SBB  płyty

SBB - Za linią horyzontu

2016

Za linią horyzontu jest w dyskografii SBB mniej więcej takim krążkiem, jak Perfect Strangers dla Deep Purple. Chociaż przecież muzycznie znacznie się różnią, co chyba akurat nikogo specjalnie nie dziwi.


Na tę płytę też czekałem, jak na kilka innych, o których kiedyś myślałem, że nigdy już nie powstaną. Czekałem coraz bardziej niespokojnie od momentu, kiedy pojawiły się pierwsze zdjęcia okładki. Tak jednoznacznego nawiązania do pierwszych trzech krążków SBB kompletnie się nie spodziewałem. Oczywiście, wiedziałem, że po wielu latach wracają w tym samym, klasycznym oryginalnym składzie, ale to nie znaczyło wcale, że będą sięgać do źródeł. W końcu i oni, i muzyka, no i ja też, znajdowaliśmy się w zupełnie innej rzeczywistości. A bieżąca rzeczywistość ma to do siebie, że dość często nie po drodze jej z przeszłością.

 
Pierwsze trzy płyty SBB – wydane jeszcze w połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku – zjechałem na gramofonie Artur. Wreszcie przegrałem je na taśmę magnetofonu szpulowego, ale nagranie przeskakiwało w kilku miejscach, na co nic już nie mogłem poradzić. Okładki sklejałem taśmą samoprzylepną, za co pewnie będę się smażył w piekle.


Posłuchałem Za linią horyzontu i przyznaję: nie takiej płyty się spodziewałem.


Okładka i tytuł jasno wskazywały kierunek obrany przez SBB na samym początku studyjnej kariery. Wszak pierwsza ich płyta nazywała się Nowy horyzont.
Jednak już pierwszy singiel Odwieczni wojownicy, który nawet wspiął się na Listę Przebojów Trójki, pozwalały lokować ten krążek bliżej Welcome z 1979 roku i Memento z banalnym tryptykiem z 1981. Bałem się więc, że nic dobrego z tego nie będzie. Zbyt wiele grzybów w tej zupie. Zbyt wielkie oczekiwania. Zbyt wiele nadziei. A powroty do przeszłości możliwe są jedynie w takim jednym filmie, w którym wystąpili ZZ Top.


A jednak się udało. Ta płyta jest lepsza, od prywatnych oczekiwań.
Panowie bez wahania odcięli ze swojego eksperymentalnego stylu to, co dzisiaj już się nie sprawdza, a zostawili to co najlepsze, co zawsze stanowiło o ich sile: pełne, mocne, liryczne, rozbudowane i chwilami szalone współbrzmienie. Nowoczesna płyta silnie osadzona w tradycji, oto jakie jest SBB anno domini 2016.

 
Ten mazaj na okładce więcej mówi o muzyce niż tysiąc słów.
Takie powroty są bardzo rzadkie. To udało się Deep Purple, kiedy pokazali światu Perfect Strangers. Tak kiedyś wrócili (chociaż raptem po trzech latach, ale styl się liczy) Rolling Stonesi ze swoim Steel Wheels. Na polskim podwórku udało się to kiedyś rewelacyjnie Budce Suflera z płytą Czas czekania, czas olśnienia.


Bardzo chciałem, żeby ta płyta SBB się udała. Wiedziałem, że i tak, bez względu na zawartość, będzie miała u mnie fory. Tak się idealizuje młodość. 
Nie było potrzeby. Ten krążek obronił się bez mojej młodości, bez gramofonu i porysowanych rowków. 


Każda miłość jest pierwsza.


muzyka: Józef Skrzek, Jerzy Piotrowski, Apostolis Anthimos; słowa: Krzysztof Niewrzęda, Alina Skrzek (9).

 

1. Odwieczni wojownicy 3:54
2. Najwyższy czas 5:26
3. 360 do tyłu 7:04
4. Goris 5:24
5. Za linią horyzontu 4:06
6. Pacific 5:27
7. Zielony, niebieski, żółty 3:23
8. Suita nr 9 15:31


Skład:
Józef Skrzek – śpiew, gitara basowa, instrumenty klawiszowe;
Apostolis Lakis Anthimos – gitara, instrumenty perkusyjne, gitara basowa;
Jerzy Keta Piotrowski – perkusja, instrumenty perkusyjne.


 

07 sierpnia 2025

SBB - Za linią horyzontu

Domyślna treść artykułu.


W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.