Płyta jest długa, ponad 60 minut, a z bonusami, to już ho ho ho, jak mawia Święty Mikołaj, ale opis będzie krótki. Bo powinno się pisać o tym, co ciekawe, a najciekawsze w tym przypadku jest to, że powstała potem kolejna płyta.
Duet Geoff Downes i John Payne ostatecznie przejął stery na, kiedyś okręcie, a teraz to już chyba jachcie, zwanym Asia i pożeglował diabli wiedzą dokąd. Ta płyta miała być próbą odzyskania wizerunku zespołu progresywnego, stąd obecność kilku dłuższych kompozycji. Niestety, nie do końca udanych.
Jak cały album. Poczynając od okładki, a na bonusie z automatem perkusyjnym kończąc.
Nowi muzycy, a jak widać po składzie była ich większość, praktycznie nie wnieśli niczego ciekawego. Aż dziwne, bo to już wtedy byli doświadczeni wirtuozi, ale głównie pełniący rolę wypełniaczy na płytach innych artystów, facetów do wynajęcia na okazjonalne występy lub zastępstwa. Potrafili zagrać wszystko to, co im się kazało.
Gitarzysta Elliott Randall nagrywał z Yoko Ono, Steely Dan, Genem Simmonsem, Villiage People i Richie Havensem; drugi gitarzysta Aziz Ibrahim grywał z Simply Red, The Stone Roses, Paulem Wellerem; perkusista Mike Sturgis miał za sobą przygody w powstałym na gruzach Thin Lizzy zespole 21 Guns, Iron Maiden i Wishbone Ash.
Tylko, cholera, gdzie tu miejsce na Aśkę?
Coś, co ponoć miało być nowym otwarciem, stało się praktycznie drogą bez celu. Wiem, że najważniejszym jest, by gonić króliczka, ale nie da się lecąc w przeciwnym kierunku. Zamiast tego, co stanowiło o sile pierwszych płyt, dostaliśmy rozbudowaną słabość. Niestety. Muzyka na Arenie zabrnęła w zaułek zarezerwowany dla gatunku rockowego środka, gdzie konkurencja jest ogromna i często zdecydowanie lepsza. Wstawki muzyczne czerpiące z brzmień Wschodu wypadły dość tandetnie. Gitarowe harce z pogranicza latino boleśnie pokazały, że Santana jest tylko jeden.
Tyle muzycznie. Dla mnie najsmutniejsze jest to, że ta płyta z niczym się nie kojarzy. Nie przywołuje żadnych wspomnień. Z wyjątkiem okładki kojarzącej się z plującymi laserem Sfinksami z filmu Niekończąca się opowieść. Ale tam, gdzie kicz jest sztuką, nie trzeba gwiazd.
Ówczesna Asia nie potrzebowała gwiazdorskiego zaplecza, ale dobrych kompozycji.
Zamiast tego podała kompozycje długie.
I co? Ano nic.
1. Into the Arena 3:00
(Geoff Downes, John Payne, Elliott Randall, Tomoyasu Hotei)
2. Arena 5:16
(Geoff Downes, John Payne)
3. Heaven 5:17
(Geoff Downes, John Payne)
4. Two Sides of the Moon 5:22
(Geoff Downes, John Payne)
5. The Day Before the War 9:08
(Geoff Downes, John Payne)
6. Never 5:31
(Geoff Downes, John Payne)
7. Falling 4:57
(Geoff Downes, John Payne)
8. Words 5:18
(Geoff Downes, John Payne)
9. U Bring Me Down 7:07
(Geoff Downes, Aziz Ibrahim, John Payne)
10. Tell Me Why 5:14
(Geoff Downes, John Payne)
11. Turn It Around 4:28
(Geoff Downes, John Payne, Michael Sturgis)
12. Bella Nova 3:12
(Geoff Downes, John Payne)
2005 Inside Out Music remastered edition bonus tracks:
13. That Season 4:51
(Geoff Downes, John Payne)
14. Two Sides of the Moon (acoustic) 4:48
(Geoff Downes, John Payne)
Skład:
Geoffrey Downes – keyboards (all), drum programming (13);
John Payne – bass guitar (2, 8, 10-11, 13), lead vocals (2-11), solo guitar (3, 8, 10), acoustic guitar (5, 13);
oraz:
Michael Sturgis – drums (2-11);
Elliott Randall – lead guitar (4-6, 10-11, 13), guitar (2, 7), acoustic guitar (1, 3);
Aziz Ibrahim – lead guitar (5, 9), guitar (9), acoustic guitar (8), rhythm guitar (3-6, 8, 10-11);
a także:
Tomoyasu Hotei – lead guitar (1);
Luis Jardim – percussion (1, 2, 4, 13).
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.