Jak ja czekam, żeby oryginalne taśmy z nagrywania tego albumu dostały się w łapy Stevena Wilsona... Mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie, bo on z tej perełki zrobiłby cały naszyjnik. I jeszcze pewnie na pierścionek by starczyło. Albo na kolczyki.
Napisałem już gdzieś, że dla mnie pierwszym świadomym nagraniem Electric Light Orchestra była piosenka Ticket To The Moon. To cudowna ballada od dnia stworzenia należąca do kanonu pościelowej liryki (w tym pozytywnym znaczeniu). Tym samym krążek Time z 1981 roku stał się dla mnie pierwszą świadomie usłyszaną płytą Elektryków. Świadomie też zajeżdżonej z jakiejś przygodnie kupionej kasety. Do dzisiaj, świadomy już malutkich niedostatków, mam do niej słabość wywołującą zawsze przyspieszone bicie serca.
No cóż, usłyszałem, zakochałem się i chciałem więcej. Chciałem wszystko. No i, nie wiedząc czego się spodziewać, nabyłem debiutancką płytę (no dobra, bez przesady, to też wtedy była jeszcze kaseta).
Włączyłem.
Ups...
Długo nie rozumiałem, co słyszę. Trochę winny był przedpotopowy, monofoniczny Grundig, trochę kasetowa kopia, ale najbardziej winny był sam zespół.
Pierwsze wrażenie było takie, jakbym wybrał się doskonale znany, rozrywkowy i lekki western Siedmiu wspaniałych, a operator wyświetlił Siedmiu samurajów. Nie dość, że po japońsku, to jeszcze czarno-białe. Niby coś podobnego, ale przecież o kompletnie innym ciężarze gatunkowym.
Porównanie jest absolutnie świadome. Dla nieprzygotowanego odbiorcy, szczególnie dość młodego i wychowanego w kulturze europejskiej, Siedmiu samurajów jest filmem początkowo trudnym w odbiorze. To kino surowe, kino totalne i ekstremalnie odmienne od wszystkiego co przed i co po.
Docenienie walorów debiutu Elektryków wymaga czasu. Wymaga oswojenia się z dość topornym miksem kładącym się cieniem na ujmujących i pomysłowych kompozycjach.
Cały problem sprowadzał się już od początku do braku odpowiedniej liczby muzyków i odpowiedniego producenta. Roy Wood i Jeff Lynne wymyślili sobie małą rockową orkiestrę, ale byli zmuszeni sami zagrać partie większości instrumentów. Brak doświadczenia w stosowaniu licznych nakładek zaowocował niepowtarzalnym, ale nieco chropawym brzemieniem. Trzeba się przez nie przebić i dotrzeć do sedna całości.
A jest do czego.
Bo to przepiękny kawał muzyki jest. Ambitnej, chwilami szalonej, cholernie ambitnej, a jednocześnie nieznośnie melodyjnej i ambiwalentnie przebojowej. To płyta nie tylko ścierających się osobowości, ale też ścierających się form: tej ściśle klasycznej z absurdalnie popularną. Wierzyć się nie chce, że całość (przy niewielkim wkładzie dwóch dęciarzy) nagrało trzech facetów, z których jeden odmawiał perkusyjnej współpracy, gdy akurat jakiś fragment lub utwór mu nie leżał.
No i nie dziwię się, że ten skład nie przetrwał. Zaważyły ambicje, zaważyła kiepska sprzedaż, zaważyło niewielkie zainteresowanie koncertami... Zresztą to akurat najmniej dziwne, bo koncerty były średniej jakości, gdy kilku muzyków miotało się wśród instrumentów, by chociaż w części odwzorować materiał wydany na krążku. Podobno czasem na widowni było mniej ludzi niż na scenie.
Pamiętam, że włączyłem kasetę i naprawdę mnie zamurowało. Pierwsze kilkanaście sekund 10538 Overture to prawie wczesny Moody Blues, a potem niemiłosierne piłowanie smyków i przetworzony głos przyprawiający o gęsią skórkę niedowierzania. Było ciężko. Wtedy niespodziewanie zagrał kolejny Look At Me Now i już nie wyłączyłem. Ta piosenka ma w sobie to coś, co Jerze lubią najbardziej, chociaż do dzisiaj nie potrafią tego nazwać. I nawet nie chodzi o to, że słychać tutaj ewidentne echo piosenki Eleanor Rigby ukochanych przez Jerzy Beatlesów.
Zespół rozleciał się zanim na dobre rozpoczął działalność. Wydawało się, że zbyt śmiałe założenia pogrzebały kapelę pod gruzami pierwszej płyty. A wtedy niespodziewanie singiel z utworem 10538 Overture wszedł na listy przebojów, więc firma wydawnicza zażądała kolejnych nagrań... Ale to już temat na kolejne wspomnienie.
Nieoceniony Wiesław Weiss napisał o pierwszej płycie Elektrytów:
„Okazała się wynikiem zderzenia raczej niż współdziałania dwóch indywidualności - Wooda i Lynne'a. Wypełniły ją utwory skomponowane przez nich osobno i ujawniające różne ambicje. Wood pozostał wierny swojej wizji art rocka. Jego udziwnionym formalnie i brzmieniowo utworom w rodzaju Look At Me Now, Whisper in the Night czy The Battle of Marston Moor (July 2nd 1644), brakowało jednak siły wyrazu, jaką miały dzieła mistrzów stylu. Lynne opowiedział się za repertuarem bardziej konwencjonalnym, przebojowym, co najwyżej urozmaicanym instrumentalnymi dygresjami, potwierdzającymi fascynację późnymi dokonaniami The Beatles.”
Cóż, do dzisiaj trwa spór, kto był wtedy bardziej beatlesowski, czy Lynne, czy Wood.
Świadomie napisałem na początku, że chciałbym, aby ten album jeszcze raz zmiksował Steven Wilson. Moim skromnym zdaniem facet ten ma nie tylko słuch absolutny, ale też absolutne serce do takiej muzyki. Każdy z albumów, które oczywiście słyszałem, przepuszczony ponownie przez jego stół mikserski zyskuje na klarowności, przejrzystości i dynamice. Wiem, że Jeff Lynn wyprodukował niejeden genialny album, wiem, że jest świetnym producentem, ale zatrzymał się w stylistyce ostatnich dekad XX wieku. Wtedy rzeczywiście Lynne uratował niejedną płytę przed klęską zapomnienia, ale ich wadą jest rozpoznawalny sznyt producenta. Steven Wilson pozostawia odnawianej muzyce jej własną twarz.
Kończy się 13 czerwca 2026 roku. Za 4 minuty północ z soboty na niedzielę. Pogoda w kratkę. Nastrój też. Dawno już nie mam Grundiga. Nawet nie wiem, czy firma jeszcze istnieje. Nie, wbrew nostalgii za młodością, nie tęsknię do tamtych czasów. Wtedy próbowałem opisywać muzykę stukając w klawisze maszyny do pisania marki Łucznik zdobytej z przydziału przez ojca, który w Łuczniku pracował. Nikt w klasie nie miał maszyny. Nikt w klasie nie słuchał pierwszej płyty Elektryków.
I pewnie nikt z nich nie słucha jej teraz.
PS. Acha, to można wszędzie wyczytać, ale przypomnę. Ta płyta ukazała się w USA pod tytułem No Answer przez głupią pomyłkę. Sekretarka mająca ustalić oryginalny tytuł nie mogła dodzwonić się do Anglii. Na pytanie swojego szefa odpowiedziała zgodnie z prawdą No answer (bez odpowiedzi, czy jakoś tak). I tak już zostało.
Side one
1. 10538 Overture 5:32
(Jeff Lynne)
2. Look at Me Now 3:17
(Roy Wood)
3. Nellie Takes Her Bow 5:59
(Jeff Lynne)
4. The Battle of Marston Moor (July 2nd 1644) 6:03
(Roy Wood)
Side two
1. First Movement (Jumping Biz) 3:00
(Roy Wood)
2. Mr. Radio 5:04
(Jeff Lynne)
3. Manhattan Rumble (49th Street Massacre) 4:22
(Jeff Lynne)
4. Queen of the Hours 3:22
(Jeff Lynne)
5. Whisper in the Night 4:50
(Roy Wood)
2006 Remaster
1. 10538 Overture 5:32
(Jeff Lynne)
2. Look at Me Now 3:17
(Roy Wood)
3. Nellie Takes Her Bow 5:59
(Jeff Lynne)
4. The Battle of Marston Moor (July 2nd 1644) 6:03
(Roy Wood)
5. First Movement (Jumping Biz) 3:00
(Roy Wood)
6. Mr. Radio 5:04
(Jeff Lynne)
7. Manhattan Rumble (49th Street Massacre) 4:22
(Jeff Lynne)
8. Queen of the Hours 3:22
(Jeff Lynne)
9. Whisper in the Night 4:50
(Roy Wood)
10. Battle of Marston Moor (Take 1 alternate mix) 1:00
(Roy Wood)
11. Nellie Takes Her Bow (Alternate mix) 6:02
(Jeff Lynne)
12. Mr. Radio (Take 9) 5:19
(Jeff Lynne)
13. 10538 Overture (Alternate mix) 5:46
(Jeff Lynne)
40th Anniversary Edition
1. 10538 Overture 5:32
(Jeff Lynne)
2. Look at Me Now 3:17
(Roy Wood)
3. Nellie Takes Her Bow 5:59
(Jeff Lynne)
4. The Battle of Marston Moor (July 2nd 1644) 6:03
(Roy Wood)
5. First Movement (Jumping Biz) 3:00
(Roy Wood)
6. Mr. Radio 5:04
(Jeff Lynne)
7. Manhattan Rumble (49th Street Massacre) 4:22
(Jeff Lynne)
8. Queen of the Hours 3:22
(Jeff Lynne)
9. Whisper in the Night 4:50
(Roy Wood)
10. 10538 Overture (Acetate version) 5:23
(Jeff Lynne)
11. Mr. Radio (Take 9) 5:18
(Jeff Lynne)
12. Nellie Takes Her Bow (Alternate mix) 6:02
(Jeff Lynne)
13. Whisper in the Night (Take 1/Take 2 edit) 4:59
(Roy Wood)
14. Mr. Radio (Single edit) 3:56
(Jeff Lynne)
15. 10538 Overture (for Top of the Pops) 4:42
(Jeff Lynne)
2001 The Electric Light Orchestra (First Light Series) - 30th Anniversary Edition
Disc one – The Electric Light Orchestra
1. 10538 Overture 5:32
(Jeff Lynne)
2. Look at Me Now 3:17
(Roy Wood)
3. Nellie Takes Her Bow 5:59
(Jeff Lynne)
4. The Battle of Marston Moor (July 2nd 1644) 6:03
(Roy Wood)
5. First Movement (Jumping Biz) 3:00
(Roy Wood)
6. Mr. Radio 5:04
(Jeff Lynne)
7. Manhattan Rumble (49th Street Massacre) 4:22
(Jeff Lynne)
8. Queen of the Hours 3:22
(Jeff Lynne)
9. Whisper in the Night 4:50
(Roy Wood)
10. Battle of Marston Moor (take 1) 1:00
(Roy Wood)
11. 10538 Overture (take 1 - The Move/ELO) 5:46
(Jeff Lynn)
Disc two – First Light
1. Brian Matthew Introduces ELO 0:37
2. 10538 Overture (acetate version) 5:24
(Jeff Lynne)
3. Look at Me Now (quad mix) 3:19
(Roy Wood)
4. Nellie Takes Her Bow (quad mix) 5:59
(Jeff Lynne)
5. Battle of Marston Moor (July 2nd, 1644) (quad mix) 5:55
(Roy Wood)
6. Jeff's Boogie No. 2 (live - early version of In Old England Town) 6:58
(Jeff Lynne)
7. Whisper in the Night (live) 5:45
(Roy Wood)
8. Great Balls of Fire (live) 5:40
(Otis Blackwell, Jack Hammer)
9. Queen of the Hours (quad mix) 3:18
(Jeff Lynne)
10. Mr. Radio (take 9) 5:18
(Jeff Lynne)
11. 10538 Overture (BBC session) 4:38
(Jeff Lynne)
12. Whisper in the Night (take 1 - hidden track) 5:00
(Roy Wood)
Wykonawcy:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.