No, przy tak rozbudowanej nazwie wymyślić sobie tak zwięzły tytuł, to naprawdę wielka sztuka. Może i jest w tym jakiś cel ukryty, na przykład żeby dziennikarze i sprzedawcy skracali nazwę do najważniejszego wyrazu: Asia.
No bo, czy to rzeczywiście takie to ważne, że trzymamy w rękach płytę niejako drugiego garnituru tej samej formacji? Oczywiście, ale ci, którzy interesują się losem grupy i muzyków, doskonale o tym wiedzą. Ci, którzy kupili ze względu na sentymentalne brzmienie, będą usatysfakcjonowani.
Nie ukrywam, że mam słabość do Johna Payne'a. Ale nie jest to słabość artystyczna, ale czysto ludzka wynikająca może z empatii, a może ze współczucia, czy jak to nazwać. W końcu facet poświęcił tej Asii jakieś piętnaście lat życia, a potem dostał kopa w gitarę. Bez znieczulenia. Na otarcie łez mógł sobie zaprojektować nowe logo z dopisanym nazwiskiem. Na początku uniósł się honorem i, ukrywszy się pod nazwą GPS, wydał z kumplami niezłą płytę Window to the Soul. Szkoda, że tylko jedną. Na pewnym okresie życia bardzo trudno zaczynać od nowa.
Wrócił więc pod sprawdzony szyld i, oprócz płyt koncertowych ogrywających stary materiał, wypuścił najpierw EP-kę a potem zupełnie nowy krążek studyjny. Bardzo ładny, stylowy. I równie stary jak repertuar z koncertów.
Szkoda, po raz drugi.
Tym samym John Payne pozwolił się zdefiniować jako jedynie odtwórca. Bo naprawdę niewielu z nas pamięta o GPS.
Ta płyta to zbiór piosenek, kompozycji wyłowionych z przepastnego worka rocka progresywnego, według klucza znanego chłopakom z drugiego garnituru Asii. Pewnie z jakichś powodów są/były dla nich ważne i postanowili podzielić się nimi ze światem. Tylko, że świat już od dawna zna nie tylko oryginały, ale także liczne covery większości z nich. Cóż, odegranie tych standardów, tych wspaniałych utworów tak, aby zabrzmiały jak Asia, odebrało im połowę magii. Nie istnieje złoty środek w odtwarzaniu czyjegoś dorobku, a mam wrażenie, że John Payne, właśnie to chciał osiągnąć: zachować szacunek dla oryginału przy równoczesnym oszlifowaniu pod własną publiczność. Szczególnie kiepsko wypada to przy klasyku King Crimson, czyli Court Of The Crimson King.
Szkoda po raz trzeci.
Ta płyta jest, być może, propozycją na pierwszą lub drugą randkę kogoś zakochanego w progresywnym rocku, z kimś stroniącym od takiej muzyki. Mamy tu dość różnorodną pigułkę. Można ją włączyć od niechcenia. Jeżeli druga strona zareaguje pozytywnie na któryś z utworów, można wtedy sięgnąć po oryginał. I może jakoś to będzie. A jeżeli nie zareaguje? Wtedy masz dwa wyjścia: albo nie próbować więcej, albo zastanowić się, bo... może ma lepszy gust niż myślałeś(łaś)?
1. Sirius 2:11
(originally by the Alan Parsons Project)
(Alan Parsons, Eric Woolfson)
2. Eye In The Sky 5:03
(originally by the Alan Parsons Project)
(Alan Parsons, Eric Woolfson)
3. It Can Happen 5:36
(originally by Yes)
(Jon Anderson, Trevor Rabin, Chris Squire)
4. Court Of The Crimson King 9:20
(originally by King Crimson)
(Ian (McDonald, Peter Sinfield)
5. Highways Of The Sun 4:42
(originally by Camel)
(Peter Bardens, Andrew Latimer)
6. I Know You're Out There Somewhere 6:55
(originally by the Moody Blues)
(Justin Hayward)
7. Rock And Roll Star 6:18
(originally by Barclay James Harvest)
(Les Holroyd)
8. Nothing To Lose 4:25
(originally by UK)
(Eddie Jobson, John Wetton)
9. Locomotive Breath 3:37
(originally by Jethro Tull)
(Ian Anderson)
10. Lucky Man 4:23
(originally by Emerson Lake and Palmer)
(Greg Lake)
Skład:
John Payne – lead vocals, bass, keys;
Jay Schellen – drums;
Erik Norlander – keys;
Jeff Kollman – guitar;
Moni Scaria – guitar.
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.