Rick Wakeman  płyty

Rick Wakeman - Piano Vibrations

1971

Takich orkiestr były setki. W Polsce chyba najbardziej popularne były swego czasu orkiestry Raya Conniffa (właściwie band wokalny) i Geoffa Love'a. W sumie specjalizowały się w wykonywaniu cudzych hitów, ale przearanżowanych w dość specyficzny sposób. Wyglądało to mniej więcej tak, jakby skórzaną kurtkę Elvisa Presleya z młodych lat obszyć długowłosym różowym atłasem dodając piórkowe boa. Dzisiaj w podobnych zabiegach specjalizują się wydawcy różnej maści składanek chilloutowych. Trochę przypomina to piłowanie pazurków pluszowemu jorkowi z kokardką na czubku sztucznej grzywki. Jak pokazuje i udowadnia historia, do dzisiaj są odbiorcy tak przesłodzonych aranżacji, bardziej mdłych niż cukierkowe scenografie na walentynki spod znaku konika Pony.


Nie krytykuję odbiorców. Każdemu to, co mu się podoba. Jest popyt, jest podaż i odwrotnie. W domu rodzinnym mieliśmy kilka takich płyt i zjechałem je równo na mocno nieaktualnym adapterze. Na usprawiedliwienie powiem tylko, że miałem wtedy jakieś 7 lat. Jako drugie usprawiedliwienie posłużę się przykładem wielkiego hitu muzyki country stworzonego przez Dolly Parton pod tytułem Jolene, przearanżowanego przez Geoffa Love'a w taki sposób, że buty spadają w locie. Nigdy nie wyrzeknę się swojej miłości do tej wersji. A że przesłodzona jest do granic cukiernicy, to fakt niezaprzeczalny. Coś tam z bachora jednak zostaje w człowieku.


John Schroeder też miał taką orkiestrę. Ale oprócz tego był całkiem zdolnym kompozytorem i aranżerem oraz producentem. Poza tym pracował w kilku wytwórniach na dość ważnych stanowiskach, a potem założył swoją. W sumie jego stajnia była dosyć bogata, ale większość z tych koni już odpadła z wyścigu. Chyba największą jego zasługą było ponowne odkrycie dla muzyki zespołu Status Quo, który kilkakrotnie przymierzał się do światowej kariery. Tym razem skutecznie.


W 1971 roku John Schroeder największe sukcesy miał już za sobą, wciąż jednak produkował płyty dla pewnego grona odbiorców, co wystarczało na całkiem dobre życie i realizowanie swoich własnych muzycznych pasji. Przymierzał się właśnie do nagrania ze swoją orkiestrą nowej płyty, ale zależało mu na lekkim odświeżeniu brzmienia. Dlatego poszukał wokalisty o dość interesującym, aczkolwiek zachowawczym wokalu i pianisty, który mógłby chwilami wybijać się przed orkiestrę. Nazwisko wokalisty przepadło w mrokach dziejów. Na okładce płyty jest przedstawiony jako Chris. Nazwisko pianisty już wkrótce zaczęło zapełniać największe stadiony. Ale wtedy Rick Wakeman, bo przecież o nim mowa, był sprawnym muzykiem sesyjnym i członkiem mało znanej kapeli The Strawbs. I całe szczęście, bo był tani. Za trzy dni nagraniowe zainkasował niecałe 40 funtów i był szczęśliwy, że ma za co przeżyć kolejny tydzień.


Jak widać, ta płyta ani przez chwilę nie była pomyślana, jako solowy album Ricka Wakemana. On przyjechał, zagrał to, o co go poproszono najlepiej jak umiał, wpasowując się w narzuconą stylistykę i wyjechał. Jego nazwisko nawet nie miało pojawić się na okładce. Wokalisty nawet nie wiedział na oczy. Ale traf chciał, że pomiedzy nagraniem, a wydaniem płyty orkiestry Johna Schroedera, macierzysta formacja Wakemana, czyli wspomniana już The Strawbs, zaczęła odnosić sukcesy. No to John Schroeder zaczął reklamować swoje wydawnictwo, jako płytę Ricka Wakemana, klawiszowca The Strawbs. Może nie było to ładne, ale biznes jest biznes.


Ogólnie i subiektywnie Piano Vibrations nie jest aż tak złą płytą, jak można o niej przeczytać. W swojej klasie plasuje się mniej więcej w stanach średnich, a może nawet nieco powyżej. To powyżej zapewnia jej właśnie absolutnie wirtuozerska gra Wakemana. Warto jej posłuchać odrzucając wszelkie uprzedzenia. Nasi idole, zanim zostali naszymi idolami, też byli młodzi i musieli z czegoś żyć. To wspaniałe mieć idały, ale ideały fatalnie gotują się na obiad. A jeść trzeba, jak mówił Bohdan Smoleń w benefisie Z tyłu sklepu.


W końcu przecież doszło do tego, że sam Rick Wakeman zaakceptował owo wydawnictwo jako swoją pierwszą płytę w solowej dyskografii, doprowadził nawet niedawno do winylowego wznowienia deluxe. Tym razem na pierwszej okładce już widnieje jego nazwisko oraz zdjęcie.

Na oryginalnym wydaniu też była fotografia, ale przedstawiała przede wszystkim jego cylinder. Od tyłu.

No i nie można zapominać, że kilkakrotnie później, gdy życie go sponiewierało, wracał do sprawdzonego patentu nagrywając płyty z coverami na fortepian, a także relaksacyjne krążki w stylu new age.

 

Tylko że wtedy, już jako ten wielki Rick Wakeman, mógł sobie na to bezkarnie pozwolić.


1. Take Me to the Pilot 3:00

   (Elton John, Bernie Taupin)

2. Yellow Man 2:36

   (Randy Newman)

3. Cast Your Fate to the Wind 2:35

   (Vince Guaraldi, Carel Weber)

4. Gloria, Gloria 3:08

   (John Schroeder, Anthony King)

5. Your Song 3:45

   (Elton John, Bernie Taupin)

6. Delta Lady 3:26

   (Leon Russell)

7. A Picture Of You 2:59

   (John Schroeder, Anthony King)

8. Home Sweet Oklahoma 3:22

   (Leon Russell)

9. Fire and Rain 3:25

   (James Taylor)

10. Classical Gas 2:56

   (Mason Williams)


Wykonawcy:
Rick Wakeman – grand piano;
John Schroeder Orchestra;
Chris – vocals.


29 grudnia 2025

Rick Wakeman - Piano Vibrations

Domyślna treść artykułu.


W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.