z Traveling Wilburys

Jeff Lynne - płyty

Jeff Lynne

Rocznik 1947.

 

Był taki czas, kiedy z radością sięgałem po każdą płytę naznaczoną jego nazwiskiem. Byłem i jestem mu wdzięczny za wyciągnięcie z artystycznego niebytu wielu postaci należących, jak się mogło wydawać, do zapominanej przeszłości. To on nie pozwolił im odejść. To on tchnął ducha lat osiemdziesiątych w przykurzone kompozycje tkwiące mentalnie w początkach drugiej połowy XX wieku. 


Kiedy znudziło mu się produkowanie muzyki pod szyldem Electric Light Orchestra, wyciągnął dłoń do swoich idoli. To jemu ponowny sukces zawdzięczał George Harrison, to dzięki niemu tryumfalnie powrócił Roy Orbison, to on namówił do powrotu Dela Shannona. To on wreszcie skłonił byłych Beatlesów do odkurzenia szyldu i przygotowania cyklu albumów pod wspólnym szyldem Anthology oraz wyprodukowania całkiem nowych piosenek posiłkując się niekończonymi utworami Johna Lennona. No i on w końcu współstworzył genialny projekt Travelling Wilbourys. Kiedyś o tym wszystkim porozmawiamy.


Przez jakiś czas wierzyłem temu człowiekowi bez wątpliwości. Te pierwsze pojawiły się, gdy wyprodukował właśnie nowe piosenki Beatlesów. Niestety, ale bardziej brzmiały one jak Electric Light Orchestra kopiująca Beatlesów, niż kompozycje autorskie. 
Gdy po wielu latach słucha się tych wszystkich płyt spod ręki Jeffa Lynne'a, wraca ten sam zarzut. Absolutnie nie umniejsza on roli, jaką Lynne odegrał w tamtym czasie. Szkoda, że te albumy brzmią tak łudząco podobnie.

 

A przecież nie zawsze tak było. Jeff potrafił, jeszcze jako bardzo młody szczeniak, odnaleźć się w psychodelicznym Idle Race, rockowym Move, art rockowym a później popowo-nowofalowym (żeby nie napisać dyskotekowym) Electric Light Orchestra. Ale potem skupił się na pracy producenta. Sukces gonił sukces, a Jeff Lynne przestał gonić za światem. Dwie solowe płyty długogrające (o wszesnych singlach nie wspominam, bo to był jakiś koszmar) jedynie potwierdziły  zasklepienie w skostniałej formule. Ugruntowała je reaktywacja ELO i późniejszy klon Jeff Lynne's ELO


I coraz rzadziej wracam do tych płyt. Ale szacunek dla człowieka pozostał.


Dyskografia solowa:

albumy

 

single

  • Doin' That Crazy Thing (1977)
  • Video! (Electric Dreams: Original Soundtrack from the Film) (1984)
  • Every Little Thing (1990)
  • Lift Me Up (1990)

 

kompilacje

  • A Message From The Country - The Jeff Lynne Years 1968-1973 (1989)
  • Forgotten Genius (1998)

 

14 czerwca 2026

Lynne Jeff

Domyślna treść artykułu.


W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.