David Coverdale  płyty solowe

David Coverdale - White Snake

1977

To skojarzenie nie jest oczywiste, ale tak bardzo sugestywne, że od kilku dni nie mogę się go pozbyć. Przekonywałem, że to bez sensu, że nie tędy droga i niech sobie idzie, skąd przyszło, ale nie chce. 
No to niech zostanie z nami na zawsze, czyli tak długo, jak człowiek nie wymyśli czegoś lepszego niż internet. Bo wtedy te wszystkie nasze strony, tak pieczołowicie tkane, ozdabiane, aktualizowane, podrasowywane i updatowane (cokolwiek to znaczy), po prostu przestaną istnieć. Ot tak, z dnia na dzień. Ktoś wyciągnie wtyczkę i po ptokach. Jak się nie ma kopii na własnym dysku w domu, pozostanie jedynie pamięć. I to nie ta komputerowa.


To nie jest czarnowidztwo, to zwykła wiara, że potrafimy wciąż udoskonalać nasz świat. I ja nie mam nic przeciwko temu. Mnie się to zwyczajnie podoba, bo łatwiej mi się żyje. Łatwiej się spełnia marzenia. 
Ale, póki co, siedzę sobie w internecie i próbuję zapamiętać swoją ukochaną muzykę, ubierając ją w słowa. A tym razem słowa są takie:


Kiedy po kilku latach wróciłem do debiutanckiej, solowej płyty Davida Coverdale'a, to ta muzyka, jej brzmienie, jej układ, ale przede wszystkim jej energia, nieodparcie przywoływała solowy debiut Tiny Turner. Nie potrafię tego nazwać.

Wyobraźcie sobie człowieka patrzącego przez okno. Widzi drzewa pobliskiego parku, trochę potargane wiatrem, trochę rozświetlone promieniami słońca, otrząsające liście z porannej rosy. W tym samym momencie inny człowiek, stojąc w innym oknie, ogląda ciągnące się w nieskończoność morze, budzące się z nocnego snu. Tylko bezmiar wody, gdzieniegdzie ograniczony piaskiem plaż i krzykiem mew. 

Dwa kompletnie różne obrazy. A teraz kamera odjeżdża nieco w tył... ściana, okno, sylwetka człowieka. I już nie widzisz tego, co za oknem. Jest tylko tęsknota i moc patrzenia przed siebie.


Bardzo trudno patrzeć przed siebie, gdzie tylko nieznane, gdy ten parapet jest tak bezpieczny, jak rozstawiona na nim armia ołowianych żołnierzyków z dzieciństwa. 


Kiedy zespół Deep Purple definitywnie się rozleciał po tylu personalnych roszadach, że może się z nimi równać tylko rząd Waldemara Pawlaka, nagle David Coverdale został zupełnie sam. Nie udało mu się zbudować silnej marki w oparciu o markowy zespół. Rozpoznawalność, owszem, ale to nie to samo. Sławomir też zadbał o rozpoznawalność. Oby tego nie żałował.


Wchodząc do studia Coverdale nie chciał kopiować Deep Purple (inna sprawa, że wtedy akurat nie bardzo było już co kopiować). Cóż, czasem żeby iść do przodu trzeba się cofnąć. I on to zrobił. Nagrał płytę mocno osadzoną w jego młodości, gdy jeszcze jako smarkacz śpiewał w amatorskich zespołach. Stąd na przykład te fantastyczne dęciaki! Siłą rzeczy, oczywiście, natychmiast nagrał płytę już przestarzałą, już nieaktualną, ale jedyną, na jaką wtedy go było stać. Sam ma o niej, po latach, nie najlepsze zdanie, ale jest to swoisty dokument rozpadu legendy. A nigdy nie wiadomo, jaki morał do legendy dopisze życie.


A ta płyta ma więcej niż kilka jasnych momentów. 
Najważniejszy to głos samego Coverdale'a. To głos rasowego rockera, wtedy jednoznacznie porównywany z wokalnym gigantem sceny Paulem Rodgersem. Głos Coverdale'a jest jednym z najbardziej drapieżnych instrumentów na krążku. A trzeba przyznać, że miał David niezłą rękę do instrumentalistów. Zebrany tu skład niebawem miał stać się trzonem Whitesnake, flagowego zespołu Davida, zespołu, dzięki któremu wielu mu wybaczyło, że śpiewał w Purplach


Wreszcie same kompozycje. To prawda, że są lepsze i gorsze, ale za to te lepsze, to już są takie lepsze, że daj Panie Boże zdrowie po żniwach. Blindman wywołuje ciarki do dzisiaj. Otwierająca Lady łapie za pysk i przytrzymuje przy głośniku do ostatniego akordu.
 

W latach siedemdziesiątych odbiorcy zarzucali tej płycie brak rockowego pazura. No to polecam Sunny Days i zamykającą Celebration przedzielone rewelacyjnie zaśpiewaną balladą Hole in the Sky.
Sama płyta nazywa się White Snake. Albo Whitesnake, jak kto woli, jak ostatni utwór na pierwszej stronie starego longplaya. 


Wystarczy.
Facet przy oknie przestał tylko patrzeć. Ruszył przed siebie. I nie od razu Whitesnake zbudowano. Ale pierwszy krok w chmurach właśnie się zaczął.


   Side One
1. Lady 3:48

   (David Coverdale, Micky Moody)

2. Blindman 6:01

   (David Coverdale)

3. Goldies Place 5:03

   (David Coverdale)

4. Whitesnake 4:22

   (David Coverdale, Micky Moody)

   Side Two
1. Time on My Side 4:26

   (David Coverdale, Micky Moody)

2. Peace Lovin' Man 4:53

   (David Coverdale)

3. Sunny Days 3:31

   (David Coverdale)

4. Hole in the Sky 3:23

   (David Coverdale)

5. Celebration 4:11

   (David Coverdale, Micky Moody)


Muzycy:
David Coverdale – vocals, piano, percussion;
Micky Moody – guitars, percussion, vocals;
Tim Hinkley – organ, vocals;
Ron Aspery – saxophone (baritone, tenor, alto, and soprano), flute;
DeLisle Harper – bass, vocals;
Roger Glover – bass, melodica, ARP 2600 synthesizer, percussion, vocals;
Simon Phillips – drums, percussion;
Liza Strike – vocals;
Helen Chappelle – vocals;
Barry St. John – vocals.


 

15 września 2026

David Coverdale - White Snake

Domyślna treść artykułu.


W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.