Mike Pinder - płyty

Mike Pinder


Rocznik 1941

 

Jak ja go rozumiem. Szlag mnie trafia, ale go rozumiem. Był ojcem założycielem Moody Blues, ale kiedy zespół zawiesił działalność, odpoczywając po kilku latach tras koncertowych i nagrań, skorzystał z okazji i nie wrócił. Co prawda uczestniczył w powstawaniu jeszcze jednej płyty po ponownym zjednoczeniu, ale bez ognia, bez pomysłów i baz jakiejkolwiek ochoty na występy. Po prostu wycofał się.

W tej zespołowej przerwie nagrał jeszcze tylko jedną płytę solową i na bardzo wiele lat zaszył się w domu w USA, chyba w Kalifornii. Pracując jako konsultant muzyczny dla firmy Atari, jeżeli ktoś jeszcze pamięta takie komputery.


I naprawdę go rozumiem. Nawet te najwspanialsze chwile na scenie nie są w stanie, oczywiście niektórym ludziom, zrekompensować domowego spokoju. Są takie niematerialne fantomy, których nie kupi się żadne pieniądze, ani za cenę sławy. Dla mnie nie ma nic cenniejszego.


A szlag mnie trafia za to zrozumienie, bo Mike Pinder był sercem zespołu Moody Blues. Jako młody chłopak pracował w firmie produkującej melotrony. To taki praszczur syntezatora połączonego ze sztuczną inteligencją, ale sprzed epoki cyfrowej. Można było na nim zagrać prawie wszystko, ale jego pamięcią nie były cyfrowe bity, lecz skrawki taśmy magnetofonowej. Takie do ośmiu sekund. 
I on się nauczył to obsługiwać. Zaraził tym czymś nawet Beatlesów, stąd chociażby brzmienie płyty Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band. A poza melotronem umiał grać na niemal wszystkim, co znalazło się akurat w zasięgu ręki. Na dodatek potrafił komponować piękne piosenki i miał wspaniale czysty prawie baryton.
Kiedyś John Lennon poprosił go o melotron na płycie Iamgine. Ale, kiedy Mike Pinder dojechał do Johna, okazało się, że jego instrument jest w tak opłakanym stanie, że nie dało się wydobyć z niego żadnych sensownych dźwięków. Pinder zagrał więc na tamburynie.


Żadna płyta Moody Blues, po odejściu Pindera, nie brzmiała jak te wcześniejsze. I tego bardzo żałuję, bo strasznie to brzmienie lubię do dziś. Zabawne w tym wszystkim jest to, że po raz pierwszy całkiem świadomie słuchałem muzyki Moody Blues, gdy już Pindera w składzie nie było. A i tak mi się podobała. Później wsiąkłem zupełnie.


Mike Pinder wrócił na chwilę do muzyki. To było już krótko przed jego ostatecznym odejściem. Nagrał płytę w starym stylu i dwie z opowieściami, z przesłaniem dla dzieci i ludzi wrażliwych. Za słabo znam języki obce, by je docenić i ocenić. 
Zmarł w 2024 roku.


Dyskografia solowa:

  • The Promise (1976)
  • Among the Stars (1994)
  • A Planet With One Mind (1995)
  • A People With One Heart (1996)

 

21 maja 2026

Pinder Mike

Domyślna treść artykułu.


W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.