Jestem wzrokowcem. Lubię, gdy płyta mi się podoba. Wzrokowo. Za dawnych lat, których już nie pamiętają najstarsze dzieci, gdy w radiu grała jakaś muzyka, gapiłem się przez okno. Za oknem był park. Drzewa każdego dnia wyglądają inaczej. Drzewa mają więcej pór roku niż prymitywny ludzki rok.
Nagrywałem całe albumy na kasety, a potem robiłem okładki. Bez internetu, bez ojca marynarza, bez komisu z płytami, nie miałem pojęcia, jak wyglądają oryginały. Czasem drukowali je przy recenzjach w kolorowych tygodnikach. Ale kolorowe tygodniki można było tylko nieco łatwiej kupić niż zachodnie płyty.
Nie pamiętam, jaką okładkę zrobiłem dla pierwszej płyty Dead Can Dance.
Gdy po latach trafiłem na oryginalne wydanie, sama muzyka nie robiła już na mnie takiego wrażenia, jak za pierwszym razem. Chociaż surowa koperta z czarno-białą fotografią aborygeńskiej maski pasuje do klimatu, nie podobała mi się. Prawdopodobnie, gdybym przed laty słuchał muzyki australijskiego duetu chronologicznie, nie zwróciłbym na nich uwagi i nie sięgnął już po kolejne nagrania.
Na debiutanckim albumie jest dużo tych elementów, które mnie drażniły w muzyce lat osiemdziesiątych. Wiele tu nawiązań do Joy Division, jeszcze więcej do Bauhaus, doprawione to wszystko odrobiną nonszalancji The Smiths. Bardzo lubię Joy Division i Bauhaus (?), ale wybiórczo. Kocham The Smiths za gitary Johnny'ego Marra. I wystarczy.
Ale ja pierwszą płytę Dead Can Dance poznałem jako trzecią w kolejności, a może nawet czwartą, jeśli liczyć Garden of the Arcane Delights, czyli EP-kę z tego samego roku co debiut. I już byłem pod urokiem tej muzyki, ten dziwny świat mnie wciągnął i długo nie wypuszczał. Z radością ustawiłem na półce kolejną kasetę, której mogłem jej słuchać o każdej porze. Głównie nocy.
Bo to nie jest zła płyta. Chwilami cudnie surowa, gdy perkusję udają puste beczki i puszki, chwilami zadumana, gdy Lisa śpiewa Ocean. Ale po latach gdzieś już rozwiała się magia. I coraz rzadziej do niej wracam. Chociaż rytm w East of Eden wciąż potrafi hipnotyzować.
1. The Fatal Impact 3:21
2. The Trial 3:42
3. Frontier 3:13
4. Fortune 3:47
5. Ocean 3:21
6. East of Eden 3:23
7. Threshold 3:51
8. A Passage in Time 4:03
9. Wild in the Woods 3:46
10. Musica Eternal 3:52
Skład:
Lisa Gerrard – vocal;
Brendan Perry – vocal, guitars;
Peter Ulrich – drums;
Paul Erikson – bass guitar;
James Pinker – percussion;
Scott Rodger – bass.
(podczas nagrywania albumu w Anglii Paul Erikson zrezygnował i wrócił do Australii; wtedy zastąpił go Scott Rodger)
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.