Były wtedy dwa takie kolorowe tygodniki z tytułem Panorama. Jeden nazywał się po prostu Panorama i ukazywał się na terenie Śląska. Drugi, stworzony na wzór poprzednika, dla odróżnienia dostał drugi człon i tak powstała Panorama Północy. Obie Panoramy były trudno dostępne w centralnej Polsce, a ceniło się je za wielobarwną szatę oraz treści nieco mniej filtrowane przez cenzurę. Przodowała w tym zwłaszcza Panorama Śląska, bo górników drażnić nie należało.
To dlatego pojawiały się w Panoramach treści eksplorujące zgniły Zachód, wraz z jego upadającą kulturą. Upadająca kultura zaś bywała ilustrowana kolorowymi fotosami. A te już były na wagę złota dla dorastającej młodzieży.
Skąd Daniel, kolega z klasy szkoły podstawowej, wytrzasnął jakiś zabłąkany (i chyba dość stary) numer Panoramy Północy, nie wiem do dzisiaj. Ale jeden rzut oka na kolumnę rozrywkową sprawił, że musiałem go mieć. Obok zdjęcia jakiegoś obcego faceta z gitarą był tekst zaczynający się mniej więcej tak: Kiedy Beatlesi z majtkami w zębach biegali po przedmieściach Liverpoolu...
To wystarczyło. Jakakolwiek wzmianka o Beatlesach działała na mnie jak najbardziej wyszukany afrodyzjak. Inna sprawa, że o żadnym afrodyzjaku wtedy jeszcze nie słyszałem, a o Beatlesach i owszem.
Facet z gitarą obok tekstu nazywał się Cliff Richard i kompletnie nic mi to nie mówiło. Ale skoro ktoś pisał o nim w kontekście Beatlesów, znaczy że facet był wielki. I szlus.
Takie, dość prymitywne, rozumienie świata nie zawsze się sprawdzało, ale w tym przypadku zadziałało. I to jak!
Jakiś czas później, gdy już stałem się szczęśliwym posiadaczem radiomagnetofonu Grundig oraz dwóch kaset zdobytych podstępem spod lady, w jakiejś radiowej audycji prowadzący (nie pamiętam już dzisiaj, kto to był, ani nawet w którym programie) zapowiedział blok piosenek Cliffa Richarda.
Usłyszałem i – co najważniejsze – nagrałem. Zajeździłem potem te obie kasety strasznie, zrąbałem do cna. Zakochałem się w muzyce Cliffa.
Czego tam nie było! Oczywiście Living Doll. Moja ukochana The Day I Met Marie, cudownie przesłodzona When the Girl in Your Arms Is the Girl in Your Heart, która zresztą urywała się w połowie, bo skończyła się kaseta. No i jeszcze Constantly zaraz obok Travellin' Light.
Dopiero jakiś czas później dowiedziałem się, że Cliff Richard nagrywał z zespołem The Shadows. A Shadowsów to ja znałem dzięki bliskiej znajomości z sąsiadem, który w młodości grał na gitarze w zespole big beatowym i Shadowsów wysoko cenił.
Ceniłem więc i ja. No i Cliff Richard dodatkowo urósł w moich oczach.
Przez kilka kolejnych lat kolekcja nagrań wzrosła, okazało się bowiem, że Tonpress wydał singiel z piosenkami My Kinda Life oraz Hey Mr. Dream Maker. Wyprosiłem go od ciotecznego brata. Nie podobał mi się. Singiel. Brat też.
Te piosenki były tak odmienne od tych wcześniejszych, tak kompletnie inne w klimacie, brzmieniu. Dzisiaj przywykłem. Chociaż słucham kolejnych płyt Cliffa już mniej bezkrytycznie niż kiedyś. Kompletnie nie rozumiem, chociaż uczciwie próbowałem, teologicznie uduchowionych płyt z okresu, kiedy to Cliff postanowił zostać nauczycielem religii i całkowicie zerwać z muzyką. Po namowach nie zerwał, ale nagrywał piosenki nijakie, za to sławiące Boga.
Nie moja bajka. A jemu dziwnie ten okres zbiegł się z nadejściem ery The Beatles. Nie miał z nimi szans. I umiał pogodzić się z porażką.
Na szczęście wrócił do korzeni. Nagrał jeszcze kilka pięknych płyt. Innych niż te z początków kariery, ale i czasy nadeszły zupełnie inne. I nikt mu nie odbierze słów Johna Lennona, że Move It to pierwsza brytyjska piosenka rockowa.
To był pierwszy singiel. Do dzisiaj istnieje wiele wersji prawdy, czemu piosenka wybrana na stronę B, nagle znalazła się na stronie A, zamiast forowanego coveru.
Coveru się właściwie nie pamięta.
Dyskografia
Płyty studyjne:
Live
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.