Ta płyta jest skazana na opisy porównawcze. Bo, chociaż minęło już ćwierć wieku, to Ritchie Blackmore jest wciąż utożsamiany z Deep Purple albo Rainbow, chociaż z żadnym z nich nie występował tak długo jak... właśnie z Blackmore's Night. Nieprawdopodobne. Wcielenie w średniowiecznego barda okazało się najbardziej trwałym i kontrowersyjnym jednocześnie. Chociaż akurat z tą kontrowersją to ja bym sobie podyskutował.
Przecież bardzo konkretne symptomy zamiłowania do takiego muzykowania Blackmore zdradzał właściwie od zawsze. Już pierwsze wcielenie Deep Purple chwilami o tym mówi. Oczywiście, to głównie w kompozycjach Rainbow, w całkowicie jego autorskim projekcie, przemycał akustyczne wstawki będące bardziej pełnoprawnymi miniaturami muzycznymi niż solówkami. Że o innych instrumentalnych kompozycjach teraz nie wspomnę. Przyjdzie na to czas. Ale przypomnijcie sobie jeszcze intro do utworu Anya z późniejszego okresu Deep Purple. Przecież ono brzmi jak przedsionek Blackmore's Night.
A potem, w 1995 roku, pojawiła się jeszcze jedna, doskonała płyta sygnowana znów Ritchie Blackmore's Rainbow a zatytułowana Stranger in Us All. Niestety, przeszła bez echa, a bardzo szkoda, bo to jej porażka zadecydowała o definitywnym(?) rozwiązaniu zespołu. Ale to właśnie na tej płycie jest już nie przedsionek, ale wręcz autostrada prowadząca do Blackmore's Night, czyli pieśń Ariel z wokalizą Candice Night, jej tekstem, a przede wszystkim jej muzyczną obecnością.
I tak już 25 lat. A właściwie prawie 30, bo zaczął się rok 2026. Państwo dorobili się domu, dwóch synów i kilkunastu studyjnych krążków, z których każdy jest wciąż słabej odbijającą kalką tego pierwszego.
Shadow of the Moon trafił w swój czas. Nawet jeżeli ortodoksyjni fani ostrego brzmienia odrzucili go na wstępie, po latach część przyznaje, że niesłusznie. Bo to dobra płyta była. I znów jest.
To nieprawda, że to album akustyczny. On zostawia takie wrażenie, ale całkiem sporo na nim elektrycznego grania, tylko bardziej w tle. Przecież pierwszy i tytułowy utwór brzmi jak odrzut z sesji Rainbow z damskim wokalem. Ten otwieracz, to zamykacz tamtego etapu, bo kiedy on wybrzmi, kiedy się wyciszy, dopiero wtedy zabrzmią rycerskie fanfary niczym inicjacja. To świetny zabieg, który zaprasza, a potem zatrzaskuje drzwi i już nie wypuszcza. Możesz próbować uciec, ale nie warto.
Ta płyta trafiła w swój czas. Taka muzyka była akurat bardzo popularna, szczególnie w Europie. Trafiła też w mój czas. Mniej więcej właśnie wtedy, razem z przyjacielem, zjeździliśmy Polskę z naszym cyrkiem. Tak to nazywaliśmy, chociaż ani cyrk nie był nasz, ani też cyrk nie był cyrkiem. Napisaliśmy scenariusz pokazów plenerowych dla konnych kaskaderów, dla grup rekonstrukcyjnych rycerskich (mieliśmy nawet strzelające średniowieczne armaty i muszkiety, a nawet żywe rycerskie szachy). Ozdobą całości były grupy taneczne w strojach z epoki. Zabawa była przednia, ale dość wyczerpująca więc po jakimś czasie stwierdziliśmy, że mężczyźni w pewnym wieku nie muszą już tułać się po całym kraju.
I właśnie wtedy ukazała się ta płyta, wypełniona nostalgiczną, chociaż przecież przebojową muzyką, wykonaną w sposób mistrzowski. Mam więc do niej słabość, która zostanie pewnie ze mną na zawsze.
Pewnie, że słyszałem Greensleeves w lepszych wersjach, że nigdy nie lubiłem zespołu Rednex i dlatego wolałbym, żeby zakończeniem była przeróbka Wish You Were Here z repertuaru Pink Floyd niż tej szwedzkiej, popularnej niegdyś grupy. Na dodatek moim ulubionym fragmentem płyty jest Ocean Gypsy, czyli kolejny cover, tym razem dawnej, dawnej formacji Renaissance, a więc wcale nie autorski kawałek Blackmore'a i Night. Ale to są drobiazgi, które nie psują ogólnego wrażenia.
To była najlepsza płyta w historii Blackmore's Night do czasu, kiedy w 2023 roku ukazała się jej odświeżona wersja. I chociaż nie jestem fanem takich zabiegów, to akurat tej muzyce wyszło to na zdrowie. Słychać, że Ritchie Blackmore rozebrał każdy utwór na czynniki pierwsze, poprzestawiał ścieżki instrumentów, wzmocnił i wyklarował brzmienie. Nie wiem, czy są tu jakieś współczesne dogrywki wokalu Candice, czy tylko wykorzystał alternatywne ścieżki z oryginalnych sesji, ale to nie ma znaczenia. Ta płyta teraz brzmi jeszcze lepiej, jeszcze jaśniej i, co zakrawa na absurd zważywszy z jakim rodzajem muzyki mamy do czynienia, jeszcze bardziej współcześnie.
To naprawdę świetne granie. Słychać, że oboje cieszyli się nowym otwarciem życia artystycznego i prywatnego. To płyta pełna radosnej pasji, skrząca się tym nieuchwytnym pięknem, które nazwane przez nieudolnego malarza staje się kiczem.
Tutaj malarz jest mistrzem.
PS. A nawiązując do malarstwa, to wolę mimo wszystko pierwszą wersję okładki (patrz obok), niż tę pokolorowaną (patrz niżej).
Za to muzyka, którą tu słyszycie, to właśnie nowy miks płyty.
PS 2. Oto, co napisał o tej płycie Wiesław Weiss w swojej Wielkiej Encyklopedii Rocka:
Zdecydowali, że będzie to muzyka inspirowana dorobkiem renesansu, wykonywana głównie na instrumentach akustycznych, pełna spokoju i słodyczy, pozwalająca słuchaczowi oderwać się od brutalnej rzeczywistości dwudziestowiecznego świata. (...) Nagrali go w swoim domu na Long Island przy świetle świec, w romantycznej atmosferze. (...) Osnowę stanowiły wysmakowane opracowania dzieł muzyki dawnej, np. Greensleeves, przypisywanego Henrykowi VIII, Renaissance Faire i The Clock Ticks On Thylmana Susato oraz Play Minstrel Play Pierre'a Attaiganta (z partią fletu w wykonaniu Iana Andersona z Jethro Tull) z dopisanymi przez Night tekstami, a także piękne gitarowe miniatury Blackmore'a, stylizowane na muzykę doby renesansu...
1. Shadow of the Moon 5:07
(Ritchie Blackmore, Candice Night)
2. The Clock Ticks On 5:14
(trad. by Tielman Susato, Ritchie Blackmore, Candice Night)
3. Be Mine Tonight 2:51
(Ritchie Blackmore, Candice Night)
4. Play Minstrel Play 3:58
(trad. by Pierre Attaingnant, Ritchie Blackmore, Candice Night)
5. Ocean Gypsy (Renaissance cover) 6:05
(Michael Dunford, Betty Thatcher)
6. Minstrel Hall (Instrumental) 2:36
(Ritchie Blackmore)
7. Magical World 4:01
(trad. Wassail, Ritchie Blackmore, Candice Night)
8. Writing on the Wall 4:35
(trad. by Pyotr Ilyich Tchaikovsky, Ritchie Blackmore, Candice Night)
9. Renaissance Faire 4:16
(trad. by Tielman Susato, Ritchie Blackmore, Candice Night)
10. Memmingen (Instrumental) 1:06
(Ritchie Blackmore)
11. No Second Chance 5:38
(Ritchie Blackmore, Candice Night)
12. Mond Tanz (Instrumental; Mondtanz being German for Moon Dance) 3:33
(Ritchie Blackmore)
13. Spirit of the Sea 4:50
(Ritchie Blackmore, Candice Night)
14. Greensleeves 3:47
(trad.)
15. Wish You Were Here (Rednex cover) 5:02
(Teijo Agélii-Leskelä)
Bonus track
US/UK editions
16. Possum's Last Dance (Instrumental) 2:42
(Ritchie Blackmore)
1999 Japanese edition
16. Minstrel Hall (strings version) (Instrumental) 2:34
(Ritchie Blackmore)
2023 25th Anniversary Edition
16. Shadow Of The Moon (Ritchie & Candice Anniversary Home Session 2022)
(Ritchie Blackmore, Candice Night)
17. Spirit Of The Sea (Ritchie & Candice Anniversary Home Session 2022)
(Ritchie Blackmore, Candice Night)
Wykonawcy:
Ritchie Blackmore – electric guitars, acoustic guitars, bass, mandolin, drum, tambourine;
Candice Night – lead vocals, backing vocals;
Pat Regan – keyboards;
Gerald Flashman – recorders, trumpet, French horns;
Tom Brown – cello;
Lady Green – viola, violins;
oraz
Ian Anderson – flute on Play Minstrel Play;
Scott Hazell – backing vocals on Play Minstrel Play.
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.