Rocznik 1945.
Zdecydowanie kocham tego faceta. Za całokształt. Co nie znaczy, że bezkrytycznie kupuję cały jego repertuar, ale akceptuję jego podejście do życia i kariery. A przede wszystkim do muzyki.
Wychowywał się w domu, gdzie muzyka po prostu grała. Muzykami byli dziadkowie, rodzice, bracia, wujkowie... Jedni grali profesjonalnie, inni częściowo, ale najważniejsza była różnorodność. Matka na pianinie grywała klasykę, ojciec preferował jazz, reszta rodziny różnie. Co kto lubił. I mały Russ to chłonął. Miał 14 lat, gdy komponował swoje pierwsze melodie. Jedną z nich kupili od niego i nagrali The Shadows występujący wtedy z Cliffem Richardem. Gdy miał 16 lat odmówił przystąpienia do zespołu The Outlaws. Grał wtedy z kumplami w szkolnej kapeli i nie chciał odchodzić. Zamiast niego, The Outlaws przyjęli innego gitarzystę. Nazywał się Ritchie Blackmore. Spotkali się nawet. I już.
Grał w kilku innych zespołach. Komponowane przez niego piosenki trafiały na single, a te na listy przebojów. Na krótko zagościł w The Zombies, gdzie poznał Roda Argenta. Wkrótce obaj odeszli tworząc zespół Argent. Grali razem mniej więcej cztery lata, kiedy zupełnie nagle Russ Ballard postanowił odejść. I to właśnie wtedy, gdy zespół odnosił swoje największe sukcesy... Ale on chciał grać inną, bardziej swoją, ostrzejszą, agresywniejszą i prostszą muzykę.
Nagrał pierwszą solową płytę. Może bardzo ostro nie było, ale nagrał ją właściwie sam. Dla własnej przyjemności. Chciał wrócić na trasę z nowym materiałem, gdy urodził mu się syn. Jak twierdzi, nie był na to kompletnie przygotowany. Zamiast ruszyć w trasę, przez 11 lat komponował, nagrywał płyty. Koncertował sporadycznie. Nie chciał stracić dzieciństwa swojego syna.
Płyty sprzedawały się różnie, ale ich potencjał dostrzegli inni muzycy. Nagle jego piosenki zaczęli nagrywać wykonawcy ze szczytów list przebojów. Stał się trochę kimś takim, jak J.J. Cale dla bluesa. Komponował, nagrywał, ale to inni popularyzowali jego piosenki. Przykładów jest bez liku.
Zacznijmy od tego, że Ritchie Blackmore, który już dawno porzucił The Outlaws, po odejściu z Deep Purple, założył Rainbow. A kiedy Rainbow na gwałt potrzebował przeboju wyciągnął Since You Been Gone a potem I Surrender. Obie autorstwa Russa Ballarda. Gdy Frida, po rozpadzie Abby, potrzebowała hitu na solowy album, razem z Philem Collinsem nagrali I Know There's Something Going On. Jeden ze sztandarowych przebojów grupy Kiss, czyli God Gave Rock N' Roll to You też wyszedł spod ręki Russa Ballarda. Wprawdzie nagrał go jeszcze z zespołem Argent, ale satysfakcja i pieniądze były niemałe.
Jest rok 2025. Russ Ballard ma 80 lat i właśnie wydał kolejną płytę. Twierdzi, że najlepszą w swoim życiu. Tak zresztą mówił po wydaniu każdej kolejnej. Dopiero po jakimś czasie przyznawał, że teraz chętnie byś coś tam na tej poprzedniej poprawił, zagrał inaczej. Ale, jak mawia, to normalne. Gdybyś nie chciał niczego poprawiać na już wydanej płycie, nie miałbyś powodu, by nagrywać następną.
Płyty studyjne solo:
Live:
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.