z Wings

Paul McCartney  płyty

Paul McCartney - Flaming Pie

1997

Przez chwilę zastanawiałem się, czy napisać, skąd się wziął pomysł na tytuł tej płyty. A potem przypomniało mi się przypadkowe spotkanie gdzieś w Polsce, w szkoleniowej przestrzeni hotelowej. Przestrzeń była mocno nocna i nieco po godzinach. Siedziałem w fotelu samotnie już dopijając ostatnie piwo. Od sąsiedniego stolika podniósł się młody człowiek, młody w stosunku do mnie, bo pewnie miał już ze ćwierć wieku za sobą.
– Można? – zapytał.
Nie było można, ale zostałem wychowany w manierach przedwojnia. Wskazałem wolny fotel.
– Przepraszam, ale słyszałem państwa rozmowę. Pan interesuje się muzyką... – zagadnął i poszło. Bo on też się interesuje. Trochę poopowiadał o sobie, trochę nie bardzo wiem, o czym. – Bo wie pan, mnie interesuje taka inna muzyka.
Dla mnie nie ma innej muzyki. Chyba że człowiek miał na myśli disco polo, wtedy moje dobre wychowanie weźmie w łeb.
– To znaczy taka mniej popularna – tłumaczył niezmordowanie. – Na przykład niedawno odkryłem taki mało znany zespół sprzed lat. Nazywali się
The Beatles.
Przez chwilę podziwiałem siłę dobrego wychowania.
Naprawdę nie pamiętam, co jeszcze mówił, kiedy i w jaki sposób się rozstaliśmy. To jedno jego wyznanie zaważyło na całym wspomnieniu.


Żeby było jasne. Chociaż wydaje mi się to niemożliwe, dopuszczam, że są ludzie, którzy nigdy nie słyszeli o The Beatles. Dopuszczam, że są ludzie, którzy nigdy nie usłyszą świadomie ich muzyki. To nie jest obowiązkowe. Ale niech żadna z tych osób nie zaczyna rozmowy od deklaracji, że interesuje się muzyką. W domyśle rozrywkową.
 

Ten zdecydowanie przydługi wstęp służy usprawiedliwieniu, że mimo wszystko napiszę o genezie nazwy The Beatles (nawet jeżeli ta geneza bardziej by pasowała do rozdziału o Beatlesach). Otóż młodzi ludzie z Liverpoolu na początku kariery zmagali się z wybraniem nazwy zespołu. Spróbowali kilku, ale żadna nie chwyciła. W 1961 roku w gazecie Mersey Beat ukazała historyjka Johna Lennona, jak to we śnie ukazał mu się facet na płonącym cieście (flaming pie) i powiedział: Od dzisiaj jesteście The Beatles przez a.
Dla wyjaśnienia: tak zapisany wyraz w języku angielskim nic nie znaczy, w przeciwieństwie do beetles – po polsku chrząszcze lub żuki, skąd wzięła się nazwa polskiego cover-bandu.


Paul McCartney doskonale wiedział, że nagrał bodaj najbardziej beatlesowską płytę w swojej solowej karierze. Tytuł nie był więc przypadkiem.
Zawartość płyty też przypadkowa nie była. Zaproszony gość też nie był przypadkowy. Nazywał się
Ringo Starr. Przez poprzednie dwa lata McCartney zmagał się w wydaniem cyklu albumów The Beatles Anthology. Przekopywał się przez stosy taśm, zapisów wideo, wspomnień i retrospekcji. To musiało się tak skończyć. Zaprosił jeszcze do współpracy lidera zespołu Electric Light Orchestra, muzyka, który od zawsze deklarował wierność Beatlesom. Jeff Lynn, bo o nim mowa, już wcześniej uczestniczył w nagraniach członków Wielkiej Czwórki. Produkował muzykę George'a Harrisona, płyty Ringo Starra, z Harrisonem współtworzył zespół gwiazd Travelling Wilbourys. Na albumy The Beatles Anthology wyprodukował nowe piosenki Beatlesów wykreowane z taśm zostawionych przez nieżyjącego już Johna Lennona.
Czekałem na tę płytę. Kupiłem ją, a potem...


Byłem wtedy dziennikarzem i dorabiałem, gdzie się dało. Na słuchanie muzyki, takie prawdziwe słuchanie, nie było czasu. Wprawdzie prowadziłem w radiu audycje muzyczne, ale były one poświęcone wykonawcom mojej młodości i wcześniejszym. Nowości nie mieściły się w profilu. Nawet nie pamiętam, czy chociaż raz przesłuchałem wtedy Flaming Pie. Może nie? A potem nawarstwiło się jeszcze więcej nowości, a potem były kolejne.


Życie jest pełne paradoksów. Kiedy McCartney wreszcie nagrał taką płytę, na jaką czekałem, nawet jej nie odtworzyłem. Przez całe lata.
A jest taka piękna. Oczywiście przede wszystkim dla zagorzałych fanów
The Beatles, bo do nich jest skierowana. Brzmi beatlesowsko, ale współcześnie. Jeff Lynn na szczęście pozbył się nawyków z późnych płyt Electric Light Orchestra i wyhamował nieco z eksponowaniem monotonnego rytmu automatu perkusyjnego. Dzięki temu wciąż nagrania nie zestarzały się i wciąż działają bezpretensjonalną radością. 


Jeżeli czegoś żałuję, to tego, że ta płyta ukazała się tak późno, a ja jeszcze bardziej przesunąłem ją w czasie. Nie nauczyłem się jej. Nie znam słów. Nie wiem, kiedy wejdzie gitara, kiedy fortepian. Ale pracuję nad tym. I tylko dni coraz krótsze. A chciałbym napisać o jeszcze kilku mało znanych wykonawcach i ich płytach.


Prawie wszystkie piosenki Paula McCarneya z wyjątkiem wskazanych w opisie:


1. The Song We Were Singing 3:54
2. The World Tonight 4:04
3. If You Wanna 4:37
4. Somedays 4:15
5. Young Boy 3:54
6. Calico Skies 2:32
7. Flaming Pie 2:29
8. Heaven on a Sunday 4:26
9. Used to Be Bad 4:12

duet with Steve Miller 
(Paul McCartney, Steve Miller) 

10.  Souvenir 3:40
11. Little Willow 2:58
12. Really Love You 5:18

(Paul McCartney, Richard Starkey) 

13. Beautiful Night 5:04
14. Great Day 2:09


Muzycy:

Paul McCartney – lead vocal, harmony vocal, electric guitar, acoustic guitar, bass guitar, double bass, drums, harmonium, piano, twelve-string guitar, Spanish guitar, Hammond organ, knee slap, Fender Rhodes, harpsichord, vibraphone, mellotron, backing vocals
 

Jeff Lynne – harmony vocal, electric guitar, acoustic guitar, keyboard, backing vocals, spinette, harpsichord
 

Steve Miller – harmony vocal, electric guitar, acoustic guitar, backing vocal, rhythm guitar, lead vocal on "Used to Be Bad"
 

Keith Pascoe, Jackie Hartley, Rita Manning, Peter Manning, Marcia Crayford, Adrian Levin, Belinda Bunt, Bernard Patridge, Jackie Hartley, Keith Pascoe, David Woodcock, Roger Garland, Julian Tear, Briony Shaw, Jeremy Williams, David Ogden, Boguslav Kostecki, Maciej Rakowski, Jonathan Rees – violin
 

Christian Kampen, Martin Loveday, Anthony Pleeth, Stephen Orton, Martin Loveday, Robert Bailey – cello


Peter Lale, Levine Andrade, Robert Smissen, Stephen Tess, Levine Andrade, Philip Dukes, Ivo Van Der Werff, Graeme Scott – viola
 

Martin Parry, Susan Milan, Andy Findon, Michael Cox – flute
 

Skaila Kanga – harp
 

Roy Carter – oboe, English horn
 

Linda McCartney – backing vocals
 

James McCartney – electric guitar
 

Michael Thompson, Richard Bissill, Richard Watkins, John Pigneguy – French horns
 

Chris 'Snake' Davis, Dave Bishop – saxophone
 

Ringo Starr – drums, percussion
 

John Barclay, Kevin Robinson, Andrew Crowley, Mark Bennett – trumpet
 

Richard Edwards, Andy Fawbert – trombone
 

Michael Thompson, Richard Watkins, Nigel Black – horns
 

Chris Laurence, Robin McGee – double bass
 

David Theodore – oboe


 

20 stycznia 2025

Paul McCartney - Flaming Pie

Domyślna treść artykułu.


W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.