, czyli takiego głośniejszego pop-rocka.
Pierwszy album powstawał jeszcze w czasie, gdy Ritchie formalnie był członkiem Deep Purple. Ostatni (jak dotąd i ponownie firmowany jako Ritchie Blackmore's Rainbow), gdy był już członkiem kolejnego swojego zespołu Blackmore's Night.
Wyszło z tego pomieszanie z poplątaniem, bo początek bazował jeszcze na mocnym rocku, podczas, gdy koniec już powoli rozmywał się w balladach. Chociaż i tak trzeba przyznać, że ta ostatnia płyta ma w sobie więcej pazurów niż kilka poprzednich. Jeszcze o tym porozmawiamy.
Blackmore's Night jest w tym momencie ważny, bowiem stał się całkowitą, długoletnią odskocznią Blackmore'a od hard rocka w kierunku nie bardzo wiadomo czego. Niby to takie bardzo miłe, folkowe, niemal akustyczne granie mocno osadzone w uwspółcześnionym baroku, inspirowane średniowieczem, Robin Hoodem i diabli wiedzą, czym jeszcze. Słychać, naprawdę słychać, jak szybko go to granie znudziło i zmęczyło. Na kolejnych płytach przemycał coraz ostrzejsze solówki, nowe wersje dawnych przebojów Rainbow. Wreszcie ogłosił powrót Rainbow. Pojawiły się dwa single w wykonaniu całkiem nowego składu, trasy koncertowe, podczas których set-listy obejmowały, oprócz hitów Rainbow, także utwory z czasów Deep Purple oraz przeróbki... Blackmore's Night.
W 2020 roku ten, zmęczony trwaniem w zawieszeniu, skład poszedł wreszcie w rozsypkę. Czy to historia zamknięta, czas pokaże. W przypadku Ritchiego Blackmore'a nic nie jest pewne, po za jednym, że ten cholerny czas ucieka.
Ale to już jak u ludzi...
Dyskografia (na pewno nie jest pełna)
Albumy studyjne:
Live:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.