Phillip Goodhand-Tait raczej nie jest postacią powszechnie znaną. Trochę niesłusznie, bo to on stoi za produkcją niektórych albumów Venom, Magnum, Climax Blues Band i kilku innych. To on grał na klawiszach na Spanish Train and Other Stories czyli drugim albumie w dyskografii Chrisa de Burgha. To wreszcie dzięki niemu chłopaki z Camela nagrali swój debiutancki album. Andrew Latimer (gitara), Andy Ward (perkusja) i Doug Ferguson (bas) nazywali się wtedy jeszcze The Brew, ale ta nazwa i tak nie pojawiła się na kopercie albumu z 1971 roku sygnowanego nazwiskiem Phillipa Goodhand-Taita. Album nazywał się I Think I'll Write a Song i był dopiero drugim w dorobku tego kompozytora, wokalisty, a przede wszystkim pianisty. A przecież Phillip na rynku muzycznym udzielał się już blisko dziesięć lat.
Nigdy nie odniósł spodziewanego sukcesu. Jak na ironię przebojami stawały się piosenki, które pisał dla innych, chociażby Gene Pitneya czy Rogera Daltreya (tak, tak głosu The Who).
The Brew nie nagrali z Phillipem Goodhand-Taitem niczego więcej. Zaproponowali współpracę Peterowi Bardensowi, który miał już na koncie dwa całkiem udane solowe albumy (na których pojawili się nawet Peter Green i Andy Gee), zmienili nazwę na Camel i niedługo potem udało im się podpisać kontrakt płytowy.
Debiut nie przyniósł ani oszałamiającej muzyki, ani tym bardziej oszałamiającego sukcesu. Dzisiaj tych nagrań słucha się oczywiście z wielką przyjemnością, ale sięga się po nie, bo sygnuje je nazwa Camel. Ale wtedy, na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, podobnych albumów ukazywało się na pęczki. posłuchajcie chociażby linii organów w Mystic Queen, która jest chwilami jakby żywcem wycięta z ponadczasowego przeboju A Whiter Shade of Pale innej wielkiej kapeli tamtego okresu Procol Harum.
Jeżeli Camel czymś się wyróżnia na ich tle, to mocno złagodzonym brzmieniem, delikatnymi harmoniami. No i... brakiem jakiegokolwiek przeboju. Ja wiem, że Camel to nie jest firma od przebojów. Ale wtedy, aby zespół zaistniał, musiał mieć singiel puszczany w stacjach radiowych.
Nie miał.
Wytwórnia MCA odmówiła wydania kolejnego albumu. Pewnie później żałowała, ale też Camel nigdy nie stał się przecież topową kapelą. Popularną – tak, lubianą – też, ale nie tak szybko i wcale nie w sposób oczywisty. Ich delikatna wersja progresywnego rocka wciąż pozostawała w cieniu konkurencji o głośniejszej sile przebicia. Przegrywała z punk rockiem i heavy metalem, ale – na szczęście dla nas – wciąż gdzieś tam istniała, mimo wielu zmian składu zespołu, mimo prób uwspółcześnienia brzmienia i dostosowania do zmieniających się trendów.
Ani Camelowi, ani trendom nie wyszło to na dobre.
A Phillip Goodhand-Tait jest aktywny do dzisiaj (mamy rok 2015). Ukazały się reedycje jego płyt, zebrał na podwójnym albumie single z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku wydane ze Stormsville Shakers, zespołem nazwanym tak na cześć innej kapeli Johnny & the Hurricanes. A ostatnio nawet reaktywował zespół i znowu dają koncerty ogrywając rock and rollowy materiał sprzed lat.
1. Slow Yourself Down 4:47
(Andrew Latimer, Andy Ward)
2. Mystic Queen 5:40
(Peter Bardens)
3. Six Ate 6:06
(Andrew Latimer)
4. Separation 3:57
(Andrew Latimer)
5. Never Let Go 6:26
(Andrew Latimer)
6. Curiosity 5:55
(Peter Bardens)
7. Arubaluba 6:28
(Peter Bardens)
bonus tracks (2002 remaster):
8. Never Let Go (Single version) 3:36
(Andrew Latimer)
9. Homage to the God of Light - (Recorded Live at The Marquee Club - 29 October 1974) 19:01
(Peter Bardens)
Skład:
Andrew Latimer – guitar, vocals (1, 4);
Peter Bardens – organ, vocals (5, 8), mellotron, piano, VCS 3 synthesizer;
Doug Ferguson – bass guitar, vocals (2, 6);
Andy Ward – drums, percussion.
Domyślna treść artykułu.
W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.