The Artwoods  płyty

The Artwoods - Art Gallery

1966

Przez wiele lat nie wiedziałem, co jest nie tak z tą płytą.
Był piątkowy wieczór. Zmieniałem pilotem kanały w telewizorze. Nagle na ekranie pojawiła się zacięta, pełna napięcia i twórczego bólu twarz. Mocno umalowane srebrem powieki i czarne obwódki oczu sprawiały dość trupie wrażenie, wzburzona fryzura na sekundę jakby zamarła. 
– To determinacja czy desperacja? – zapytała żona.
Marc Bolan właśnie składał się do wykonania piosenki Children of the Revolution. Wiedziałem, że żona ją lubi, bo przywołuje czasy szkolne. Są tacy, którzy lubią wspomnienia szkoły.
– A ten zawsze kojarzył mi się z Szalonym Kapelusznikiem – mruknęła wskazując na grającego na afrykańskich bębnach Mickeya Finna.
Skojarzenie nad wyraz trafne.


Od kilku dni wbiłem sobie do głowy, że wreszcie napiszę coś o płycie Art Gallery zespołu The Artwoods, zespołu otoczonego w Polsce legendą (oczywiście w kręgach mocno starszego pokolenia), a to za sprawą trasy koncertowej po naszym kraju w 1966 roku. Co interesujące, właściwie The Artwoods przyjechali jedynie jako support (nie jedyny zresztą), zaś główną atrakcją miał być bitelsowsko brzmiący Billy Kramer & The Dakotas.
Tylko, że tej gwiazdy wieczoru nikt już nie pamięta. Może i słusznie. Członkowie tego zespołu, oprócz licznych przebojów, wsławili się odrzuceniem piosenki Paula McCartneya zatytułowanej Yesterday, a skomponowanej specjalnie na ich zamówienie. Taka ciekawostka.

 

Support, czyli The Artwoods, chociaż nagrał tylko jedną płytę, chociaż nigdy nie odniósł sukcesu na miarę Billy Kramer & The Dakotas, zostawił po sobie wspomnienia, które żyją do dzisiaj. Ale, czy mogło stać się inaczej? W 1966 roku Beatlesi nie brzmieli już jak Beatlesi, a tym bardziej nie jak Billy Kramer & The Dakotas. A mimo wszystko mieliśmy dopiero rok 1966, a tu nagle na scenę wjechali muzycy grający tak, jak słychać z głośników. To musiało robić wrażenie. Ba, to wbijało w fotele, a potem z nich wybijało na parkiet.
Bo też, chociaż The Artwoods tworzyli młodzi ludzie, to przecież byli to już doświadczeni wyjadacze, mający już całkiem bogate biografie sceniczne w różnych formacjach.

 

Najczęściej w tym momencie pada oczywiście nazwisko Jona Lorda, późniejszego klawiszowego filaru zespołu Deep Purple. Daje on na tej płycie taki pokaz swoich umiejętności, że proszę siadać, ale też łatwiej teraz uwierzyć, że Purple nie wzięli się z niczego. A skoro o tym mowa, to warto przypomnieć, że podczas gdy The Artwoods supportowali Billy Kramer & The Dakotas, to ich supportowała ówczesna narzeczona Jona Lorda, niezwykle swego czasu popularna także u nas Elkie Brooks.


Liderem The Artwoods i wokalistą był człowiek, który dał nazwę zespołowi, czyli Art Wood, najstarszy z braci Wood, z którego to rodzeństwa wywodzi się najmłodszy Ron Wood, gitarzysta Rolling Stonesów i nie tylko. A słuchając głosu Arta naprawdę należy żałować, że po niepowodzeniu The Artwoods wrócił do wyuczonego zawodu, grafika komputerowego (tak, tak, już wtedy) i udzielał się wokalnie jedynie od czasu do czasu, za to całkowicie amatorsko. Głosiko to on miał niesamowite i go nie oszczędzał. Jeżeli tak brzmiał na koncercie, to można było oszaleć.


A skoro tak rozmawiamy sobie o twórcach tej niedocenionej płyty, to proszę zwrócić uwagę na perkusistę. Keef Hartley. To on zastąpił Ringo Starra w zespole Rory Storm and the Hurricanes, gdy Ringo odszedł do The Beatles. Po upadku The Artwoods perkusista powołał swój własny band, z którym wylądował natychmiast na legendarnym festiwalu w Woodstock, a potem nagrywał rewelacyjne płyty mocno osadzone w stylu wypracowanym wcześniej przez The Artwoods.


No to, co jest do cholery nie tak z tą płytą?
Ano, pewnie, nic. Stylistycznie to ona lokuje się między The Animals, Rolling Stones, Them (a raczej ich wokalistą Vanem Morrisonem). Brzmi do dzisiaj rewelacyjnie. I, co rzadkie wtedy, udało się uchwycić tę niesamowitą pasję grania, która udzielała się publiczności na koncertach. Wiele zespołów poległo na tym, że nie potrafiło odtworzyć w studio swojej żywiołowości. A to wszystko jest. To wszystko się zgadza. Tego wszystkiego się słucha. I to wszystko się słyszy. 


Niektórzy twierdzą, że porażka płyty wynikała z doboru repertuaru, czyli na bazowaniu na coverach. Może, chociaż jest to nieco dyskusyjne, bowiem tak robili wtedy wszyscy. Pewnie jeden czy dwa autorskie kawałki by tej płycie nie zaszkodziły, ale tego nigdy się nie dowiemy. Natomiast jest jedna ważna rzecz, która bardzo różni tę płytę, od płyt innych, popularniejszych wykonawców. Większość coverów zamieszczonych na albumie Art Gallery zostałaby zapomniana, gdyby chłopaki z The Artwoods nie dali im drugiego życia. I tej zasługi nikt im nie odbierze.


A, że się nie udało? Może to dobrze, bo przecież członkowie zespołu zrealizowali się w innych projektach. A czy mogło się udać? Show biznes to bardzo kapryśny dzieciak. To znaczy, wtedy jeszcze dzieciak, a dzisiaj coraz bardziej złośliwy i nieprzewidywalny starzec. Dla tego rozkapryszonego biznesu chłopaki z The Artwoods byli zbyt zwyczajni. Za mało wyraziści, za spokojni. Wyżywali się na scenie, a potem rozchodzili się do domów. Zabrakło albo tej iskry szaleństwa, która mogłaby podpalić lont, albo... nikt akurat nie miał danego lontu pod ręką.


Tym dzieciom nie dana była rewolucja. Jeszcze nie.


1. Can You Hear Me

     (Allen Toussaint)

2. Down In The Valley

     (Bert Berns, Solomon Burke)

3. Things Get Better

     (Eddie Floyd, Steve Cropper, Wayne Jackson)

4. Walk On The Wild Side

     (Elmer Bernstein, Mack David)

5. I Keep Forgettin'

     (Jerome "Jerry" Leiber; Mike Stoller)

6. Keep Lookin'

     (Delores Burke, Mark Burke, Solomon Burke)

7. One More Heartache

     (Marvin Tarplin, Robert Rogers, Ronald White, Smokey Robinson, Warren Moore)

8. Work, Work, Work

     (Naomi Neville)

9. Be My Lady

     (Al Jackson Jr., Booker T. Jones, Donald "Duck" Dunn, Steve Cropper)

10. If You Gotta Make A Fool Of Somebody

     (Rudy Clarke)

11. Stop And Think It Over

     (Nat Jones)

12. Don't Cry No More

     (Deadric Malone)


Skład:
Art Wood – vocals;
Derek Griffiths – guitar;
Malcolm Poole – bass guitar;
Jon Lord – organ;
Keef Hartley – drums.


 

06 września 2025

The Artwoods - Art Gallery

Domyślna treść artykułu.


W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.