1972
To jeden z tych albumów, który nie miał prawa się udać. Panowie kompletnie odjechali na wodzie ognistej i prochach. Dzisiaj nie wspominają nawet, jak powstały te piosenki, bo zwyczajnie nie pamiętają. Wracają jakieś rozmyte obrazy, zamroczone sceny. W sumie: zdjęcie wokalisty Ozzy'ego Osbourne'a na okładce chyba dobrze oddaje zarówno klimat pracy w studio, jak i samej muzyki. Zespół najwyraźniej poczuł się zbyt ograniczony stworzonym przez siebie i wypracowanym stylem, więc postanowił poszerzyć horyzonty.
Wyszło, jak wyszło. W sumie, o dziwo, wyszło nawet bardzo dobrze. Ale...
Moim skromny zdaniem, jeżeli jakiś wielbiciel muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej chciałby przeżyć swoją przygodę z Black Sabbath, powinien zacząć od tej płyty. Jest na niej wciąż rasowe, może nawet mocniejsze niż dotąd, granie, lecz równocześnie złagodzone, balladowo-nostalgiczne za sprawą panina i melotronu. Recenzent recenzent Rolling Stone napisał, że za sprawą licznych, genialnych solówek gitarowych te utwory są jak kawały płynnego metalu.
Płyta bez przeboju, która weszła do kanonu muzyki rockowej. W potężnym leksykonie 1001 albumów muzycznych. Historia muzyki rockowej autorzy napisali o niej:
Z powodu braku kultowych singli płyta Vol. 4 jest często pomijana. Nie ma piosenki, która mogłaby konkurować z popularnością „Paranoid" lub „Sweet Leaf"; jedynie „Snowblind" od czasu do czasu można usłyszeć w radiu. Siła płyty leży w w jej ciężkich kompozycjach i niewielkiej ilości eksperymentów. Zespół bawi się psychodelicznymi warstwami dźwięku („The Straigtener"), żywymi smyczkami („Laguna Sunrise") i nawet pokazuje lżejszą stronę – jak w zagranej na pianinie wolnej balladzie „Changes". W przeciwieństwie do późniejszych albumów grupy, ten pozostaje jednak w zgodzie z oryginalnymi, ponurymi i ciężkimi korzeniami zespołu."
Nie pamiętam, ile miałem wtedy lat, ale na pewno jeszcze były to czasy szkoły podstawowej, kiedy starszy brat cioteczny ściągnął ukryty na szczycie szafy winyl Vol. 4. Do dzisiaj nie wiem, skąd go miał. Nie interesował się muzyką. Chciał mi ją sprzedać. Nie miałem dwóch rzeczy: pieniędzy oraz pojęcia, co to jest Black Sabbath. Kiedy się dowiedziałem, mogłem chodzić w szkolnej glorii, że trzymałem tę płytę w rękach.
A kiedy po latach jej posłuchałem, od razu pokochałem Changes. I nie mogło być inaczej. Posłuchajcie krótkiego wstępu, a potem odpalcie sobie Niewiele Ci mogę dać zespołu Perfect.
Byłem wtedy zakochany w polskim rocku.
Muzyka: Black Sabbath (Geezer Butler, Tony Iommi, Ozzy Osbourne i Bill Ward); słowa: Geezer Butler.
1. Wheels of Confusion/The Straightener 8:02
2. Tomorrow's Dream 3:12
3. Changes 4:45
4. FX (Instrumental) 1:44
5. Supernaut 4:50
6. Snowblind 5:33
7. Cornucopia 3:55
8. Laguna Sunrise (Instrumental) 2:56
9. St. Vitus' Dance 2:30
10. Under the Sun/Every Day Comes and Goes 5:53
Skład:
Ozzy Osbourne – vocals;
Tony Iommi – guitars, piano, mellotron;
Geezer Butler – bass guitar, mellotron;
Bill Ward – drums, percussion.
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.