Za niecałe trzy miesiące w Polsce rozpocznie się stan wojenny, a tu Greg Lake debiutuje solową płytą zaczynając ją od Nuclear Attack.
Na tej płycie nic się nie zgadza. Jest pozszywana z wielu różnych kawałków, które, niczym artystyczny patchwork, udają całość. No bo... po kolei. Greg Lake nigdy dotąd nie był solistą. Specjalizował się w rocku progresywnym, że wspomnę o King Crimson i oczywiście Emerson, Lake & Palmer. Grał na basie. To wszystko wiadomo. I z tym 'wiadomo' postanowił zerwać raz na..., jak się okazało na chwilę, ale o tym potem.
Jak powiedziałem, na tej płycie nic się nie zgadza. Otwierająca piosenka to klasyk skomponowany i wypromowany przez Gary Moore'a. Przy czym mówimy tu o okresie w jego twórczości grubo przed Still Got The Blues, kiedy to jeszcze specjalizował się w ostrych brzmieniach mocno ocierających się o ostrza hard rocka. Kolejna pożyczka na tej płycie, to nigdy wcześniej nie wydana piosenka Boba Dylana przearanżowana na mniej więcej środkowy okres mocnego Thin Lizzy. Ponoć Dylan długo żałował, że oddał tę piosenkę w ręce Grega Lake'a, ale chyba nie spodziewał się, jaki los ją spotka. Jakby tego było mało, na płycie grają, oprócz już wspomnianego hard rockowego Gary'ego Moore'a, niemal wszyscy z ówczesnego składu zespołu Toto. A mówimy o okresie, kiedy panowie z Toto nagrywali płytę Turn Back, czyli najbardziej ostrą i głośną z początkowego okresu kariery. Africa była dopiero przed nimi. A do tego wszystkiego, okładkę debiutu Grega Lake'a zaprojektował ten sam facet, który jest odpowiedzialny za logo z języczkiem Rolling Stonesów. Mówiłem, że nic się tutaj nie pasuje?
A nie, przepraszam, jedno się zgadza: Greg Lake śpiewa. I to dobrze. To znaczy: i dobrze śpiewa, i dobrze że śpiewa. Bo właściwie, gdyby wynajął jakiegoś wokalistę, to nawet bym się nie zdziwił. Ale zatrzymał się w tym szaleństwie. W końcu to miał być jego debiut. Debiut zrywający z przeszłością.
I to mu się akurat udało. Tak kiepskich recenzji nie dostał chyba nigdy wcześniej. Ale chyba każdy z nas ma czasem ochotę pieprznąć to wszystko i wyjechać w Bieszczady.
Bo tak, trochę na poważnie, to ja go doskonale rozumiem. Wykończony fatalną atmosferą w zespole Emerson, Lake & Palmer, gdzie każdy każdemu skakał do gardła pod byle pretekstem, gdzie frustracja lała się szklankami jak najpodlejsza whisky, postawił na tym wszystkim wielką czarną krechę. No i musiał odreagować.
Wtedy, w 1981 roku, ta płyta była rozczarowującym szokiem. Ogólne wrażenie całkowicie przykrywało jej wspaniałe fragmenty, w których Greg Lake stawał się sobą sprzed czarnej krechy. Otwierający Nuclear Attack zaśpiewany jest genialnie i brzmi porywająco. A jest jeszcze It Hurts absolutnie w lirycznym stylu Emerson, Lake & Palmer. Owszem, brakuje tu wirtuozerii klawiszy Emersona, ale fantastyczna gitara Moore'a w pełni rekompensuje tę wyrwę.
A dalej jest naprzemiennie.
Po 45 latach ta płyta już nie szokuje. Nie dlatego, że się z nią oswoiliśmy, bo darmo jej okruchów szukać w jakiejkolwiek stacji radiowej. Po prostu ten krążek zapowiedział kierunek, w jakim podążyli Emerson, Lake & Palmer, gdy znów zeszli się w 1992 roku, by nagrać Black Moon. Poza tym Greg Lake miał, w tak zwanym międzyczasie, krótką przygodę z zespołem Asia poruszającym się wtedy w podobnych rejonach muzycznych.
Podsumowując i odpowiadając na pytanie, czy warto położyć tę płytę na talerzu: warto. Dla tego, co na tej płycie pasuje. Dla głosu Grega. Już trochę zmęczonego życiem, ale jeszcze wciąż wywołującym dreszcze, jak na dworze Karmazynowego Króla. A do tego są tu chłopaki z Toto i Gary Moore. Oni naprawdę umieją grać.
1. Nuclear Attack 4:32
(Gary Moore)
2. Love You Too Much 3:56
(Bob Dylan, Helena Springs, Greg Lake)
3. It Hurts 4:30
(Greg Lake)
4. Black and Blue 3:59
(Greg Lake)
5. Retribution Drive 5:05
(Greg Lake, Tony Benyon, Tommy Eyre)
6. Long Goodbye 4:00
(Greg Lake, Tony Benyon, Tommy Eyre)
7. The Lie 4:47
(Greg Lake, Tony Benyon, Tommy Eyre)
8. Someone 4:12
(Greg Lake, Tony Benyon, Tommy Eyre)
9. Let Me Love You Once Before You Go 4:21
(Steve Dorff, Molly Ann Leikin)
10. For Those Who Dare 3:51
(Greg Lake, Tony Benyon)
Wykonawcy:
Greg Lake – vocals;
Gary Moore – guitars;
Tristram Margetts – bass;
Tommy Eyre – keyboards;
Ted McKenna – drums;
oraz:
Steve Lukather – guitars;
Dean Parks – guitars;
Snuffy Walden – guitars;
David Hungate – bass;
Bill Cuomo – keyboards;
Greg Mathieson – keyboards;
Clarence Clemons – saxophone;
Willie Cochrane – pipes;
David Milner – pipes;
Michael Giles – drums;
Jode Leigh – drums;
Jeff Porcaro – drums.
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.