Tony Iommi  płyty

Ta płyta powinna nosić tytuł Dlaczego?, a w domyśle, czy może nawet w podtytule, należałoby umieścić dopisek Dlaczego nie odpowiadasz na pytania dlaczego?. Bo to płyta pełna znaków zapytania. Powstała ćwierć wieku temu i teraz, w roku 2025, mogę z pełną odpowiedzialnością napisać, że czas nie dostarczył odpowiedzi. Zrodził natomiast kolejne pytanie zaczynające się od dlaczego.


Pierwsze i najważniejsze dlaczego brzmi: dlaczego w ogóle?. Dla przypomnienia: Tony Iommi to mózg muzyczny fabryki nazywanej Black Sabbath. I naprawdę nie ma nic dziwnego w tym, że członkowie różnych formacji, także ich liderzy, nagrywają solowe płyty. Nie zdziwiłbym się, gdyby taka rzecz skusiła Iommiego, gdy rozleciał się pierwszy skład zespołu, odszedł Ozzy Osbourne, którego głos wznosił kompozycje Sabbathów na niedostępny dla innych poziom. Ale Tony zreorganizował zespół, znalazł równie charyzmatycznego wokalistę. Dla mnie w porządku. Lecz Ronnie James Dio, bo o nim mowa, po kilku świetnych krążkach również opuścił zespół. Także wtedy Iommi nie uległ pokusie, ale przygarnął Iana Gillana osieroconego przez konkurencyjną kapelę Deep Purple. To był alians na miarę skrzyżowania Czterech pancernych i psa ze Stawką większą niż życie (jaka szkoda, że Stanisław Mikulski nie zgodził się wystąpić w roli Hansa Klossa w odcinku Zakład o śmierć).

Ja osobiście bardzo żałuję, że ta odsłona Black Sabbath trwała tak krótko. Jedna płyta i jedna trasa. Koniec.


No i wtedy to już Black Sabbath rozwalił się kompletnie. Tony Iommi został sam i zaczął nagrywać solową płytę. Nawet ją ukończył. Co prawda, przez układy komercyjno-kontraktowe musiał zrezygnować z udziału niektórych wokalistów zaproszonych do współpracy, ale Glenn Hughes miał i ma głosisko wyhodowane na metalu.

A jednak solowa płyta się nie ukazała. Ulegając presji koncernów muzycznych Tony Iommi przywalił na krążku Seventh Star szyld Black Sabbath i tak zostało na wieki. Ale...


No właśnie, ale od tej chwili Black Sabbath stał się swoistą efemerydą, konglomeratem różnych składów osobowych, nagrywającym lepsze i słabsze płyty, ale zawsze pod wodzą, okiem i uchem Tony'ego. Już nie ulegało wątpliwości, że to on jest szefem i bez jego zgody nic nie trafi na kolejny album.
Po co więc mu była akurat w tym momencie solowa płyta, w momencie, gdy znów udało się połączyć kropki i Black Sabbath wrócił na scenę i do studia w oryginalnym, podstawowym składzie z Ozzym przy mikrofonie?


Oczywiście, nasuwa się odpowiedź, że na chwilę chciał się oderwać od Black Sabbath, ale dlaczego – w takim razie – Who's Fooling Who śpiewa Ozzy Osbourne, na perkusji wywija oryginalny bębniarz Sabbathów czyli Bill Ward, a sam utwór brzmi jak Black Sabbath z najwspanialszych muzycznych wspomnień? I jeszcze te dzwony na początku niemal żywcem wycięte z zespołowego debiutu zatytułowanego po prostu Black Sabbath.


Kolejne dlaczego jest dyskusyjne, bo każdemu podoba się co innego i także kolejne inkarnacje Black Sabbath mają swoich zwolenników, nie sposób jednak – tak mi się wydaje – zaprzeczyć, że muzycznie kapela zaliczała wzloty i upadki płytowe. No więc, dlaczego te upadki, skoro w głowie Tony'ego Iommiego było tyle genialnych pomysłów? Bo ta płyta jest fantastycznie dobra. Była taka w 2000 roku i jest taka 25 lat później. Wciąż brzmi świeżo, energetycznie, potężnie. Po prostu cudownie. Tony Iommi zaszczepił w niej patent sprawdzony na kilku płytach Carlosa Santany, w myśl którego każdy utwór śpiewa inny wokalista. Cóż, w historii Black Sabbath było tylu wokalistów... Dlaczego więc solowa płyta, skoro i tak brzmi w całości jak jedno z najlepszych dokonań Black Sabbath? Ba, brzmi bardziej jak Black Sabbath niż niejedna płyta podpisana Black Sabbath, ze wspomnianą już chociażby Seventh Star na czele.


Ale, parafrazując Stanisława Bareję, żeby Wam dlaczego nie przysłoniły pewników. Te pytania w najmniejszym nawet stopniu nie mają na celu umniejszenia jakości albumu. Jest on spójny, ciężki i pomysłowy. Chociaż osadzony mocno w korzeniach, to jego gałęzie cudownie czerpią powietrze ze współczesnych brzmień. To jeden z tych krążków, których chce się słuchać do znudzenia, ale zachodzi obawa, że ten się tak łatwo nie znudzi. Jest cudownie barwny, chwilami zaskakujący. Owszem, solówki Tony'ego brzmią tak, jak nas do tego przyzwyczaił, ale kilka genialnych solówek wycina tu za niego Brian May z niezapomnianego Queen, a czasem, w najbardziej niespodziewanych momentach, Tony w ogóle rezygnuje z solówki zostawiając słuchacza z rozdziawioną gębą, bo przecież tu powinno coś być!

A jednak niczego nie brakuje.


Świetna płyta.

I ostatnie dlaczego, dokładnie to zaznaczone we wstępie tekstu: dlaczego przez 25 lat nie doczekaliśmy się kontynuacji?


1. Laughing Man (In the Devil Mask) 3:42

     (Tony Iommi, Henry Rollins, Bob Marlette)
Henry Rollins – vocals
Terry Phillips – bass
Jimmy Copley – drums

2. Meat 4:55

     (Tony Iommi, Skin, Bob Marlette)    
Skin – vocals
Martin "Ace" Kent – additional guitars
Bob Marlette – bass
John Tempesta – drums

3. Goodbye Lament 4:52

     (Tony Iommi, Dave Grohl, Bob Marlette)
Dave Grohl – vocals, drums
Brian May – additional guitars
Laurence Cottle – bass

4. Time Is Mine 4:58

     (Tony Iommi, Phil Anselmo, Bob Marlette)    
Philip Anselmo – vocals
Laurence Cottle – bass
Matt Cameron – drums

5. Patterns 4:22

     (Tony Iommi, Serj Tankian, Bob Marlette)
Serj Tankian – vocals
Laurence Cottle – bass
Jimmy Copley – drums

6. Black Oblivion 8:22

     (Tony Iommi, Billy Corgan)
Billy Corgan – vocals, bass, additional guitars
Kenny Aronoff – drums

7. Flame On 4:31

     (Tony Iommi, Ian Astbury, Bob Marlette)
Ian Astbury – vocals
Brian May – additional guitars
Laurence Cottle – bass
Matt Cameron – drums

8. Just Say No to Love 4:29

     (Tony Iommi, Peter Steele, Bob Marlette)
Peter Steele – vocals, bass
Laurence Cottle – bass
Matt Cameron – drums

9. Who's Fooling Who 6:12

     (Tony Iommi, Ozzy Osbourne, Bob Marlette)
Ozzy Osbourne – vocals
Laurence Cottle – bass
Bill Ward – drums

10. Into the Night

     (Tony Iommi, Billy Idol, Bob Marlette)
Billy Idol – vocals
Ben Shepherd – bass
Matt Cameron – drums.


Wykonawcy:
Tony Iommi – gitara;
Bob Marlette – gitara basowa (2), keyboard;
Terry Phillips – gitara basowa (1);
Jimmy Copley – perkusja (1);
Henry Rollins – śpiew (1);
John Tempesta – perkusja (2);
Martin Kent – gitara (2);
Skin – śpiew (2);
Dave Grohl – śpiew, perkusja (3);
Phil Anselmo – śpiew (4);
Jimmy Copley – perkusja (5);
Serj Tankian – śpiew (5);
Kenny Aronoff – perkusja (6);
Billy Corgan – gitara, śpiew (6);
Brian May – gitara (3, 7);
Ian Astbury – śpiew (7);
Laurence Cottle – gitara basowa (3, 4, 5, 7, 8, 9);
Bill Ward – perkusja (9);
Ozzy Osbourne – śpiew (9);
Peter Steele – gitara basowa (10), śpiew (8);
Matt Cameron – perkusja (4, 7, 8, 10);
Billy Idol – śpiew (10).


17 października 2025

Tony Iommi - Iommi

Domyślna treść artykułu.


W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.